GIEŁDA

Inwestowanie systemowe – trzeba mieć plan. Jacek Lempart (SystemTrader.pl)

jacek-lempart-system-trader

Inwestowanie systemowe/algorytmiczne może kojarzyć się z tworzeniem robotów, które za nas inwestują na rynkach. Nie musi to jednak być tożsame z handlem automatycznym. Mój dzisiejszy rozmówca, Jacek Lempart, twierdzi że inwestowanie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji nie jest inwestorowi indywidualnemu do szczęścia potrzebne. Aby zarabiać, trzeba jednak mieć plan, który obejmuje jasno określone zasady działania. Jego przygoda z inwestowaniem trwa już ponad dekadę, a podczas niej zaliczył zarówno wzloty jak i upadki. Swoimi doświadczeniami dzieli się na blogu SystemTrader.pl, gdzie publikuje m.in. swoje wywiady ze światowej sławy inwestorami, stosującymi podejście systemowe. W naszym rozmowie opowiada o swojej historii, podejściu do inwestowania oraz nauce wyciągniętej z przeprowadzanych wywiadów.

Czym zajmujesz się na co dzień?

Skończyłem informatykę na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Przez 5 lat pracowałem na etacie jako programista w dużych amerykańskich korporacjach. Obecnie nadal jestem programistą, przy czym pracuję od lat w formie freelancingu, co daje mi większą swobodę działania. Realizuję też swoje projekty informatyczne.

Obok pracy w branży IT od lat inwestuję na rynkach budując sukcesywnie swój kapitał.

Jak informatyka przydaje się w inwestowaniu?

Umiejętność ścisłego myślenia, czy umiejętność programowania z pewnością przydaje się w procesie inwestowania na etapie budowy strategii, weryfikacji pomysłów, czy automatyzacji niektórych czynności. To nie znaczy jednak, że każdy programista jest idealnym kandydatem na inwestora “z urzędu”. Kluczowa według mnie jest pasja do rynków, do inwestowania. Z punktu widzenia inwestora indywidualnego, a więc kogoś kto raczej nie implementuje przykładowo algorytmów do handlu wysokich częstotliwości (HFT), wystarczy naprawdę podstawowa wiedza z zakresu informatyki.

Jesteś m.in. współtwórcą oprogramowania do analizy technicznej CandleScanner, które służy do rozpoznawania formacji świecowych. Jak do tego doszło?

Poszukując swojego miejsca na rynkach kapitałowych próbowałem wielu różnych rzeczy. Lata temu zaciekawiła mnie seria książek wydanych przez Thomasa Bulkowskiego, który był chyba pionierem na polu liczenia statystyk dla formacji świecowych. Historia z CandleScannerem jest o tyle ciekawa, że pracowałem nad tym projektem m.in. ze swoim Tatą, który również jest programistą. Chcieliśmy sprawdzić jak formacje świecowe zachowują się na GPW, czy można na ich podstawie wypracować przewagę rynkową.

Konsekwencją projektu było napisanie przez mojego Tatę, wraz z Grzegorzem Zalewskim z DM BOŚ, książki pt. “Leksykon formacji świecowych”. To bardzo niszowa książka, nieco podobna do tego co zrobił Bulkowski, tyle, że osadzona w polskich realiach.

Czy takie oprogramowanie może być skutecznym narzędziem inwestycyjnym?

Oprogramowanie samo z siebie nie jest gotową strategią inwestycyjną, natomiast może służyć do szukania swojej przewagi w oparciu o formacje świecowe, jako element większej strategii. Wbrew temu co czasami można usłyszeć, formacje nie są magicznymi stworami o dziwnych nazwach, pojawiającymi się na wykresach. To zwykłe, powtarzające się wzorce, które można skwantyfikować.

CandleScanner może pełnić znakomitą rolę edukacyjną, gdzie teorie książkowe w prosty sposób można zweryfikować na realnych danych rynkowych. To dużo lepsze, niż czytanie suchej teorii.

Nazwa twojego bloga nakreśla twoje podejście do inwestowania. Czy możesz przedstawić więcej szczegółów?

Nazwa mojego bloga, System Trader, bierze się z inwestowania w oparciu o system, który bez wchodzenia w dywagacje językowe jest tu rozumiany jako plan, strategia, czy algorytm inwestycyjny.

Chciałbym jednak odczarować inwestowanie w oparciu o algorytmy, ponieważ w powszechnym mniemaniu to coś, co zapewne jest skomplikowane, zarezerwowane dla wąskiej grupy osób, albo po prostu nie ma prawa działać w rzeczywistym świecie – takie opinie też są bardzo powszechne, wynikają z niewiedzy lub mylnych wyobrażeń. Powiem więcej: każdy, kto poważnie traktuje proces inwestowania musi swoje działania opierać o mniej lub bardziej sformalizowany algorytm.

Pominę tu świadomie pewne zaawansowane obszary, jak chociażby zastosowanie sztucznej inteligencji, która na prawdę w świecie inwestycji do szczęścia inwestorowi indywidualnemu nie jest niezbędna. W przypadku inwestora indywidualnego powinna zawsze przyświecać zasada KISS – keep it simple stupid, czyli nie kombinuj.

Czyli trzeba mieć plan. A stopa zwrotu? Ile można oczekiwać?

Obserwuję niejednokrotnie, jak ludzie poszukują sposobów na bardzo agresywne pomnażanie kapitału. W grę wchodzą setki czy tysiące procent rocznie! Według mnie to nie ma już nic wspólnego z inwestowaniem. Tak nie postępują nawet profesjonalni hazardziści. Dlatego istotnym kryterium strategii powinny być realistyczne oczekiwania. Przyjmijmy dla własnego dobra, że dla większości regularne zarabianie powyżej 10% rocznie jest arcytrudnym zadaniem. Przeciętny inwestor generuje wynik z inwestycji gorszy niż średnia rynkowa, niż indeks. To paradoks, bo większość chce go pobić, a dzieje się dokładnie odwrotnie. Nie zakładajmy też, że jeśli ponosząc ogromne ryzyko pomnożyliśmy 500 PLN kilkadziesiąt razy w bardzo krótkim czasie, będziemy w stanie dokonać tego w odniesieniu do naszego całego majątku, gdzie na szali jest poważny kapitał i nasza przyszłość.

Jeśli komuś trudno w to uwierzyć, niech rozglądnie się dookoła siebie i sprawdzi ile zna osób, które zbudowały trwały majątek w krótkim czasie z niewielkiego kapitału w wyniku agresywnych transakcji na rynku kapitałowym. Nie powinno być to z pozoru trudne, bo tysiące osób próbuje tego dokonać każdego dnia. A jednak, jeśli ktoś jest majętny, to zwykle nie w wyniku inwestycji na rynkach kapitałowych, a najczęściej dzięki dobrze działającemu biznesowi. Rynki służyć mogą wówczas mądremu pomnażaniu kapitału.

Większość osób na inwestowaniu traci. Przykładowo, na rynku Forex – 80% graczy. Mają zbyt słaby plan?

Nasza strategia nie musi być tajemną formułą jak często się sądzi, a my wcale nie musimy być geniuszami inwestowania. Większość inwestorów indywidualnych traci pieniądze nie dlatego, że tak trudno o zyskowną strategię, tylko dlatego, że dryfuje na rynku bez jakiegokolwiek planu, bez strategii, bez celu, dając się ponosić chwilowo przeżywanym emocjom i losowości. Wszystko w oparach zupełnie nierealnych oczekiwań i wyobrażeń na temat tego ile i jak zarabia się pieniądze na rynkach.

Im nasz plan inwestycyjny jest prostszy, bardziej dopasowany do naszej osobowości, tym lepiej, bo łatwiej będzie nam go realizować w praktyce. Poza twardymi liczbami, strategia powinna uwzględniać naszą konstrukcję psychiczną — jesteśmy ludźmi, mamy swoje emocje. Nawet najlepsza na papierze strategia okaże się niewypałem, jeśli człowiekowi zabraknie dyscypliny w podążaniu za nią. W gruncie rzeczy czynnik ludzki jest najsłabszym ogniwem procesu inwestowania, zarazem najbardziej niedocenianym. Te wszystkie kryteria należy zatem uwzględnić przy każdej strategii.

Kiedyś myślałem, że podejście algorytmiczne oznacza, że programujemy robota, który inwestuje za nas…

Inwestowanie w oparciu o algorytmy nie jest tożsame z tym, że transakcje realizowane są automatycznie przez komputer, przez „robota”. Znaczenie słowa „algorytm” w przypadku inwestowania jest synonimem planu działania. To czy ten algorytm wykona człowiek, czy komputer, to kwestia wtórna. Tymczasem dla wielu automatyzacja handlu, zbudowanie „robota” jest celem samym w sobie. To taka utopijna wizja, że oto mityczny robot, swoiste perpetuum mobile, będzie nam pomnażało pieniądze, podczas gdy my będziemy moczyć nogi na Seszelach popijając Martini. Wszystko bez emocji, na pełnym automacie, po prostu bajka. Wcześniej jeszcze oczywiście musimy znaleźć tę „sekretną formułę”, która będzie regularnie wysysała pieniądze z rynku. To bardzo zgubne podejście. Ewentualna automatyzacja strategii to zabieg czysto techniczny, zwykle prosty w realizacji, który w przypadku inwestora indywidualnego najczęściej nie jest w ogóle potrzebny. Wystarczy przyjąć dłuższy horyzont czasowy dla naszych inwestycji.

Z jakich elementów powinna składać się kompletna strategia?

Przede wszystkim strategia musi być zbudowana w oparciu o bardzo rygorystyczny proces, aby zminimalizować popełnienie błędów, które spowodują, że strategia nie zadziała na realnym rynku. To szeroki temat. Powszechnym błędem jest na przykład budowanie strategii w oparciu o obserwacje za okres 10 lat dla jakiegoś ETF na indeks akcji czy obligacji i wyciąganie z tego wniosków co do jej skuteczności na bazie zaledwie kilku transakcji w warunkach hossy.

Największym wrogiem strategii jest ich nadmierne dopasowanie do danych z przeszłości (ang. curve fitting). W dobie szybkich komputerów, nawet bez umiejętności programowania, można używać algorytmów bazujących na tzw. programowaniu genetycznym, które same “szukają” strategii w oparciu o historyczne dane rynkowe. Łatwo zbudować strategię, która daje pozytywne rezultaty na danych historycznych. Problem jaki tu jednak mamy, dobrze obrazuje opowiadanie mówiące o tym, że jeśli by mieć niezliczoną liczbę małp i każdej dać klawiaturę, to któraś małpa w końcu czystym przypadkiem wystuka ciąg liter będący dziełem Szekspira. Nie byłoby rozsądne przyjąć, że taka małpa jest wyjątkowo inteligentna, że jest znakomitym pisarzem, i że w przyszłości będzie w stanie tworzyć kolejne dzieła literackie.

Ostatnio na swoim blogu świetnie opisałeś strategię GEM. Możesz nieco ją przybliżyć?

Strategia GEM (Global Equity Momentum, czyli momentum globalnego rynku akcji) to moim zdaniem świetny przykład na praktyczne zobrazowanie “modelowej” strategii, zbudowanej w oparciu o rzetelne przesłanki.

Po pierwsze, opiera się ona na powszechnie znanej anomalii rynkowej, tzw. momentum, która według licznych i niezależnych badaczy występuje od wielu wieków. Każda strategia powinna opierać swoją przewagę na jasno określonych przesłankach, mających uzasadnienie w mechanizmach funkcjonowania rynku, w jego strukturze. Sceptycznie podchodzę do wyników generowanych przez strategię opartą na logice trudnej do uzasadnienia. Absurdalnym przykładem takiej logiki było opracowanie badaczy, którzy ruchy indeksu S&P 500 powiązali z danymi produkcji masła w Bangladeszu czy produkcji sera w USA. Brzmi jak żart, ale tak naprawdę było.

Po drugie, strategia GEM zawiera bardzo proste i jednoznaczne warunki mówiące co kupić, kiedy kupić, oraz kiedy sprzedać. Nie ma tu miejsca na domysły czy luźne interpretacje tego co rynek być może zrobi bądź nie.

Wreszcie po trzecie, strategia GEM udowodniła swoją przewagę rynkową na przestrzeni 70 lat w różnych warunkach, w wielu cyklach hossa-bessa.

Piszesz o sobie „jestem zwolennikiem podejścia do rynków finansowych, gdzie królują cyferki, statystyka i rachunek prawdopodobieństwa”. W inwestowaniu nie ma miejsca na subiektywną ocenę? 

W życiu często podejmujemy spontaniczne decyzje, co może w pewnych przypadkach mieć sens lub być wręcz niezbędne. W inwestowaniu jednak uważam, że kluczowe jest działanie zgodnie z planem, który ma potwierdzenie w liczbach. Nie musi to być skomplikowana strategia — wręcz przeciwnie, preferuję banalne strategie.

Od jak dawna inwestujesz? 

Swoje pierwsze, samodzielne transakcje, nie licząc funduszy inwestycyjnych, zawarłem na początku 2008 roku na rynku akcji i kontraktów terminowych.

Jak wyglądały twoje początki?

Początki były bardzo trudne. Nie dosięgnęło mnie szczęście początkującego – zacząłem od strat. Co prawda temat giełdy przewijał się gdzieś już w roku 2005-2006, ponieważ inwestowali koledzy na GPW w akcje, zarabiając oczywiście, jak to w hossie, ale ja wtedy stałem z boku. Wszedłem w najgorszym możliwym momencie na rynek akcji w początkach 2008 roku, nie mając oczywiście pojęcia, że to co się dzieje okaże się największym kryzysem ekonomicznym od dekad. To była mocna i pouczająca lekcja.

Z dzisiejszej perspektywy kapitał jaki miałem wówczas do dyspozycji nie był wielki, chociaż na tamte czasy straty jakie odnotowałem były bolesne w wymiarze psychicznym. Był to przyśpieszony kurs o rynkach kapitałowych. Jesienią 2008 roku postanowiłem zrobić studia podyplomowe na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, które oczywiście nie uczyły jak inwestować, ale dały mi ogólne pojęcie o rynku i dostępnych instrumentach.

Bardzo szybko też doszedłem do wniosku, że inwestowanie w oparciu o strategie oparte na przejrzystym planie, to coś dla mnie. Korespondowało to z moim “algorytmicznym” myśleniem na gruncie zawodowym. 🙂

W jaki sposób inwestujesz? 

Kieruję się swoimi strategiami. Nie pozwalam sobie już na emocjonalne zawieranie transakcji pod wpływem chwili jak kiedyś, co nie znaczy, że zawsze w każdym momencie zarabiam. Dyscyplina jednak przede wszystkim. Przy czym to nie jest tak, że stosując strategię opartą na jednoznacznym algorytmie, nie ma miejsca na uznaniowość – ona nadal jest, tylko w innym miejscu. W końcu to ja buduję strategię, ode mnie zależy jaką strategię zastosuję na rynku, jaki poziom ryzyka ustawię, czy ile kapitału do niej przydzielę.

Jakie stosujesz strategie? 

Od początku skupiałem się na strategiach krótkoterminowych dla rynku kontraktów terminowych w Polsce, później w USA. Wraz z rosnącą wartością portfela oraz zmianą priorytetów w życiu, postanowiłem w końcu wydłużać swój horyzont inwestycyjny. Docelowo chcę, by strategie długoterminowe stanowiły większość mojego portfela. Strategie krótkoterminowe nadal będą w moim portfelu, przy czym będzie to niewielka część portfela.

Jakimi się posługujesz narzędziami? 

Do budowy strategii wykorzystuję Excela i języki programowania takie jak Java i C#. Sporadycznie korzystam z narzędzi pokroju AmiBroker.

Preferuję języki programowania ogólnego przeznaczenia, jak właśnie Java czy C#, ponieważ dają one większą swobodę, nie ma tu żadnych ograniczeń. Nie znaczy to jednak, że w rozwiązaniach typu AmiBroker nie można budować sensownych strategii. Zaryzykuję stwierdzeniem, że w większości przypadków wystarcza Excel. To nie narzędzia zarabiają na rynku, tylko ludzie za nimi stojący 🙂

Korzystam również z kilku serwisów, np. StockCharts.com czy NorgateData.com.

Ile czasu zajmuje ci inwestowanie? 

Sam proces inwestowania w oparciu o moje strategie algorytmiczne nie wymaga wiele uwagi. W zależności od sytuacji może być to łącznie pomiędzy 5-30 minut dziennie. Jeśli ograniczyłbym swoją aktywność na rynku tylko do strategii długoterminowych, potrzebne byłoby tyle samo czasu, tylko w ujęciu tygodniowym lub wręcz miesięcznym. Przyznać muszę, że taka wizja jest dla mnie coraz bardziej atrakcyjna.

Inna sprawa to poszukiwanie strategii, uczenie się nowych rzeczy, tworzenie oprogramowania, czy chociażby praca przy projekcie System Trader. Tu spędzam nawet kilkadziesiąt godzin tygodniowo, ale jest to moją pasją.

Czy Twoje podejście zakłada po prostu stosowanie po prostu obiektywnych kryteriów, a może chodzi o zautomatyzowany handel algorytmiczny?

Zdecydowanie jestem zwolennikiem stosowania obiektywnych kryteriów do podejmowania decyzji na rynku. Dziś już znacznie więcej wiemy o psychologii behawioralnej człowieka, o tym jak mamy tendencję do podejmowania nieracjonalnych decyzji inwestycyjnych pod wpływem chwilowo przeżywanych emocji. Trudność w stosowaniu obiektywnych kryteriów polega m.in. na tym, że jako ludzie ulegamy złudzeniu dokonywania lepszego wyboru niż bezduszny algorytm. Dużą rolę odgrywa też nasze ego — stratna transakcja to jak przyznanie się do porażki. Tymczasem to naturalny i nieodłączny element inwestowania. Jesteśmy krótkowzroczni, tymczasem inwestowanie to maraton.

Korzystałem z automatyzacji handlu, ale już tego nie robię od niedawna. Jest to mój świadomy krok w tył, do którego dojrzewałem dość długo. Dzięki temu zyskałem jednak pewną wolność – automat wymagał nadzoru, więc jeśli mogę zrobić to samo “ręcznie”, poświęcając na to 5 minut w ciągu dnia, jego stosowanie mija się z celem.

Ile wynosi twój horyzont inwestycyjny?

Mój horyzont czasowy zależy od strategii: mogą być to dni, a nawet miesiące czy lata w przypadku obligacji.

Na jakich rynkach i w jakie instrumenty inwestujesz?

Handluję wyłącznie na rynkach regulowanych, w takie instrumenty jak kontrakty terminowe, akcje oraz ETF. Obecny jestem na GPW, gdzie prowadzę rachunek IKE i IKZE. Większość kapitału buduję jednak na rynkach zagranicznych.

Jakie jest twoje podejście do analizy technicznej i fundamentalnej?

Są to narzędzia, które mogą być wykorzystane do wypracowania własnej przewagi rynkowej. Same w sobie nie są gotowymi strategiami inwestycyjnymi.

Osobiście preferuję analizę techniczną, albo jeszcze inaczej – podejście ilościowe, bo nie zawsze są to znane z podręczników analizy technicznej wskaźniki. Jest wiele dowodów akademickich i empirycznych pokazujących, że prosta anomalia momentum chociażby może generować wyniki nie gorsze niż np. analiza fundamentalna. Zyskujemy jednak masę czasu, który również ma swoją wartość.

Kluczowe w moim podejściu jest weryfikowanie wszystkiego osobiście.

Co Cię skłoniło, aby założyć blog?

Założyć bloga chciałem, by móc podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, móc niejako powiedzieć: OK, po tych wszystkich latach wzlotów i upadków tak to widzę. Przy okazji okazało się, że to świetny sposób na poukładanie sobie wszystkiego na nowo w głowie jak i na nauczenie się nowych rzeczy.

Czasami pyta mnie ktoś, czy mam ukryty cel w tym co robię. Mam pewien komfort finansowy, że nie muszę na tym projekcie zarabiać, przynajmniej nie od samego początku, mogąc pozwolić sobie na poniesienie pewnych nakładów czasowych jak i finansowych. Nie ukrywam jednak, że badam od strony czysto biznesowej na ile podcast i blog w tak dość wąskiej grupie docelowej może być sensownym kanałem sprzedaży moich potencjalnych produktów. Mam tu na myśli głównie oprogramowanie, nad którym pracuję od końca 2018 roku. Planuję to zrobić na zasadzie win-win, czyli stworzyć rzetelne oprogramowanie, z którego sam korzystam do własnych inwestycji, tak by móc z czystym sumieniem polecić takie narzędzie innym. Na razie wszystko jest na dość wczesnym etapie prac, więc trudno coś więcej powiedzieć. Być może będę jedynym użytkownikiem tego oprogramowania do końca świata. 🙂

Pokutuje w Polsce opinia, że na rynku można zarabiać tylko inwestując swoje pieniądze. Podążając tym tokiem myślenia, przykładowo bylibyśmy zmuszeni dziś składać zlecenia u brokera telefonicznie albo osobiście, bo nikt nie odważyłby się zaimplementować platformy do handlu elektronicznego. To absurd. Jeśli ktoś wykonuje swoją pracę uczciwie i rzetelnie, poświęca swój czas, to nie widzę moralnego problemu w tym, by traktować to jako biznes i zarabiać na tym pieniądze.

Jak to się stało, że zacząłeś robić wywiady ze znanymi inwestorami? 

W dużej mierze było to spontaniczne. Od lat ceniłem sobie wiedzę i doświadczenie Lindy Raschke – z głupia frant napisałem do niej, proponując wywiad. Zaprezentowałem jej propozycję pytań i udało mi się ją tym przekonać do siebie. Później już było łatwiej o kolejnych gości.

Rynek kapitałowy w Polsce jest nadal bardzo młody. Dlatego staram się sięgać po inwestorów również poza Polską, którzy mają często więcej lat doświadczenia rynkowego, niż wiek wielu inwestorów nad Wisłą. Poza tym dziś na rynkach już nie ma granic jak jeszcze kilkanaście lat temu. Każdy z nas może mieć dostęp do takich samych instrumentów jak obywatel USA czy Niemiec.

Niejako pozytywnym efektem ubocznym mojej działalności jest ułatwiony kontakt z osobami, które mają ogromne doświadczenie rynkowe i którym mogę zadawać pytania, które mnie samego niejednokrotnie nurtują. Z niektórymi gośćmi utrzymuję regularny kontakt, starając się czerpać z ich wiedzy.

Czego nauczyły Cię wywiady, które do tej pory przeprowadziłeś?

Wywiady dały mi więcej pewności w tym co robię, bo okazało się, że mogę z wybitnymi inwestorami prowadzić merytoryczną dyskusję, pomimo, że jestem samoukiem z wciąż niewielkim doświadczeniem. Naprawdę, dyskutowanie z osobami jak Perry Kaufman czy Gary Antonacci, którzy na rynku są obecnie od lat 70. XX wieku, sprowadza na ziemię i uczy pokory 🙂

Czy są jakieś elementy, które łączą traderów, z którymi rozmawiałeś?

Cechą wspólną dla wszystkich osób z którymi przeprowadzałem wywiady jest pasja do rynków. Kolejna rzecz to specjalizacja. Przykładowo wspomniana już Linda Raschke jest wybitnie krótkoterminowym traderem, spekulantem, a Tom Basso inwestuje w oparciu o metody podążania za trendem, czyli długoterminowo. Są jak ogień i woda, a mimo to oboje zarabiają od dekad. To, co dla Lindy jest sygnałem, dla Toma jest często tylko nic nieznaczącym szumem rynkowym.

Zapadły mi też w pamięci słowa, które kiedyś powiedział właśnie Tom Basso: że po tych wszystkich latach, realnie jest mu żal tych ludzi, którzy bez pomysłu, bez planu i przygotowania starają się z uporem inwestować na rynkach, wierząc do tego, że zarobią szybko fortunę. To się nie może udać. Nie musimy posiadać idealnego planu, idealnej i najlepszej strategii, ale musimy mieć jakikolwiek plan działania i dyscyplinę. Brzmi prosto, ale nie jest to takie łatwe.

Jakich rad udzieliłbyś początkującym inwestorom?

Zdaję sobie sprawę, że sam na początku niechętnie słuchałem porad i musiałem się dopiero osobiście sparzyć, żeby coś zrozumieć 🙂

Wystrzegać się powinniśmy inwestowania w oparciu o utarte slogany, czy dobrze opisane historie, bez uprzedniej osobistej weryfikacji. Przykładowo nie mam nic przeciwko inwestowaniu w spółki dywidendowe, o ile takie podejście jest ubrane w konkretną i mierzalną strategię. Gdzie mamy jasno określony punkt wejścia i wyjścia z inwestycji. Gdzie wiemy jakie ryzyko ponosimy. Zdawanie się na łaskę bądź niełaskę rynku tylko dlatego, że mówi się, że “dobre” spółki zawsze pozwolą zarobić w długim terminie może nas drogo kosztować, gdy na rynku zawita silna bessa. Wtedy pod presją spadków na giełdzie ktoś taki może zacząć kwestionować swoje dotychczasowe działania.

Dla początkującego sugerowałbym spróbowania strategii długoterminowych, zwłaszcza jeśli nie ma ktoś taki możliwości śledzenia na bieżąco sesji giełdowej. Jest to zwyczajnie prostsze. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu obraz Lindy Raschke spędzającej każdy dzień przy 10 monitorach działa pobudzająco na wyobraźnię. Po pierwsze taki styl obecności na rynku wymaga tytanicznej pracy — w jej przypadku średnio 60 godzin w tygodniu, wliczając w to weekendy, kiedy przygotowuje plan gry na poniedziałek. Po drugie, zanim zaczęła zarabiać pieniądze, przeżyła wiele bardzo bolesnych upadków. Dla niej to jest profesja. Dla większości z nas rynki będą tylko środkiem do budowania kapitału, do pomnażania nadwyżek budżetowych, a nie biznes.

Czy są książki, które byłbyś skłonny polecić początkującym inwestorom?

To jest trudne pytanie, ponieważ o ile nie mamy swojego mentora, który mógłby nas poprowadzić od początku przez proces nauki w z góry określonym kierunku, będziemy skazani na próbowanie wielu różnych metod poruszania się po rynku i popełnianie wielu błędów po drodze.

Z pewnością mogę polecić książkę o psychologii behawioralnej, “Pułapki Myślenia” Daniela Kahnemana, ponieważ jest to pozycja uniwersalna, bez względu na stosowane na rynku metody.

Jeśli ktoś chce inwestować swoje pieniądze, powinien również mieć ogarnięte finanse osobiste – tu z pewnością blogi, podcasty i i książki Marcina Iwucia czy Michała Szafrańskiego mogą być bardzo pomocne i wartościowe.

Co do inwestowania polecam książki, które opisują rzetelne, konkretne i weryfikowalne strategie inwestycyjne. Dzięki temu można szybciej przejść od teorii do praktyki. Przykładem takiej książki jest pozycja Gary Antonacciego, który opisał wspominaną już wcześniej strategię GEM.

Tagi

Artur Wiśniewski

Redaktor naczelny ;) Makler Papierów Wartościowych (2370), inwestor indywidualny. Interesuje się rynkiem akcji, obligacji, funduszy, ETF i inwestycji alternatywnych. Lubi piłkę nożną, rower i góry.

5
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
JacekArtur WiśniewskiAndrzej Recent comment authors
  Powiadomienia o nowych komentarzach  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jacek
Gość

Dziękuję Artur za rozmowę ze mna! 🙂

Andrzej
Gość

Cześć Artur, kolejny dobry wywiad – ale jest pytanie – kiedy podcast?