INWESTOWANIE

„Śmierć z zerem na koncie” – przemyślenia po lekturze

„Śmierć z zerem na koncie” – to prowokacyjny tytuł książki Billa Perkinsa. Może on sugerować, że jej przesłaniem jest pochwała hedonistycznego sposobu życia. Jednak nic bardziej mylnego. To książka z jednej strony o tym, aby nie spędzić całego życia w pracy, gromadząc pieniądze, których nie zdążymy wydać. Ale też o tym, żeby podejmować ryzyko, wykorzystywać okazje i sięgać po nasze marzenia związane z pracą czy zainteresowaniami. Nie jest to książka dla tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem i dopiero walczą, żeby w ogóle wyrobić nawyk oszczędzania. Z całą pewnością będzie bardziej przydatna tym, którzy mają trochę lepszą sytuację finansową. Może ona pomóc w zadać sobie pytania o główne cele życiowe. Ich określenie zdecydowanie pomaga nam z kolei obrać cele inwestycyjne.

Nie trać swojego życia, gromadząc pieniądze, których nie wydasz

Śmierć – na co dzień o niej nie myślimy. O tym, że mamy tylko jedno życie, mogą nam przypominać pogrzeby czy na przykład święta – Wszystkich Świętych, Wielkiej Nocy czy Bożego Narodzenia, które właśnie się zaczynają. Im bardziej się do niej zbliżamy, tym bardziej jesteśmy świadomi, przebudzeni. Nasz czas na ziemi jest ograniczony. Dlatego, z jednej strony warto żyć tak, jakby każdy dzień miał być ostatnim dniem naszego życia, robiąc rzeczy, których bardzo pragniemy, a na które potem może być za późno. Z drugiej strony, na dłuższą metę jest to bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. Przecież są statystyki pokazujące średnią długość trwania życia. A życie kosztuje. Wiadomo, że najpewniej czeka nas emerytura. Musimy pracować, aby zapewnić sobie bieżący byt i zabezpieczyć przyszłość, kiedy nie będziemy już mieć siły i ochoty pracować. Dlatego warto oszczędzać pieniądze, aby móc realizować swoje cele. Mogą nimi być emerytura, przyszłość dzieci, podróż dookoła świata czy cokolwiek innego, co jest dla nas ważne.

Warren Buffet zwykł mawiać, „naszym ulubionym horyzontem inwestycyjnym jest nieskończoność”. Teoretycznie jest to bardzo słuszne. Im dłuższy horyzont, tym większa szansa, że z inwestycji wyjdziemy z zyskiem. Ale, jeżeli punktem wyjścia jest to, że inwestowanie służy osiąganiu naszych celów, to powiedzenie Buffeta jest według mnie bardzo nietrafione. Bo w horyzoncie nieskończonym wszyscy będziemy martwi. W świetle tego, jak wielu inwestorów traci pieniądze na krótkoterminowej spekulacji, zgadzam się z pochwałą inwestowania długoterminowego przez Buffeta. Ale stosowanie tej porady literalnie może być dużym błędem. Wiele osób odracza gratyfikację zbyt długo lub wręcz bez końca. Wiele osób stara się oszczędzać jak najwięcej, nie zastanawiając się na celami i nie kalkulując ich. Odkładają to, co chcą robić, aż jest na to za późno. Oszczędzają na coś, czym nigdy się nie nacieszą. A w momencie śmierci pieniądze już nam się nie przydadzą. Nasz stan konta już w niczym nam nie pomoże.

Nasza kultura ma w zwyczaju kłaść nacisk na cnoty reprezentowane przez ciężką pracę i odroczoną gratyfikację, kosztem innych wartości. Tymczasem w życiu powinien znaleźć się czas na pracę i czas na zabawę. Jeżeli przeznaczasz niezliczone godziny swojego życia na gromadzenie pieniędzy, po czym umierasz, nie zdążywszy wydać całej swojej fortuny, niepotrzebnie marnujesz zbyt wiele cennych godzin.

Trzeba podkreślić, że w umieraniu z zerem na koncie nie chodzi o to, żeby znaleźć czas na dogadzanie sobie, nie dzieląc się z innymi. Przeciwnie – dzielenie się swoimi pieniędzmi może nas bardzo przybliżać do szczęścia. Ale warto to robić we właściwym czasie. Przykładowo, swoim dzieciom pieniądze warto przekazać wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebują – najpewniej wtedy, gdy wchodzą w dorosłość. Jeżeli umrzesz w wieku 80 lat, a Twoje dzieci będą miały 50, otrzymane po Tobie pieniądze raczej nie będą miały dużego wpływu na jakość ich życia. Ich wpływ byłby znacznie większy, gdyby zostały im przekazane, gdy się kształcą, wchodzą na rynek pracy i zakładają rodzinę. Wartość pieniędzy, które chcesz przekazać potomstwu, wraz z upływem czasu maleje. Jeżeli chcemy przekazać pieniądze swoim dzieciom, warto zastanowić się, kiedy i ile pieniędzy przekazać.

Gratyfikacji nie warto odkładać w nieskończoność, bo na pewne rzeczy w życiu jest określony czas. Przykładowo, w daleką podróż z namiotem w plecaku najlepszy czas jest prawdopodobnie, gdy masz 20-30 lat. Za czasów studenckich sam taką odbyłem. Pojechaliśmy ze znajomymi koleją transsyberyjską do Chin przez Rosję i Mongolię, śpiąc w różnych dziwnych miejscach, w które dziś ze swoją żoną i dziećmi bym się nie zapuścił. Zresztą, obecnie od spania na karimacie bolą mnie plecy. 🙂

W późnym wieku nie mamy siły lub ochoty robić pewnych rzeczy. Mój tata, zapalony rowerzysta, przez całe życie marzył o podróży rowerem przez całą Europę do Portugalii. Opowiadał o niej regularnie. Niestety, tej przygody nigdy nie zrealizował. Dziś ma 70 lat i szanse na dojście tego planu do skutku są niewielkie. Ostatnio przestał już nawet o tym wspominać. Ja osobiście bardzo żałuję, tata był dla mnie zawsze wielką inspiracją. Byłem pewien, że w końcu tego  dokona. Niestety, straconego czasu odzyskać się nie da. Wiele innych rzeczy mu się udało w życiu, ale tego akurat nie.

Nie ma sensu trwonić życia i pozwalać by omijały nas okazje. Chodzi nie tylko o pieniądze. 🙂 Warto zaprosić do kina dziewczynę, która nam się podoba, mimo strachu że nam odmówi. Warto spędzać czas ze swoimi małymi dziećmi, mimo że wiele zajęć może być ciekawszych niż układanie klocków lego. Warto przepraszać tych, których zraniliśmy. Kiedyś dostałem mandat za przechodzenie w niedozwolonym miejscu i w efekcie byłem strasznie niemiły dla strażnika miejskiego, który mi go wlepił. Kilka dni później go przypadkowo spotkałem i, pomimo poczucia wstydu, przeprosiłem go. Co ciekawe, kilka miesięcy później spotkałem w centrum handlowym starą znajomą, która robiła zakupy z mężem. Okazało się, że był nim… ten strażnik miejski. Gdybym wtedy zaprzepaścił okazję do przeproszenia go, doszłoby do niezręcznej sytuacji.

Miałem też doświadczenia porażki. Za czasów studenckich, rok po wejściu Polski do Unii Europejskiej (2005), pojechałem na okres wakacji do Szkocji w celach zarobkowych. Ku mojemu zaskoczeniu, pracodawcy nie czekali na mnie z otwartymi ramionami. Finalnie coś tam zaoszczędziłem, ale finansowo nie był to sukces. Cud, że wróciłem bez długów! Ale to doświadczenie przyniosło pewną korzyść – odebrałem lekcję pokory.

Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, co nas uszczęśliwia, a następnie „inwestować” swoje pieniądze w wybrane przez siebie doświadczenia.

F.I.R.E.? Nie za wszelką cenę!

Dotychczasowe rozważania mogą nas skłaniać do zwrócenia się w kierunku podejścia F.I.R.E, czyli Financial Independence Retire Early. Zwolennicy F.I.R.E. dążą do niezależności finansowej i wczesnej emerytury. Aby to osiągnąć, decydują się na ekstremalne oszczędzanie swoich pieniędzy, dążąc do inwestowania często aż 50-75% zarobków. Dzięki temu mogą skrócić czas oszczędzania i przejść na emeryturę w wieku 40 czy 50 lat. Gdy już im się to uda, będą mogli cieszyć się wolnym czasem a także pieniędzmi, które pozwolą im z niego korzystać. Bill Perskins po części ciepło się odnosi do tej koncepcji. Ja, zresztą też. Warto mieć zabezpieczenie finansowe, bo dzięki temu możemy śmielej podejmować decyzje życiowe i podejmować ryzyko, na przykład w zakresie zawodowym. Ale są rzeczy, które mi w niej nie pasują. Opisałem je w artykule „Problem z F.I.R.E.

Na pierwszy rzut oka F.I.R.E. to bardzo atrakcyjna perspektywa. Jednak, w polskich realiach mało realistyczna. Oczywiście, jeżeli ktoś ma bardzo wysokie zarobki i nie musi przesadnie zaciskać pasa, to gdy zbierze odpowiednio dużo, może po prostu rozważyć rzucenie pracy. Jednak, biorąc pod uwagę realia finansowe Polaków, przeciętna osoba może co najwyżej spróbować przyspieszyć swoją emeryturę o kilka lat. Ale, jeżeli ktoś nie lubi swojej pracy, to jej wykonywanie połączone z ekstremalnym oszczędzaniem powiedzmy do 50-60. roku życia, brzmi jak przepis na niezbyt szczęśliwe życie.

Jeżeli w okresie do wczesnej emerytury mielibyśmy ekstremalnie oszczędzać, oglądając 2 razy każdy grosz, raczej nie będziemy w stanie pomóc finansowo naszym dzieciom wtedy, kiedy tego potrzebują. Zresztą, nie chodzi tylko o dzieci. Przykładowo, jeżeli chcemy wspierać finansowo osoby, które walczą z ciężkimi chorobami, to najlepszy czas, żeby im pomóc jest teraz, a nie po osiągnięciu przez nas wczesnej emerytury, bo wtedy może ich nie być wśród nas.

Jeżeli praca, którą wykonujemy nam się nie podoba, warto poszukać innej, która będzie bardziej satysfakcjonująca, nawet gdyby miało to oznaczać nieco niższe zarobki i odsuwało nas w czasie od osiągnięcia niezależności finansowej. Zresztą, wiek 40-50 lat to często najlepszy czas na podjęcie jakiegoś ryzyka zawodowego. W tym wieku, z jednej strony mamy już doświadczenie, a nadal jesteśmy młodzi. To może być idealny czas, aby zawalczyć o pracę na własnych zasadach, którą się lubi lub podążyć za swoimi zawodowymi marzeniami, otwierając własny biznes. Ludzie na łożu śmierci raczej nie żałują tego, co zrobili, lecz że czegoś nie spróbowali, że nie podjęli ryzyka. A czasu nie da się cofnąć.

Gdyby nawet udało się osiągnąć niezależność finansową, zanim zdecydujemy się rzucić pracę lub ją ograniczyć, warto się zastanowić się, co będziemy robić, kiedy już przestanie nam ona zajmować czas. Są przykłady osób, jak Lucyna Balcerak, która przeszła na wczesną emeryturę, zajmuje się głównie swoimi hobby i jest szczęśliwa. Polecam wywiad, którymi z nią przeprowadziłem. Ale jest też wiele osób, które osiągnęło niezależność finansową, ale jakimś czasie wraca na rynek pracy, bo brakuje im celu w życiu.

Zresztą wiele osób, które zmierza w kierunku F.I.R.E, deklaruje że po osiągnięciu niezależności finansowej, prawdopodobnie będą nadal pracować. Chcą jednak zerwać z reżimem etatu w godzinach 9-17, mieć nienormowany czas pracy czy wykonywać taką, która ich bardziej satysfakcjonuje. Ja to rozumiem, bo moja praca na etacie też swego czasu mnie uwierała. Nie rozumiem tylko, dlaczego mielibyśmy czekać z taką zmianą zawodową aż do osiągnięcia niezależności finansowej? W wielu przypadkach można dokonać tej transformacji znacznie wcześniej.

Gdy przykładowo ja decydowałem się na własną działalność, byłem nieco przed 40-tką. W poprzedniej pracy, w korporacji, czułem się wypalony i nie widziałem dla siebie miejsca, które by mnie pociągało. Czułem, że to właściwy (i być może ostatni) moment, aby spróbować swoich sił z własnym biznesem, bo potem może mi się już nie chcieć. Początki były bardzo trudne, ale ostatecznie jestem szczęśliwy, że się zdecydowałem. Aktualnie mogę dużo lepiej wykorzystywać swoje mocne strony i realizować się w projektach, w których czuję się spełniony. Chcę podkreślić, że w momencie zmiany pracy, nie byłem niezależny finansowo. Nie miałem kapitału, który pozwoliłby nie pracować do końca życia. Miałem jedynie solidną poduszkę finansową, dzięki której wiedziałem że „spadnę na 4 łapy” w razie, gdybym moje plany się nie powiodły.

W moim przypadku najtrudniejsze było określenie, dokąd chcę zmierzać. Był czas, kiedy nie chciało mi się wstawać z łóżka. Wiedziałem tylko, że nie chcę już być tam, gdzie byłem, ale nie miałem pomysłu, co ze sobą zrobić. Dlatego uważam, że warto systematycznie zadawać sobie pytanie, co chcę w życiu robić. Znalezienie odpowiedzi może nie być łatwe. Mi, w tamtym czasie, jej znalezienie zajęło kilka lat. Może będziecie się ze mnie śmiać, ale nie zaszkodzi… modlitwa. W momencie kiedy sam czułem się mocno zagubiony, wypowiedziałem słowa „Boże, nie wiem czy istniejesz, ale jeżeli tak, pomóż mi, bo ja już nie wiem, co mam robić”. 2 tygodnie później naszła mnie myśl, żeby założyć blog, wokół którego 2 lata później zacząłem budować swoją aktywność zawodową poza murami korporacji. Wiele osób powie, że to przypadek. Może tak być. Chociaż ciekawe jest to, że gdy później w różnych sytuacjach, gdy czułem się bezsilny, ponownie zwracałem się do Niego, za każdy razem spotykał mnie szczęśliwy przypadek. 🙂

Nie twierdzę, że każdy musi zakładać własny biznes. Sposobem na życiową satysfakcję może być zmiana pracy etatowej na inną. Wielu osobom może się też nie udać znaleźć odpowiedzi na pytanie, co na prawdę chcą robić w życiu. A jeżeli znajdą, nie zawsze uda się tam dojść. Dlatego nie neguję podejścia F.I.R.E. Dla wielu osób wcześniejsza emerytura może być dobrym pomysłem. Zwłaszcza dla tych, którzy dobrze się zarabiają. Ale przestrzegam przed ślepym dążeniem do wczesnej emerytury „na autopilocie”, bez głębszego przemyślenia. Warto zadać sobie pytanie, dlaczego do niej dążę oraz co dokładnie będę robić po jej osiągnięciu. W wielu przypadkach mogą za tym stać różne życiowe problemy, których wczesna emerytura nie rozwiąże. W przemyśleniu, czy to właściwa droga dla mnie, pomocny może okazać się artykuł „Problem z F.I.R.E.„.

Optymalny styl życia

Bez względu na to, czy harujemy w pracy, której nie lubimy, tylko po to, by zarobić na doświadczenia, których nigdy nie przeżyjemy czy ekstremalnie zaciskamy pasa, w celu przejścia na wczesną emeryturę, tracąc ważne momenty i przepuszczając okazje życiowe, ten styl życia IMO nie jest optymalny (nie jest mi bliski).

Aby w pełni cieszyć się życiem, a nie tylko skupiać się na przetrwaniu, warto przestać jechać bezmyślnie na autopilocie, i zacząć aktywnie sterować swoim życiem. Pomyśl o wszystkich godzinach swojego życia, które marnujesz, zarabiając pieniądze, których nigdy nie wydasz. Jeśli nie chcesz zmarnować swojej energii życiowej, powinieneś dążyć od tego, by wydać wszystkie swoje pieniądze przed śmiercią. Nie chodzi o to, aby osiągnąć zero przed śmiercią i zostać na lodzie, tylko o to, by pozostawić po sobie jak najmniej niewykorzystanych pieniędzy w stosunku do czasu i energii zainwestowanych w pracę, której cele było zarobienie tych pieniędzy. Zamiast skupiać się jedynie na gromadzeniu wora pieniędzy, których najprawdopodobniej nie zdołasz wydać za życia, wykorzystuj swoje życie na 100% już teraz.

Z drugiej strony, ekstremalne zaciskanie pasa i odkładanie życie na potem, aby za wszelką cenę osiągnąć wczesną emeryturę, to moim zdaniem też zły kierunek. Jestem zdania, że warto jak najszybciej wziąć się za poszukiwanie swojej pracy marzeń, uganiać się za wartościowymi doświadczeniami, wręczać pieniądze dzieciom, gdy są w stanie jak najlepiej je wykorzystać czy przekazywać datki na cele charytatywne wtedy, gdy obdarowani najbardziej tego potrzebują. Nawet, jeżeli oddalają nas one w czasie od niezależności finansowej.

Chodzi o znalezienie optymalnej równowagi pomiędzy cieszeniem się teraźniejszością a zabieganiem o dobrą przyszłość. Brzmi super, ale w praktyce jest trudne w realizacji. Również dla mnie. Ale mam przekonanie, że próbując chociaż do tego dążyć, szanse na udane życie są większe niż jadąc przez całe życie na autopilocie, nie próbując niczego zmieniać.

PS. Powyższy tekst zawiera wiele sformułowań wprost zaczerpniętych z książki „Śmierć z zerem na koncie”. Zdecydowanie polecam Wam po nią sięgnąć, a po jej lekturze usiąść do celów na 2025 rok. 😉

4.4 38 votes
Article Rating
Powiadomienia o nowych komentarzach
Powiadom o
guest

4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Marcin
Marcin
1 rok temu

Bardzo mądry artykuł.szkoda że na co dzień o tym nie pamiętam.

Andy
Andy
1 rok temu

Mądre.

IMG_0876

Newsletter

Spis treści