INWESTOWANIE

Ile potrzebujesz, żeby stać się wolnym finansowo?

„Ile potrzebujesz, żeby stać się wolnym finansowo?” – to temat panelu dyskusyjnego, w którym miałem przyjemność wziąć udział podczas Warsaw Passive Investment Conference, która odbyła się w dniach 21–22 kwietnia 2026 roku. Michał Wojciechowski zaprosił mnie oraz Mateusza Samołyka (Inwestomat.eu) do rozmowy o dążeniu do wolności finansowej. To była bardzo ciekawa dyskusja. Bardzo cenię Mateusza i w większości kwestii związanych z FIRE się zgadzamy, choć są między nami pewne różnice. Część z nich pojawiła się w trakcie rozmowy, jednak ze względu na ograniczony czas nie zdążyliśmy omówić wszystkiego. Poniżej znajdziecie link do nagrania wideo, a także telegraficzny skrót mojego podejścia do FIRE oraz pełną wersję tekstową naszej rozmowy.

Co ja sądzę o FIRE?

  • Zdecydowanie stoję po jednej stronie ze zwolennikami FIRE w opozycji do rozbuchanego konsumpcjonizmu. Zanim wydamy pieniądze na coś zbędnego, warto przeliczyć, ile czasu musieliśmy pracować, aby na to zarobić.
  • Wszyscy wiemy, że kiedyś zabraknie nam sił do pracy, więc oczywiste jest, że jesteśmy skazani na oszczędzanie i inwestowanie. Prowadząc blog zachęcam do tego przez cały rok.
  • Wielu uważa, że wolność finansowa pojawia się dopiero wtedy, gdy zgromadzimy kapitał pozwalający przestać pracować. Moje doświadczenie jest inne. Poczułem się wolny finansowo już wtedy, gdy zbudowałem nieco większą poduszkę finansową — to ona pozwoliła mi odważyć się rzucić etat i otworzyć własną działalność.
  • Wczesna wolność finansowa, rozumiana jako zgromadzenie kapitału umożliwiającego życie bez pracy od 40.–50. roku życia, jest dostępna jedynie dla niewielkiej grupy osób — być może kilku procent społeczeństwa. „Obiecywanie”, że jest ona w zasięgu ręki dla każdego, jest nawijaniem makaronu na uszy.
  • Definiowanie FIRE jako przejścia na emeryturę w dowolnym wieku, byle przed osiągnięciem wieku ustawowego, jest według mnie nieporozumieniem. Przejście na emeryturę w wieku 64 lat (czyli rok przed wiekiem ustawowym) i nazywanie tego wczesną emeryturą brzmi wręcz absurdalnie. W ten sposób pojęcie FIRE ulega inflacji i staje się wyświechtanym hasłem marketingowym. Jeśli tak dalej pójdzie, każdy przejaw oszczędzania będzie nazywany FIRE.
  • Jeżeli zarabiamy przeciętnie, to zamiast wypruwać sobie żyły, aby osiągnąć wczesną emeryturę, często lepiej skupić się na zmianie pracy na taką, która naprawdę nas pociąga. Wiem, to też nie jest proste. Ale stawiam tezę, że jednak łatwiejsze niż zgromadzenie kapitału umożliwiającego życie bez pracy.
  • Skupianie się wyłącznie na tym, w jakim wieku przejść na emeryturę, to według mnie błąd. Lepiej zadawać sobie pytanie, jak chcemy przeżyć swoje życie. Bardzo często lepiej przejść na emeryturę później, ale żyć ciekawie i świadomie. Okolice 40.–50. roku życia to często dobry moment na podejmowanie ryzyka. Nie wszystkie nasze pomysły się powiodą, co może oddalić nas od wolności finansowej, ale mimo to uważam, że warto podejmować takie próby.

Wersja wideo

Wersja tekstowa rozmowy

Michał: Dzień dobry. Witam wszystkich bardzo serdecznie i cieszę się ogromnie, że mam możliwość porozmawiania z Arturem Wiśniewskim i Mateuszem Samołykiem o temacie, który wywołuje chyba skrajne emocje. Obserwuję wasze blogi i mam wrażenie, że macie trochę różne podejście zarówno do definicji, jak i do samej idei promowania wolności czy niezależności finansowej. Dlatego będzie mi bardzo miło, jeśli uda się nam przedstawić dwie strony medalu wolności czy niezależności finansowej. Witam was bardzo serdecznie jeszcze raz.

Artur: Cześć.

Mateusz: Cześć, dzięki za zaproszenie.

Michał: Słuchajcie, przejdźmy od razu do meritum. Żeby było wiadomo, o czym rozmawiamy, proponuję na początek, żebyście powiedzieli, jak wy rozumiecie wolność czy niezależność finansową. Czy jest jakaś różnica między wolnością a niezależnością finansową? No i na pewno pojawi się też pojęcie FIRE. W jaki sposób je rozumiecie i czym ono w ogóle jest? Mateusz, możesz zacząć.

Mateusz: Mogę zacząć. Jeżeli chodzi o wolność finansową i niezależność finansową, to myślę, że są to synonimy. „Wolność finansowa” jest po prostu bardziej chwytliwym określeniem i budzi większe emocje, natomiast „niezależność finansowa” brzmi bardziej rozsądnie. W praktyce chodzi o to samo — czyli możliwość utrzymania się z własnego kapitału, potencjalnie nawet do końca życia. To jest takie najwyższe możliwe zabezpieczenie finansowe, można powiedzieć — ostatni etap rozsądku finansowego.

Jeżeli chodzi o FIRE, to jest to podgrupa tego podejścia, wymyślona przez osoby sfrustrowane lub wypalone pracą, które chciały w stosunkowo młodym wieku — powiedzmy między 35. a 45. rokiem życia — całkowicie z niej zrezygnować i już nigdy nie pracować. FIRE jest więc taką ekstremalną wersją wolności finansowej. Natomiast sama wolność finansowa, bez konieczności całkowitego odchodzenia z pracy, jest moim zdaniem rozsądnym celem dla każdego człowieka.

Michał: Dlaczego w ogóle pomysł niezależności finansowej może być tak pociągający? To wydaje się dość oczywiste — na pierwszy rzut oka chodzi o możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę albo o to, żeby pracować, ale mieć do tej pracy bardzo luźne podejście, bo przecież nie musimy pracować.

Natomiast ja chciałbym porozmawiać bardziej o negatywach, czyli o ciemnych stronach FIRE. Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przeciwko temu podejściu jest to, że FIRE jest jak Yeti — dużo się o nim mówi, ale mało kto go widział. Mało jest ludzi rzeczywiście wolnych finansowo. Szukałem badań, które mogłyby to pokazać, i udało mi się znaleźć jedynie dane Gallupa, według których w Stanach Zjednoczonych około 6–7% osób jest na wcześniejszej emeryturze. Problem w tym, że nie wiadomo dokładnie, z jakich powodów — często są to kwestie zdrowotne, spadki i tym podobne.

Dlatego pojawiają się szacunki, że realnie mniej niż 1% osób osiąga FIRE. Z drugiej strony mamy grupę na Reddicie „Financial Independence”, jedną z największych, która ma 2,5 miliona członków. No to jak to jest — FIRE jest dla wybrańców czy niekoniecznie?

Mateusz: Zauważ, Michał, że te 2,5 miliona osób na Reddicie, i to z różnych krajów, to i tak jest kropla w morzu w porównaniu do populacji Stanów Zjednoczonych. To jest bardzo mało osób. Myślę, że można odpowiedzieć wprost: tak, FIRE — jeśli zdefiniujemy je jako przejście na emeryturę przed 50. rokiem życia, czyli wyraźnie przed ustawowym wiekiem — jest dla nielicznych.

I to nie tylko ze względu na niskie zarobki, na przykład w Polsce, ale przede wszystkim dlatego, że ludzie nie radzą sobie z kontrolą własnych finansów. Dochodzimy tutaj do sedna, czyli do konsumpcjonizmu. FIRE jest dla nielicznych głównie dlatego, że zależy nam na konsumpcji, na pokazywaniu się — leasing nowego samochodu, zmiana mieszkania na większe, potem na dom. Oczywiście część potrzeb jest realna, ale wiele to zwykłe zachcianki. Ludzie mają problem z ich rozróżnieniem.

Dlatego to, co szczególnie cenię w FIRE, to minimalizm. Nie jest on formalnym wymogiem, ale w praktyce bardzo pomaga i może naprawdę uporządkować nasze podejście do życia.

Artur: Ja tutaj z dużą przyjemnością zgodzę się z Mateuszem. Również stoję po stronie zwolenników FIRE, jeśli chodzi o walkę z konsumpcjonizmem, który jest coraz bardziej rozbuchany. To podejście jest mi bliskie — żeby nie wydawać pieniędzy na głupoty, często jeszcze na kredyt. Polacy mają bardzo dużo kredytów konsumpcyjnych.

Zamiast tego warto ograniczać wydatki i przeliczać, ile dodatkowej pracy kosztują nas konkretne zakupy. Lepiej mieć większe oszczędności i być może przejść trochę wcześniej na emeryturę. Wszyscy wiemy, że im jesteśmy starsi, tym mniej mamy sił i chęci do pracy, więc dobrze jest być na to przygotowanym.

Nasze zarobki często są relatywnie niskie. Oczywiście warto dążyć do ich zwiększania — prosić o podwyżki i rozwijać się zawodowo — ale statystyki pokazują, że realia są takie, jakie są. Do tego dochodzi niska stopa oszczędności i fakt, że zaczynamy oszczędzać dość późno, często dopiero około 35. roku życia.

To wszystko sprawia, że osiągnięcie FIRE w klasycznym rozumieniu, czyli przed 50. rokiem życia, jest po prostu bardzo trudne i w praktyce realne dla niewielkiego odsetka społeczeństwa — być może kilku procent.

Michał: Poruszyłeś bardzo ciekawy wątek — że FIRE jest tylko dla kilku procent. Widzę już po reakcji Mateusza, że się z tym nie zgadza. Ale zanim do tego przejdziemy, spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: jak to policzyć? Czy to w ogóle jest możliwe do osiągnięcia?

Mamy słynną regułę 4%, opartą na badaniach Bengena. Najprostsze podejście mówi, że należy pomnożyć swoje roczne wydatki przez 25. Jeśli ktoś zarabia 5000 zł netto miesięcznie, to daje 60 000 zł rocznie, razy 25 — czyli około 1,5 miliona złotych. Pytanie brzmi: kogo stać na odłożenie takiej kwoty?

Mateusz: Bardzo lubię regułę 4%, ale mam złą wiadomość — ona nie działa w Polsce. Piszę teraz książkę o wolności finansowej i zrobiłem własne analizy dla danych w PLN. Nawet w horyzoncie 20 lat portfele z dużym udziałem zagranicznych akcji często sobie nie radziły, między innymi przez tzw. straconą dekadę i niekorzystne zmiany kursów walut.

W Polsce rozsądne minimum to raczej 3,5%, a nie 4%. To oznacza, że zamiast 25-krotności rocznych wydatków, potrzebujemy bliżej 30-krotności. To oczywiście oznacza większy wymagany kapitał i trudniejszą drogę do FIRE.

Michał: No dobrze, ale nawet jeśli przyjmiemy 30-krotność, to jak do tego dojść? Dla osoby bez oszczędności półtora miliona złotych wydaje się kompletnie nieosiągalne.

Mateusz: I słusznie — małymi kwotami się tego nie osiągnie. Odkładanie 100 czy 200 zł miesięcznie nie doprowadzi do FIRE w sensownym czasie. W praktyce FIRE jest dla osób, które są w stanie oszczędzać około połowy swoich dochodów.

Zgadzam się z Arturem, że to kilka procent społeczeństwa — jeśli patrzymy na realne działania. Ale uważam, że potencjalnie 20–25% ludzi mogłoby o tym myśleć, tylko problemem są wydatki.

Jeśli ktoś zaczyna późno, to osiągnięcie takiego kapitału jest bardzo trudne — chyba że odkłada naprawdę duże kwoty, rzędu 10 tysięcy złotych miesięcznie lub więcej. Promowanie podejścia typu „zacznij od 1000 zł i będzie dobrze” jest po prostu mylące. Albo zaczynamy bardzo wcześnie, albo musimy odkładać naprawdę duże kwoty.

Artur: Ja tylko dodam, że reguła 4% była wielokrotnie testowana i działa, ale przy konkretnych założeniach — przede wszystkim takich, że kapitał ma wystarczyć na około 30 lat. To oznacza przejście na emeryturę raczej w wieku około 60 lat, a nie 40 czy 50.

Jeśli chcemy przejść na emeryturę wcześniej, to okres oszczędzania się skraca, a okres korzystania z kapitału wydłuża. To oznacza, że potrzebny kapitał musi być znacznie większy, a wymagane stopy oszczędności mogą sięgać 30%, 50%, a nawet 70%. To są poziomy poza zasięgiem większości ludzi.

Michał: Doprecyzujmy jeszcze — reguła 4% oznacza, że powinniśmy zgromadzić taki kapitał, aby 4% tej kwoty pokrywało nasze roczne wydatki.

Artur: Dokładnie tak — czyli około 25-krotność rocznych wydatków.

Michał: Czyli te 4% to kwota, którą co roku „wyjmujemy” z kapitału. To prowadzi do kolejnego pytania: co jest kluczowe w dochodzeniu do niezależności finansowej? Mówiliście o stopie oszczędności i zarobkach, ale nie wspomnieliście o stopach zwrotu czy alokacji aktywów.

Czy stopa zwrotu ma znaczenie? Czy ryzyko może pomóc — na przykład jeśli ktoś zaczyna późno, ale inwestuje agresywnie? No i jest jeszcze druga strona medalu — strategia wydawania, o której mówi się stosunkowo rzadko.

Mateusz: Postaram się odpowiedzieć możliwie konkretnie. Najważniejsza jest stopa oszczędności. Drugie, najważniejsze to stopa zwrotu z inwestycji, tak jak powiedziałeś, Michał, czyli te oszczędzone środki musimy jakoś zainwestować, podejmować ryzyko i pomnażać. Rzadko o tym mówię, ale moje FIRE będzie możliwe głównie dzięki stopie zwrotu z inwestycji. Gdyby nie moje inwestowanie, gdyby nie takie przynajmniej indeksowe stopy zwrotu, trochę lepsze niż S&P 500 przez ostatnie kilkanaście lat, nie miałbym żadnych szans na tak wczesną emeryturę, więc jestem beneficjentem bardzo dobrego czasu na rynku. Ja to też mówię otwarcie w moich podcastach. Nie można jakby opierać się na tym w planowaniu wczesnej emerytury. Dużo lepiej opierać się na oszczędnościach, ale u mnie były to faktycznie głównie inwestycje i dzięki temu uzbierałem kwotę, która właściwie już by wystarczyła do przejścia na FIRE, a nie mam jeszcze 37 lat. Warto więc powiedzieć, że u mnie to były głównie inwestycje.

Teraz kluczowy temat, czyli co zrobić, w co zainwestować, żeby dojść do celu, żeby ten kapitał przetrwał. Żeby dojść, oczywiście musimy jak najwięcej zyskiwać jak najszybciej i bezpieczeństwo jest mniej ważne, bo przecież mamy pracę albo jakieś źródło dochodu, więc najwyżej dalej będziemy się z niego utrzymywać. W fazie akumulacji zdecydowanie stopa zwrotu jest najważniejsza. Natomiast w fazie dystrybucji, czyli życia z kapitału, kiedy już osiągniemy FIRE albo późniejszą, ale też wczesną emeryturę, musimy podejmować mniejsze ryzyko, dlatego że dotyczy nas ryzyko sekwencji stóp zwrotu. To też jest temat bardzo dobrze udokumentowany.

Mówiąc prostym językiem, jeżeli przejdziesz na emeryturę i w pierwszym lub drugim roku będzie duży kryzys na rynku finansowym, a ty wydajesz te 4% początkowej kwoty, to możesz wydawać na przykład 8 albo 10% prawdziwych pieniędzy, które masz w tym dołku kryzysu. Chodzi o to, że zbyt szybko przepalasz zgromadzony kapitał, ponieważ jesteśmy na dołku. Zamiast 5 milionów masz 2,5 miliona, a ty dalej, jak taki trochę człowiek szalony, wydajesz te 100 czy 150 tysięcy złotych, bo tyle sobie wyliczyłeś z tej reguły, i wydajesz dalej. No i wydajesz te 200 tysięcy, a tam masz 2,5 miliona i nagle po kryzysie budzisz się i masz milion. Giełda się odbija, ale nie na tyle szybko, żebyś mógł przetrwać, i pieniądze kończą się po 15 albo 20 latach.

Oczywiście badania reguły 4% też uwzględniały takie momenty, stąd ona w ogóle się wywodzi. Natomiast jak temu przeciwdziałać? Moim zdaniem jest tylko jeden sposób: mieć trochę bardziej defensywny portfel, czyli dodać trochę obligacji, przynajmniej po to, żeby takie czasy móc przetrwać.

Artur: To ja tylko dodam, bo już o tym wspominałem, że reguła 4% zakłada i sprawdzała się w historycznych symulacjach, na podstawie których została sformułowana, pod warunkiem, że przez cały okres utrzymywania kapitału na emeryturze struktura portfela była odpowiednia. Mam na myśli to, że ten portfel był przynajmniej umiarkowanie ryzykowny, czyli udział akcji w portfelu wynosił przynajmniej 50%. Jeżeli byłyby to portfele czysto obligacyjne, to ta reguła w ogóle by się nie sprawdziła. Musiały to być portfele, gdzie kapitał był dużo, dużo większy.

Im wcześniej chcielibyśmy przejść na emeryturę, tym większe ryzyko prawdopodobnie powinniśmy podejmować i w zasadzie można nawet powiedzieć, że bylibyśmy skazani na ryzyko portfela 100% akcji, gdybyśmy chcieli bardzo wcześnie przejść na wcześniejszą emeryturę. Natomiast na końcu to są pewne symulacje teoretyczne, bo nie uwzględniają tego, że każdy z nas wraz z wiekiem prawdopodobnie będzie czuł większą potrzebę świętego spokoju niż ryzyka. Jest więc ta cała ścieżka schodzenia i musimy uwzględniać to, że będziemy potrzebować przynajmniej części obligacji, więc ostatecznie trzeba to jakoś skorygować i dostosować do siebie.

Michał: Ja się uśmiechnąłem, bo ty, Artur, przecież mówisz zawsze, że im jesteś starszy, tym więcej ryzykujesz.

Artur: Wiesz co, na razie tak było. Na razie tak było, bo chyba też lepiej rozumiałem rynek i dzięki temu śmielej poczynałem sobie na rynku finansowym w miarę jak miałem większą wiedzę. Lepiej go rozumiejąc, miałem mniejsze obawy, że po prostu stracę.

Michał: Mhm.

Artur: I to mi pomagało. Natomiast myślę, że mimo wszystko wraz z wiekiem mogę czuć większą awersję do ryzyka. Tak zakładam, może tak nie będzie. Natomiast to też niekoniecznie musi oznaczać, że przerzucę wszystko z akcji na obligacje. Taka skrajność nie musi się wydarzyć. Być może po prostu będę trzymał pewną rezerwę obligacyjną, która wystarczy mi na konsumpcję przez dłuższy okres, typu dwa, trzy lata, a może nawet cztery, pięć, po to, żeby gdyby przyszła bessą, nie mieć stresu, że muszę wyciągać kasę z akcji po dużych spadkach.

Michał: Jasne. Czyli podsumowując, zrozumiałem was tak, że stopa oszczędności i stopa zwrotu to są kluczowe czynniki przy budowaniu kapitału. A potem strategia wydawania tego kapitału to pewnie temat na oddzielną rozmowę. Natomiast chciałbym was jeszcze zapytać o jedną rzecz, o takie pozafinansowe ryzyka. Jest takie ładne powiedzenie, że uważaj, o czym marzysz, bo może się to spełnić. Czy rzeczywiście to przejście na wcześniejszą emeryturę, czy jakkolwiek to nazwiemy, spowoduje, że będziemy szczęśliwsi?

Zerknąłem nawet na badania o tym, jak ludzie czuli się po dużych wygranych finansowych. Są klasyczne badania Brickmana z 1978 roku, gdzie okazało się, że generalnie nie czuli się znacząco szczęśliwsi, mimo że wygrali duże pieniądze. Jeszcze ciekawsze są badania szwedzkie z 2020 roku, przeprowadzone na grupie kilkunastu tysięcy ludzi, które pokazały, że wygrana owszem zwiększa satysfakcję z życia, ale w dużo mniejszym stopniu przyczynia się do poczucia szczęścia i stanu zdrowia psychicznego.

Więc jak to jest? Artur, ty często mówisz, że nie wyobrażasz sobie życia pod palmą z drinkiem z palemką. Czy to jest według was jakieś ryzyko? Czy należy się w jakiś sposób przygotować do tego przejścia na wcześniejszą emeryturę?

Artur: Myślę, że to trzeba po prostu zawsze dobrze przemyśleć. Jest wiele przykładów osób, które przeszły na wcześniejszą emeryturę, bardziej z rynku amerykańskiego, z podcastów to wiem, bo tam ten ruch jest najsilniejszy i ma najdłuższą historię. Wiele osób po prostu mało przemyślało, co będzie dokładnie robiło na tej wczesnej emeryturze. Może będą podróżować, może będą realizować swoje marzenia, odpoczywać, grać w gry, być może niektórzy po prostu będą się nudzić. I wydaje mi się, że wiele osób wracało na rynek pracy.

Ja nie mówię, że praca jest niezbędna do życia, aby być szczęśliwym. Praca nas nie definiuje. Znam osobiście osoby, które są na FIRE, nie pracują i nie brakuje im pracy w ogóle, więc to jest okej. Natomiast jednocześnie, jeśli ktoś chce przejść na FIRE, bo wkurza go praca, to czasami można też pomyśleć o tym, żeby zmienić pracę na inną, która będzie go bardziej satysfakcjonować, a być może założyć własną działalność.

Możemy też w ogóle bardzo różnie definiować emeryturę. O tym też z Mateuszem chyba raz przynajmniej dyskutowaliśmy w mediach społecznościowych. Bo jeśli rzucamy naszą pracę od 9:00 do 17:00 i podejmujemy jakieś inne działania, to czy to już jest emerytura, czy jeszcze praca? Każdy może to definiować inaczej. Z racji tego uważam, że nie ma sensu spierać się o definicję tego, czym emerytura jest, a czym nie jest. Zawsze zachęcam do tego, żeby zadać sobie szersze pytanie: jak chcę przeżyć swoje życie, ile czasu chcę pracować w ciągu dnia, a ile poświęcać na inne rzeczy i co dokładnie chcę robić, co sprawia mi radość.

To jest pytanie, od którego zawsze warto zacząć. A potem kolejne elementy są wtórne i to, czy ograniczę pracę teraz czy później, jest drugorzędne. Trzeba się po prostu szerzej zastanowić, jak chcę to życie przeżyć.

Mateusz: Tak. Ja już kilkukrotnie byłem na FIRE, ale takim tymczasowym — to się po angielsku nazywa sabbatical. W polskim języku nie mamy na to słowa. To była po prostu czasowa przerwa w pracy. Trzy, sześć, dziewięć, dwanaście miesięcy albo ile ktoś może wziąć, bo są pracodawcy, którzy to umożliwiają, a są tacy, którzy nie. Można też oczywiście zrobić to w przerwie między jednym zatrudnieniem a drugim, tak też robiłem. Bardzo polecam.

Przynajmniej trzy miesiące na start. Nie koniecznie takie dzikie, szalone wakacje pod palmami, ale też miesiąc, półtora takiego siedzenia w domu, żeby człowiek wstał rano i nie miał tego, że o 8:00 ma spotkanie, że musi się wdzwonić albo że musi wsiąść w samochód i pojechać do pracy. Wtedy można zobaczyć, jak sobie z tym radzi, czy czuje się przydatny społeczeństwu, czy czuje się pożyteczny, czy nie krytykują go, jak sobie radzi z krytyką, jak partner życiowy albo partnerka życiowa na to patrzy. To jest bardzo ważne.

Ja już dawno wiem, że FIRE jest dla mnie. Jestem jedną z tych osób, o których mówił Artur, że nie mam żadnego problemu z tym, że wstaję i nie mam sztywnych ram, a mimo to dalej czuję się przydatny. Ale oczywiście nie wiem, czy tak by było, gdybym nie miał mojego bloga. Bo ja faktycznie dalej robię coś przydatnego, odpisuję na maile, komentarze, czuję, że pomagam innym. Gdyby nie to, to jest słuszna obawa, że nasze życie może stracić sens. Możemy po prostu wstawać i nie wiedzieć, do czego wstajemy. Już się napodróżowaliśmy, najedliśmy chipsów, naoglądaliśmy telewizji, byliśmy w kinie na wszystkim, co się dało, spotkaliśmy się ze znajomymi i nagle budzimy się, że wszyscy znajomi idą do pracy, a my mamy w ciągu dnia osiem godzin na samych siebie. A w tych czasach niektórzy nie mogą wytrzymać nawet z własnymi myślami.

Artur: Ja bym chętnie zgodził się z tym poczuciem bycia przydatnym. Raczej też nie jestem filozofem ani psychologiem, więc nie potrafię wejść do głowy każdego, ale z mojej osobistej perspektywy ważne jest to, żeby czuć się przydatnym. To jest pytanie, które ja sobie zawsze zadaję, zastanawiając się, co chcę robić, żeby być szczęśliwym. Czy będę się czuł, że komuś coś pomagam? Czy czuję się przydatny społeczeństwu — to brzmi może górnolotnie, ale po prostu drugiemu człowiekowi? I to jest coś, co zawsze pomaga mi zdecydować, co chcę robić.

Być może taki pomysł, jaki przedstawił Mateusz, żeby spróbować pójść na takie trzymiesięczne FIRE, jest do rozważenia. Pewnie nie zawsze jest to możliwe, bo pracodawca może nas nie puścić, ale wydaje mi się, że osobiście pomagają mi czasami pytania, które można sobie zadać. Tutaj chętnie poleciłbym książkę Stephena Coveya „7 nawyków skutecznego działania”, pierwszy rozdział. Tam na końcu tego rozdziału jest pytanie, które spowodowało, że przez dwa tygodnie, kiedy miałem dużo czasu na wakacjach i nic mnie nie rozpraszało, chodziłem z nim w głowie. To był bardzo wartościowy czas, więc tę książkę polecam. Są też wiele innych, które pomagają zastanowić się nad swoim życiem. Można pójść do terapeuty i przepracować pewne rzeczy, zastanowić się, co jest dla mnie w życiu ważne. To są rzeczy, które mogą nas naprowadzić na to, w którym kierunku pójść, jaki azymut w życiu obrać.

Mateusz, czy ty masz rekomendacje książek, podcastów? Oczywiście oprócz własnego bloga, na którym bardzo ciekawe dyskusje się toczą na temat FIRE. To chyba w polskojęzycznym internecie największa grupa ludzi, która rzeczywiście nie tylko myśli, ale też robi coś w kierunku FIRE.

Mateusz: Tak. I to są ludzie przede wszystkim, którym jeszcze chce się czytać, a to też jest rzadkość, dlatego już praktycznie nowe blogi nie powstają. To, co Artur mówił — „7 nawyków skutecznego działania” — jedna z pierwszych książek psychologicznych, które przeczytałem wiele lat temu. Później przeczytałem ją jeszcze drugi raz. Świetna książka. Ona nie jest ściśle o FIRE, ale o tym, jak skuteczniej działać, o tym, dlaczego w ogóle działać. Pomaga zastanowić się nad życiem, więc dokładam moją solidną polecajkę, bo to jedna z moich ulubionych książek.

Jeżeli chodzi o tematykę wolności finansowej, chciałem polecić jeden blog, bo może widzowie zapamiętają, jeśli polecę tylko jeden: Early Retirement Now, czyli ERN, big earn — tak się mówi na tego gościa. Mówię „gościa”, bo on nie jest żadnym naukowcem, a moim zdaniem robi robotę dużo lepszą od naukowców, jeśli chodzi o FIRE. On wszystko bardzo dokładnie wylicza. To trochę dokładniejsza, bardziej akademicka wersja mnie. Myślę, że robi to jeszcze lepiej. Jestem pod wrażeniem jego analiz.

Wyliczył dosłownie wszystko, jeśli chodzi o FIRE. Ma nawet serię, w której liczy, czy te 4% to właściwa zasada, i ona ma już chyba ponad 60 odcinków, albo 70. To jest niesamowicie ciekawe dla każdego, kto dąży do wolności finansowej. Trzeba tylko mieć czas na lektury. On też udostępnia darmowe arkusze do tego i szczerze mówiąc, to jest najlepszy, najbardziej dokładny bloger w tematyce FIRE.

Michał: Super. Słuchajcie, bardzo dziękuję. Czas minął po prostu jak z bicza strzelił. Nie udało nam się pewnie omówić wszystkich niuansów, natomiast myślę, że to temat-rzeka i mam nadzieję, że udało nam się trochę rozjaśnić te aspekty niezależności finansowej. Zapraszamy wszystkich do skorzystania również z kalkulatora niezależności finansowej na stockbroker.pl oraz do artykułów Mateusza na Investomat.eu. Jeszcze raz wam bardzo, bardzo dziękuję. To była duża przyjemność.

A widzów zapraszam oczywiście na kolejne prelekcje konferencji Wars of Passive Investment.

Artur: Bardzo dziękuję. Do zobaczenia.

Mateusz: Dziękuję.

5 2 votes
Article Rating
Powiadomienia o nowych komentarzach
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Newsletter

Spis treści