INWESTOWANIE

Inwestowanie w spółki sektora obronnego – wywiad z Tomem Bailey

W świecie naznaczonym gwałtownie rosnącym ryzykiem geopolitycznym, wydatki na obronę i bezpieczeństwo osiągają historyczne maksima — w samej Europie wzrosły one w ubiegłym roku o 17%. Czy jednak inwestowanie w zbrojenia, postrzegane przez wielu jako „czerpanie korzyści z wojny”, może być etyczne i spełniać kryteria ESG? Tom Bailey, Szef Badań w HAN ETF, wyjaśnia, jak jego fundusz Future of Defense radzi sobie z tym dylematem, stosując rygorystyczny filtr NATO i jednocześnie wykorzystując prognozowany 75-procentowy wzrost zysków. Rozmowa rzuca światło na strategiczne znaczenie wydatków na sprzęt, kluczową rolę cyberbezpieczeństwa oraz to, dlaczego europejskie kraje muszą w końcu „stanąć na własnych nogach” w obliczu niepewnej przyszłości globalnego porządku. Zrozumienie tego trendu jest kluczowe, ponieważ obronność staje się jednym z najpopularniejszych tematów inwestycyjnych w regionie. Rozmowa była przeprowadzona w ramach konferencji Pasywna Rewolucja.

Spis treści

  • Kim jest Tom Bailey i czym zajmuje się HANetf?
  • W jakie akcje inwestuje Future of Defense UCITS ETFS (NATO)?
  • Czy inwestowanie w spółki obronne nie powinno być uznane za nieetyczne z uwagi na „czerpaniu korzyści z wojny”. Czy inwestowanie w takie spółki jest zgodne z ESG?
  • Co z chińskimi akcjami obronnymi? Czy inwestowanie w nie byłoby opłacalne oraz czy można by uznać za stosowne inwestowanie w nie, mimo że Chiny nie grają w tej samej drużynie co NATO?
  • Czy jest jeszcze miejsce na wzrost dla takich funduszy jak NATO, skoro informacja o zwiększonych wydatkach na obronę powinna być już zawarta w cenach?
  • Z jakich sektorów pochodzą akcje w tym fundusdzu, jak duża część ich dochodów zależy od wydatków wojennych i jaka jest ich natura (bardziej growth czy value)?
  • Czy ewentualny traktat pokojowy między Rosją a Ukrainą lub nowa umowa między Chinami a USA oznaczałby koniec wzrostów spółek sektora obronnego?

Wideo

Wersja tekstowa

Artur Wiśniewski: Witaj Tom. Bardzo dziękuję za przyjęcie mojego zaproszenia do rozmowy.

Tom Bailey: Dziękuję za zaproszenie.

Artur Wiśniewski: Czy mógłbyś nam bardzo krótko opowiedzieć, czym się zajmujesz?

Tom Bailey: Pewnie. Jestem szefem badań w HAN ETF. Aby wyjaśnić, czym się zajmuję, prawdopodobnie łatwiej jest najpierw wyjaśnić, kim jest HAN ETF. Jesteśmy emitentem funduszy ETF typu white label. Oznacza to, że współpracujemy z zewnętrznymi zarządzającymi aktywami, aby wprowadzać fundusze ETF na rynek europejski. Może to przybierać różne formy. Czasami jest to amerykański zarządzający aktywami, który ma udany biznes ETF w Stanach Zjednoczonych i chce wejść na rynek europejski i tworzyć fundusze ETF w Europie. Zamiast zakładać własny biznes ETF, przychodzą do nas, a my następnie uruchamiamy, tworzymy i dystrybuujemy ten ETF dla nich. Albo coraz częściej są to europejscy zarządzający aktywami, którzy jeszcze nie weszli na rynek ETF, nadal prowadzą, powiedzmy, tradycyjne fundusze inwestycyjne (nie notowane na giełdzie), ale widzą, że przyszłością są w zasadzie fundusze ETF.

Artur Wiśniewski: Jaka jest Twoja rola jako szefa badań w kontekście tych partnerstw?

Tom Bailey: Oni szukają możliwości uruchomienia ETF-ów, ale nie mają wewnętrznych zdolności w zakresie ETF-ów, więc przychodzą do nas. Moja rola jako szefa badań polega zasadniczo na zrozumieniu tych różnych tematów i wspieraniu funkcji dystrybucji. Chodzi więc o zrozumienie argumentów inwestycyjnych dla różnych produktów i przekazywanie ich inwestorom.

Artur Wiśniewski: Dziękuję za wprowadzenie. Niedawno wprowadziliście na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie fundusz Future of Defense UCITS ETF. Czy na początku mógłbyś nam powiedzieć, bardzo ogólnie, czym jest NATO? Mam na myśli fundusz Future of Defense, NATO to  ticker tego ETF-u. W jakie akcje on inwestuje?

Tom Bailey: Jasne. Jest to fundusz ETF na spółki sektora obronnego, jak sugeruje nazwa. Składa się z dwóch części. Pierwsza to tradycyjne firmy zbrojeniowe. Oczywiście są one bardzo zorientowane na technologię. Nie chodzi o to, by nazywać je starymi, ale są to producenci sprzętu wojskowego, firmy przemysłowe. Są to firmy takie jak Ryan Rattles, BAE Systems, Tarlevs, Leonardo. I jest to kluczowa część tematu obrony, co wiąże się ze znacznym wzrostem wydatków wojskowych i sprzedaży dla tych firm. Jednocześnie mamy komponent cyberbezpieczeństwa, w który możemy zagłębić się nieco później. Mamy jest to ETF typu tematycznego. Oczywiście chcemy uchwycić temat obronności jako temat, a nie tylko jako sektor. Patrzymy oczywiście na świat większego ryzyka geopolitycznego i zmienności, zwiększonych wydatków na obronę i bezpieczeństwo na całym świecie. I staramy się to uchwycić w sposób tematyczny za pomocą tego ETF-u. Wprowadziliśmy go najpierw w Londynie i Niemczech w 2023 roku i odnotowaliśmy pewien sukces pod względem popytu inwestorów, a także silnych wyników. A następnie w tym roku, jak wspomniałeś, wprowadziliśmy go również na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie.

Artur Wiśniewski: Wiele osób może odnieść wrażenie, że to jak czerpanie korzyści z wojny, co może być uważane za niemoralne. Słyszałem wiele razy, że inwestowanie na przykład w producentów broni jest sprzeczne z zasadami ESG. Kto się więc myli? Czy źle jest inwestować w akcje obronne, czy może to ESG nie ma racji?

Tom Bailey: Myślę, że to pytanie ma kilka części. Pierwsza, czerpanie korzyści z wojny. W pewnym sensie tak. Ale jednocześnie nie musi to być postrzegane jako coś godnego potępienia. Wojna istnieje na świecie. Strach przed wojną istnieje, a rządy muszą wyposażyć swoje wojska. Nie myślimy tak powiedzmy o firmie takiej jak Nova Nordisk, producencie leków. Produkują insulinę dla diabetyków. Cukrzyca istnieje. Produkują produkt, który zaspokaja tę potrzebę i jest to oczywiście przedsięwzięcie komercyjne. A to jest, jak rozumiemy, najbardziej efektywny sposób wytwarzania rzeczy w kapitalizmie. W związku z tym firma, a tym samym akcjonariusze firmy, czerpią korzyści ze sprzedaży produktu w celu rozwiązania problemu — cukrzycy. Podobnie, niepewność, zmienność geopolityczna, strach przed wojną istnieją. A zatem wojsko jest po prostu tym samym. Nie wątpimy w potrzebę posiadania przez kraje zdolności wojskowych, a przynajmniej większość z nas w to nie wątpi. I oczywiście w Europie jest to teraz rozumiane bardziej niż kiedykolwiek. I jest to po prostu sposób, w jaki sprzęt wojskowy jest nabywany. Polegamy na sektorze prywatnym w zakresie prowadzenia badań, rozwoju i produkcji tych produktów. A następnie rządy kupują je dla czegoś, co uważamy za dobro społeczne, nawet jeśli pierwotna przyczyna tej potrzeby jest sama w sobie złem, czyli wojny. Wojna jest jednak stałą cechą historii ludzkości. Mamy nadzieję, że pewnego dnia można się jej pozbyć, ale dzisiaj tak nie jest. I dlatego nie sądzimy, aby inwestorzy musieli czuć się w ten sposób, czerpiąc korzyści z wojny. To po prostu rzeczywistość świata i jest to przypadek inwestycyjny w ten sam sposób. Wiele innych złych rzeczy wytwarza możliwości komercyjne, a komercjalizacja rozwiązania jest w rzeczywistości tym, co czasami prowadzi do powstania najlepszych produktów. Oczywiście, jeśli polegasz na państwie, aby produkowało wszystko, to by nie działało. Byłoby co najmniej poniżej standardów. I tak właśnie myślę o aspekcie czerpania korzyści z wojny. To po prostu tragedia ludzkiego świata, że te rzeczy istnieją, a zatem muszą istnieć również rozwiązania dla nich.

Artur Wiśniewski: Ale co z inwestorami, którzy mają moralne obiekcje? Jak Future of Defense ma się do ESG?

Tom Bailey: Niektórzy ludzie mogą mieć osobiste, moralne opory przed posiadaniem akcji firm z branży obronnej, i to jest zupełnie zrozumiałe. Tacy inwestorzy mogą nie być zainteresowani naszymi produktami. Jednocześnie, jak już wspomniałem, zapotrzebowanie na sprzęt wojskowy w dzisiejszym świecie jest realne. Jednak nie oznacza to, że można inwestować w dowolnego producenta broni. Choć to kwestia indywidualna, większość słuchaczy prawdopodobnie uznałaby za moralnie problematyczne inwestowanie, na przykład, w rosyjskie firmy zbrojeniowe – zarówno teraz, jak i w przeszłości. Musimy więc brać pod uwagę zarówno nasze własne poczucie tego, co słuszne, jak i oczekiwania inwestorów. Dlatego w naszym ETF-ie zastosowaliśmy tak zwany filtr NATO (NATO screen). Oznacza to, że uwzględniamy tylko firmy z siedzibą w państwach członkowskich NATO lub w krajach sojuszniczych. Co ważne, inwestowanie w rosyjskie firmy jest obecnie uniemożliwione z powodu sankcji.

Uważamy, że w pewnym stopniu rozwiązuje to obawy etyczne inwestorów, ponieważ dotyczą one firm z siedzibą w krajach NATO lub sojuszniczych, takich jak na przykład Korea Południowa. Dzięki temu inwestorzy są mniej narażeni na zaangażowanie w firmy, które sprzedają broń geopolitycznym przeciwnikom. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, o kim mówimy. Równocześnie istotny jest aspekt ESG. ESG oznacza różne rzeczy i bywa interpretowane szeroko. Czasem pojmuje się je jako inwestycje wspierające na przykład dekarbonizację świata, ale to nie do końca oddaje jego istotę. W rzeczywistości ESG to po prostu uwzględnienie pozafinansowych czynników ryzyka w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych.

Artur Wiśniewski: Jak w praktyce można zastosować ramy ESG do firm obronnych, skoro nie pomagają one w dekarbonizacji?

Tom Bailey: To nie są firmy, które przyczynią się do dekarbonizacji, ale mimo to można zastosować pewne ramy ESG przy inwestowaniu w sektor obronny. Pierwszym elementem jest lokalizacja, o której wspomniałem wcześniej, czyli filtr NATO, który pełni ważną rolę w zarządzaniu ryzykiem ESG. Posiadanie ekspozycji na przykład na chińskie firmy z branży obronnej wiąże się z dużym ryzykiem. Niektórzy inwestorzy mogą uznać to za moralnie problematyczne, ale dodatkowo wiąże się to z ryzykiem sankcji – na przykład w przypadku eskalacji sytuacji w Cieśninie Tajwańskiej lub na Morzu Południowochińskim. To jest także sposób na ograniczanie ryzyka, co jest jednym z głównych celów ESG.

W tradycyjnym ujęciu ESG polega na unikaniu ekspozycji na firmy, które mogą zostać ukarane w procesie odejścia od paliw kopalnych albo mają słabe zarządzanie w obszarach takich jak łańcuch dostaw – narażając się na wysokie kary, np. za niewłaściwe gospodarowanie zasobami wodnymi lub kontrowersyjne praktyki w łańcuchu dostaw. Ten drugi aspekt można też zastosować w przypadku firm z branży obronnej, choć mniej w kontekście emisji węgla, a bardziej w zakresie części społecznej S w ESG. W naszym podejściu wprowadziliśmy lekki filtr oparty na najlepszych praktykach biznesowych OECD, który zapewnia, że firmy są transparentne i minimalizują ryzyko skandali korupcyjnych.

To właśnie w dużej mierze odpowiada istocie ESG. Nasz produkt nie jest formalnie nazywany produktem ESG, ponieważ rynek tego tak postrzega, ale można w ten sposób prowadzić analizę zgodną z duchem ESG. Wracając do pytania: sektor obronny był dotąd kontrowersyjny, ponieważ w tradycyjnym rozumieniu ESG był jednym z automatycznych wykluczeń inwestycyjnych. Jednak ten pogląd się zmienia. Wciąż da się stosować podejście ESG w ocenie firm obronnych, co jest ważne zwłaszcza z uwagi na potencjalne kontrowersje, które mogą się pojawić przy inwestowaniu w niektóre konkretne firmy z tej branży.

Ta wersja oddaje złożoność i dynamikę podejścia do inwestowania ESG w sektorze obronnym, podkreślając kwestie ryzyka, lokalizacji oraz aspektów społecznych i etycznych, które są dziś przedmiotem ewolucji w podejściu inwestorów i regulatorów.

Artur Wiśniewski: A zatem chińskie akcje obronnego odpadają, podobnie jak rosyjskie?

Tom Bailey: Tak, jeśli chodzi o akcje obronne, nie oferujemy ekspozycji na chińskie firmy obronne w żadnym z naszych portfeli. Niektórzy inwestorzy mogą uznać takie inwestycje za bardziej kontrowersyjne. Jest jednak także duże ryzyko sankcji. Te firmy są bowiem kluczowymi dostawcami Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Dla osób śledzących geopolitykę narasta też obawa dotycząca intencji Chin wobec Tajwanu oraz krajów sąsiadujących, jak Filipiny, zwłaszcza w kontekście sporów o Morze Południowochińskie. Nie sądzę więc, aby inwestorzy chcieli mieć ekspozycję na chińskie firmy z branży obronnej. Moim zdaniem jest to zbyt ryzykowne, a dla wielu także moralnie wątpliwe.

Artur Wiśniewski: Ideą funduszu jest inwestowanie, korzystając z rosnących wydatków rządowych na obronność i związane z tym działania wojenne. Wiemy już jednak, że te wydatki rosną i są obecnie wyższe niż wcześniej. Pytanie brzmi: skąd możemy być pewni, że te informacje nie są już uwzględnione w bieżących cenach akcji? Czy w przyszłości nadal istnieje potencjał wzrostu dla funduszy ETF skoncentrowanych na tym sektorze?

Tom Bailey: Pewnie. Wspomniałeś o wzroście wydatków na obronę. W zeszłym roku wydatki na obronę wzrosły o prawie dziesięć procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Każdy region odnotował wzrost — Europa aż o siedemnaście procent. To jeszcze przed wszystkimi zobowiązaniami Europy dotyczącymi wydatków na obronę w tym roku. Zmieniły się zasady NATO — oczywiście sojusz zgodził się teraz, że do 2035 roku przeznaczy pięć procent PKB na obronność. Polska jest już blisko tego celu, ale reszta europejskich państw NATO wciąż jest daleko w tyle.

Jest więc wciąż impet do rosnących wydatków na obronę, pomimo już wysokich nakładów w tym i zeszłym roku. Prognozy dotyczące wydatków na obronę pochodzą z Morningstar. Możesz przeczytać artykuł, który w zasadzie przewiduje, jak będzie wyglądał cel pięciu procent lub trzy i pół procent. Wyjaśnię teraz nowy budżet NATO. NATO zobowiązało się do przeznaczenia pięciu procent PKB na obronność do 2035 roku. Cel ten składa się z dwóch komponentów. Pierwszy to tradycyjne, konwencjonalne wydatki wojskowe, które mają osiągnąć poziom 3,5% PKB do tego roku. Drugi to 1,5% PKB na szerszą gotowość społeczną, obejmującą m.in. cyberbezpieczeństwo i odporność przemysłową. Jeśli prognozy Morningstar się sprawdzą i zobaczymy wzrost do 3,5% PKB na obronę konwencjonalną, równocześnie wzrosną też budżety na zakup sprzętu.

Artur Wiśniewski: W jaki sposób te prognozowane wydatki przełożą się na możliwości inwestycyjne?

Tom Bailey: Kiedy patrzysz na wydatki i inwestycje w obronę, jedną z bardzo ważnych kwestii jest, jaka część tych wydatków faktycznie idzie na sprzęt, ponieważ to właśnie sprzęt tworzy rzeczywisty przypadek inwestycyjny. Wydatki na rekrutację żołnierzy, ich wyżywienie czy emerytury nie przekładają się bezpośrednio na potencjał inwestycyjny. Liczą się przede wszystkim inwestycje w sprzęt wojskowy. Co ciekawe, analizując budżety wojskowe państw europejskich w NATO, w zeszłym roku polski budżet obronny przeznaczył około 50% na nowy sprzęt, co jest najwyższym wynikiem wśród europejskich członków sojuszu. Dlatego, jeśli mówimy o europejskim przegrupowaniu, można spodziewać się, że inne kraje Europy pójdą śladem Polski. Prognozy Morningstar dotyczące budżetów obronnych pokazują wyraźny podział między wydatkami na sprzęt a całkowitym budżetem obronnym, np. Rumunii. Widać tendencję wzrostu aż do około 50% wydatków na sprzęt pod koniec obecnej dekady. Po znaczących zakupach sprzętu udział ten może nieco spaść, ale pozostanie na relatywnie wysokim poziomie. Według szacunków Morningstar, doprowadziłoby to do skumulowanych wydatków na obronę na poziomie dodatkowych 1,7 biliona dolarów do 2035 roku. To gigantyczna suma, znacznie przewyższająca roczne globalne budżety obronne w porównaniu do rocznych przychodów firm z branży obronnej. To prowadzi nas do kwestii wycen, zważywszy, że temat obronności jest bardzo obecny w mediach i w dyskusjach publicznych, także w Polsce, Wielkiej Brytanii i innych krajach.

Artur Wiśniewski: A zatem czy perspektywy wzrostu uzasadniają obecne wyceny akcji z sektora obronnego, które znacząco wzrosły?

Tom Bailey: Oczywiście, mamy silne wyniki wielu akcji z sektora obronnego. Pojawia się zatem pytanie o wyceny. Obserwowaliśmy wzrost wycen oparty na tych oczekiwaniach. Na przykład nasz ETF NATO notowany jest na poziomie około 27-krotności prognozowanych przyszłych dwunastomiesięcznych zysków (forward PE), co nie jest niskie, ale też nie przesadnie wysokie. Trzeba jednak pamiętać, że ETF ten zawiera także amerykańskie firmy technologiczne z obszaru cyberbezpieczeństwa, które są typowymi akcjami wzrostowymi o wyższych wskaźnikach wyceny. Jeśli natomiast spojrzymy tylko na firmy przemysłowe, które stanowią około 60% portfela, ich wycena wynosi około 24-krotności zysków, co jest zbliżone do średniej rynkowej.

Mimo to, akcje przemysłowe z sektora obronnego są wciąż stosunkowo drogie. Wynika to z faktu, że inwestorzy płacą za oczekiwany wzrost. Trzyletnie prognozy pokazują, że zysk na akcję ma wzrosnąć o 75%, przychody o niemal 60%, a EBITDA o około 75%. To właśnie ten silny potencjał wzrostu stanowi klucz do wysokich wycen i jest powodem, dla którego inwestorzy akceptują aktualne ceny, nawet jeśli są one wyższe niż kilka lat temu.

Artur Wiśniewski: Powiedziałeś już, że ten ETF inwestuje w różne typy akcji, ale zatrzymajmy się na chwilę i przyjrzyjmy się temu dokładniej. Z jakich sektorów pochodzą te akcje? Jak duża część ich przychodów zależy od wydatków na obronność i jaka jest ich faktyczna natura? Czy są to przede wszystkim akcje wzrostowe, czy raczej wartościowe?

Tom Bailey: Cóż, jeśli chodzi o podział na growth i value, wiele akcji w indeksie kilka lat temu przypominało akcje wartościowe, ale obecnie wyglądają one znacznie bardziej jak akcje wzrostowe. Jeśli natomiast chodzi o sektory, z których pochodzą te akcje, można opisać konstrukcję indeksu jako podział na dwa główne koszyki. Pierwszy to tradycyjny sektor obrony przemysłowej, a drugi to sektor obrony cybernetycznej. Sposób selekcji firm w każdym z tych koszyków jest zupełnie inny.

W przypadku tradycyjnego koszyka obronnego i przemysłowego, wymagamy, aby firmy czerpały ponad 50% swoich przychodów ze sprzedaży produktów typowo wojskowych, takich jak samoloty wojskowe, pojazdy opancerzone, pociski, amunicja, okręty marynarki wojennej, systemy elektroniczne czy drony wojskowe. Dzięki temu mamy ekspozycję na tzw. pure play, czyli firmy, których działalność koncentruje się przede wszystkim na sprzęcie wojskowym. Unikamy natomiast firm, takich jak Boeing
, które sprzedają także produkty komercyjne i dla których większość przychodów pochodzi spoza sektora obronnego. W takim przypadku głównym czynnikiem cenotwórczym dla akcji Boeinga nie są wydatki na obronę, dlatego nie uwzględniamy takich firm w indeksie.

Artur Wiśniewski: W jaki sposób do tego podejścia pasuje cyberbezpieczeństwo, biorąc pod uwagę, że większość firm z tego sektora nie pozyskuje przychodów głównie od rządów?

Tom Bailey: Jeśli chodzi o cyberbezpieczeństwo, sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ gdybyśmy zastosowali tradycyjny filtr przychodów, nie miałbyś w tym koszyku żadnych firm. Nie chcemy tak postępować. Zamiast tego zastanawialiśmy się, jak można uchwycić ten temat skuteczniej. Najlepszym rozwiązaniem jest skoncentrowanie się na firmach zajmujących się obroną cybernetyczną, które mają umowy z rządem NATO na świadczenie usług cyberbezpieczeństwa.

Można by powiedzieć, że to nie jest całkowita ekspozycja typu pure play, ponieważ większość ich przychodów może pochodzić z sektora prywatnego, od firm ubezpieczeniowych, banków lub innych podmiotów współpracujących w zakresie cyberbezpieczeństwa. Kluczowe jest zrozumienie, że ataki cybernetyczne często mają motywy geopolityczne. Przykładem są ataki na państwa bałtyckie w ostatnich latach, oczywiście sponsorowane przez rosyjskich hakerów.

Często te ataki, choć motywowane geopolitycznie, celują w sektor prywatny — na przykład infrastrukturę finansową czy energetyczną, czyli przedsiębiorstwa prywatne. Firmy te płacą więc za cyberobronę, aby chronić się przed niestabilnością geopolityczną, lecz te wydatki nie pojawiają się jako wydatki rządowe i dlatego nie można ich filtrować w tradycyjny sposób.

Artur Wiśniewski: Czy możesz to wytłumaczyć na przykładzie? Gdzie leży granica odpowiedzialności między państwem a firmą w kwestii obrony fizycznej i cybernetycznej?

Tom Bailey: Dobrym sposobem myślenia o tym jest zauważenie, że cyberbezpieczeństwo jest dość unikalnym obszarem w całym kompleksie obronnym. Jeśli masz instalację naftową na morzu, obrona przed fizycznym atakiem leży po stronie rządu, który finansuje armię i marynarkę wojenną, aby zapewnić ochronę. Zakłada się, że właściciel takiej instalacji, na przykład BP, jest chroniony przez państwo, które wykonuje swój obowiązek ochrony przed wrogo nastawionymi siłami.

Jednak systemy komputerowe na tej platformie nie są chronione w ten sam sposób – są narażone na działanie w Internecie, można powiedzieć, „na otwartym polu”. W przypadku cyberataków motywowanych geopolitycznie, to sama firma jest odpowiedzialna za ochronę tych systemów, koordynuje działania i pokrywa koszty zabezpieczeń. Czasem otrzymuje wsparcie rządu w przypadku spraw szczególnie wrażliwych, ale zwykle podpisuje umowy z firmami takimi jak Cisco czy Palo Alto Networks na usługi cyberbezpieczeństwa. Dlatego nie stosujemy filtru przychodów tak samo, ponieważ nie oddaje on rzeczywistego charakteru współczesnego cyberbezpieczeństwa w kompleksie obronnym.

Zatem mamy dwa koszyki: tradycyjnych producentów sprzętu wojskowego oraz firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem. Zazwyczaj udział wynosi około 60% dla firm przemysłowych i 40% dla cybernetycznych. Aby znajdować się w ETF-ie, firmy muszą mieć siedzibę w państwie członkowskim NATO lub sojuszniczym, jak na przykład Japonia czy Korea Południowa, które znajdują się na oficjalnej liście głównych sojuszników NATO.

Dodatkowo stosujemy wytyczne OECD dla przedsiębiorstw wielonarodowych, które chronią przed korupcją. Wartości akcji ważone są kapitalizacją rynkową, a żaden udział w portfelu nie może przekroczyć 5%, by uniknąć koncentracji w kilku dużych spółkach. Żaden kraj nie może mieć ponad 60% udziału, co zapewnia globalną dywersyfikację, co pozytywnie wpłynęło na wyniki ETF-u, zwłaszcza poprzez umiarkowaną ekspozycję na europejskie akcje obronne.

Artur Wiśniewski: Na koniec chciałbym zapytać o ryzyko pokoju. Wiem, że może to brzmieć paradoksalnie, bo kiedy mówimy o wojnie, mamy nadzieję, że się zakończy i zostanie zawarty traktat pokojowy. Jednak wyobraźmy sobie, że Rosja i Ukraina osiągną porozumienie lub Chiny i USA podpiszą nową umowę i ostatecznie zrezygnują z wydatków na cele wojenne. Czy nie stanowiłoby to zagrożenia dla funduszy ETF takich jak Future of Defence, które inwestują w akcje firm z sektora obronnego?

Tom Bailey: Tak, mówimy tu o tak zwanej krzywej. Pierwsza możliwość, która jest najbardziej bezpośrednia i potencjalnie prawdopodobna, choć moim zdaniem ma raczej niskie prawdopodobieństwo, to zakończenie wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Jednak wiele zależy od tego, jak wyglądałby taki pokój — to kluczowy aspekt. Obecnie jesteśmy od tego daleko, ale w ciągu ostatnich sześciu miesięcy obserwowaliśmy różne wersje planów pokojowych sponsorowanych przez Stany Zjednoczone.

Widzimy tam między innymi propozycję uznania Krymu za część Rosji — terenu anektowanego i okupowanego od 2014 roku — oraz potencjalne uznanie Doniecka, Ługańska, a być może także Zaporoża i Chersonia, przynajmniej częściowo, jako terytoriów rosyjskich przez USA. To byłoby całkowite zerwanie z powojenną erą, ponieważ byłby to pierwszy raz od II wojny światowej, gdy agresja terytorialna zostałaby zalegalizowana przez światowe mocarstwo, którym są Stany Zjednoczone.

Taki scenariusz wprowadziłby nas w zupełnie nowy i znacznie bardziej niebezpieczny świat, z wieloma sporami i roszczeniami terytorialnymi na całym globie. Jeśli USA zaczną legitymizować takie działania, może to prowadzić do znacznego wzrostu ryzyka geopolitycznego.

Artur Wiśniewski: Jakie będą konsekwencje tego nowego, bardziej ryzykownego świata dla długoterminowych wydatków na obronę w Europie i poza nią?

Tom Bailey: Podwyższone wydatki na obronę pozostaną stałą potrzebą wielu krajów zagrożonych przez coraz mniej przewidywalny świat. Inny aspekt zakończenia wojny, który jest często podnoszony, to popyt ze strony samej Ukrainy. Oczywiście, na początku konfliktu kluczowym motorem były darowizny sprzętu oraz jego uzupełnianie przez kraje europejskie. Jednak dziś mamy do czynienia z całkowitą zmianą w podejściu Europy. Prawdziwym motorem europejskich wydatków na obronę nie jest już wyłącznie wspieranie Ukrainy, lecz świadomość, że w erze powojennej, zwłaszcza po zimnej wojnie, Europa popełniła błąd, nie inwestując wystarczająco w swoje siły zbrojne, pozwalając im osłabić się i nie gromadząc odpowiednich zapasów. To była kluczowa lekcja z początku wojny na Ukrainie.

Ponadto poziom wykorzystania zgromadzonego sprzętu przez państwa, jak Francja czy Wielka Brytania, w niedawnych konfliktach, na przykład wojnie z terroryzmem, znacznie przewyższył wcześniejsze doświadczenia. Doprowadziło to do uświadomienia sobie, że nie są one przygotowane na powrót dużych, konwencjonalnych konfliktów na skalę europejską.

Artur Wiśniewski:Wspomniałeś o błędach Europy i potrzebie większej samodzielności. Jak dużą rolę w obecnych wydatkach obronnych odgrywa niepewność dotycząca zaangażowania Stanów Zjednoczonych w bezpieczeństwo kontynentu?

Tom Bailey: Stało się bardzo oczywiste, jak duże jest uzależnienie Europy od Stanów Zjednoczonych i jak zawodna bywa ta relacja. Obecnie prezydent Trump wydaje się być nieco bardziej zaangażowany w bezpieczeństwo europejskie, jednak europejscy liderzy nie mogą już po prostu liczyć na to, że USA pozostaną pełnoprawnym członkiem NATO, w pełni wspierającym Artykuł Piąty oraz zaangażowanym w bezpieczeństwo Europy tak, jak miało to miejsce od 1945 roku. To poważne ryzyko. Choć Trump zdaje się łagodzić niektóre wcześniejsze groźby, nie wiemy, kto zostanie wybrany na kolejnego prezydenta USA w nadchodzących latach czy dekadzie. Europa musi być przygotowana, aby stanąć na własnych nogach. Ten wymóg nie zniknie, nawet jeśli wojna zakończy się na stosunkowo korzystnych warunkach dla Ukrainy. Zatem aspekt europejski, a następnie globalny, należy traktować bardzo poważnie.

Artur Wiśniewski: Czy ta dynamika dotyczy tylko NATO, czy odzwierciedla ona szerszy, globalny trend geopolityczny, w którym znajdujemy się obecnie?

Tom Bailey: Myślę, że to część zrozumienia, że znajdujemy się w nowym klimacie geopolitycznym. Relacje między USA a Chinami wydają się obecnie mniej wrogie niż oczekiwano w związku z reelekcją Trumpa. Jeśli przeanalizujesz projekt krajowej strategii bezpieczeństwa USA, zauważysz, że choć nie jest to wyrażone wprost, strategia ta skupia się bardziej na kwestiach wewnętrznych, obawach związanych z Półkulą Zachodnią oraz utrzymaniem dominacji USA w Azji Wschodniej. Pojawia się zatem pytanie, jak potoczą się dalsze napięcia między USA a Chinami i dokąd to zmierza.

Obecnie można mówić o wielkiej erze transformacji mocarstw (power transition era). Historycznie wiemy, że takie okresy są źródłem niestabilności. USA były niezrównanym mocarstwem od końca II wojny światowej, ale po kryzysie finansowym w latach dwudziestych XXI wieku i rosnącej asertywności Chin, zwłaszcza na Morzu Południowochińskim, oraz po pierwszym ataku Rosji na Ukrainę, zwieńczonym chwilową erą jednobiegunową, pojawiły się nowi aktorzy dążący do zmiany obecnego porządku terytorialnego i zmniejszenia roli USA jako światowego mocarstwa.

Artur Wiśniewski: Czy w związku z tym wzrost chińskich wydatków na obronę i rosnące napięcia w Azji Wschodniej nie będą jeszcze silniejszym motorem dla wydatków regionalnych niż niepewność w Europie?

Tom Bailey: Teraz, niezależnie od tego, czy to Stany Zjednoczone zdecydują się zwiększyć wydatki na obronę, czy inne kraje w regionie, które w związku z wycofywaniem się USA jako światowego gwaranta bezpieczeństwa czują, że muszą same znacząco zwiększyć swoje wydatki, warto przyjrzeć się chińskim nakładom na obronę w ostatnich dwudziestu latach. W 2005 roku Chiny wydawały około 80 miliardów dolarów rocznie na obronę. Obecnie, według danych z ubiegłego roku, ich budżet obronny wynosi oficjalnie 314 miliardów dolarów rocznie. Wiele osób uważa, że faktyczne wydatki mogą być jeszcze większe i nie są w pełni ujawniane.

Jeśli przyjrzymy się innym krajom w regionie, takim jak Indie, Korea Południowa, Tajwan czy Japonia, ich gospodarki są generalnie mniejsze — z wyjątkiem Indii i Japonii — a ich wydatki na obronę są znacznie niższe niż chińskie. Pojawia się więc pytanie, jak te kraje postrzegają świat z mniejszą dominacją USA. Czy na przykład Korea Południowa pogodzi się z Azją zdominowaną przez Chiny? Być może. A co z Japonią? To mniej pewne. A Indie? Bardziej prawdopodobne, że będą starały się odgrywać rolę wschodzącego mocarstwa.

Uważamy, że wszystkie te kraje będą stopniowo zwiększać wydatki na obronę w odpowiedzi na ten mniej stabilny świat, zarówno aby zapewnić swoją ochronę, jak i by utrzymać wsparcie USA, jeśli pozostaną sojusznikami (takimi jak Korea Południowa, Japonia, Tajwan) oraz w przypadku własnych ambicji Indii jako rosnącego mocarstwa.

Artur Wiśniewski: Dziękuję za rozmowę, Tom. To było bardzo pouczające. Obronność jest jednym z najważniejszych i najczęściej poruszanych tematów teraz w Polsce. Był to najpopularniejszy temat w zeszłym miesiącu na przykład na atlasETF.pl. Jestem więc pewien, że te szczegółowe informacje będą bardzo pomocne dla dużej części inwestorów w Polsce. Dziękuję bardzo.

Tom Bailey: Dziękuję za zaproszenie.

5 1 vote
Article Rating
Powiadomienia o nowych komentarzach
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Newsletter

Spis treści