INWESTOWANIE

Kupujesz aktywne, dostajesz pasywne – niewygodna prawda o funduszach

W inwestowaniu dostajesz to, za co nie płacisz. To słynny cytat Johna Bogle’a, który zwraca uwagę na znaczenie kosztów w inwestowaniu, zwłaszcza w przypadku funduszy. Ze względu na wysokie opłaty niektórzy mówią wręcz, że „towarzystwa funduszy inwestycyjnych to patologia”. To chwytliwe hasło, ale mało precyzyjne. Są przecież TFI, które stosują zarządzanie pasywne i pobierają niższe opłaty.

Istotą problemu jest to, że bardzo wiele funduszy aktywnie zarządzanych jedynie udaje, że selekcjonuje najlepsze spółki. W rzeczywistości zarządzają w sposób zbliżony do pasywnego, jednocześnie pobierając od klientów opłaty jak za zarządzanie aktywne. Czyli płacisz za aktywne, a dostajesz pasywne – lub parafrazując Bogle’a: płacisz za coś, czego nie dostajesz. To zjawisko to tak zwane ukryte indeksowanie.

To właśnie ono należało do zapalników pasywnej rewolucji. Do tej pory było opisywane przez badaczy na Zachodzie, ale doczekaliśmy się również polskiego opracowania. Dr hab. prof UŁ Tomasz Miziołek wydał książkę „Ukryte indeksowanie”. Pokazuje w niej, jak to zjawisko wygląda w Polsce. Serdecznie zapraszam was na rozmowę z nim, szczególnie jeśli inwestujecie w fundusze aktywnie zarządzane.

Wersja wideo

Wersja podcast

 

TL;DR

  • Czym jest ukryte indeksowanie? Ukryte indeksowanie to sytuacja, w której fundusz deklaruje aktywne zarządzanie, ale w praktyce jego portfel niewiele różni się od benchmarku. Inwestor płaci więc opłatę jak za strategię aktywną, choć faktycznie dostaje rozwiązanie zbliżone do pasywnego. Problem polega nie na łączeniu stylów inwestowania, tylko na przepłacaniu za realizowanie strategii pasywnej.
  • Jak rozpoznać ukryte indeksowanie? Ukrytych indeksatorów można rozpoznawać, patrząc na dwa elementy: poziom aktywności portfela i koszty. W praktyce przydają się miary takie jak tracking error oraz Active Share, bo pokazują, jak bardzo fundusz odbiega od indeksu. Jeśli portfel mocno przypomina benchmark, a opłaty są podobne do tych pobieranych przez fundusze aktywne, rośnie prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z ukrytym indeksowaniem.
  • Jaka jest skala zjawiska w Polsce? W Polsce skala zjawiska jest duża. W funduszach akcji polskich uniwersalnych niemal dwie trzecie aktywów jest zarządzane przez podmioty stosujące ukryte indeksowanie, w segmencie małych i średnich spółek to około połowy aktywów, a w funduszach dłużnych skarbowych ponad 60%. To pokazuje, że spora część pieniędzy inwestorów trafia do produktów, które tylko pozornie są aktywne.
  • Jak skala tego zjawiska w Polsce wygląda na tle innych rynków? Na tle świata Polska nie jest wyjątkiem, ale należy do krajów, w których problem jest wyraźny. W USA zjawisko jest dużo słabsze i według różnych badań wynosi zwykle kilkanaście do około 30%, podczas gdy w Europie bywa wyższe. Są też rynki, na których skala przypomina polską, na przykład Czechy, Szwecja, Hiszpania czy RPA.
  • Czy ukryte indeksowanie wejdzie do świata ETF? Ukryte indeksowanie może pojawić się także w świecie ETF-ów, zwłaszcza w szybko rosnącym segmencie aktywnie zarządzanych ETF-ów. To logiczne, bo jeśli zarządzający chcą pobierać opłaty za aktywne podejście, to mają podobną motywację niezależnie od formy prawnej produktu. Ten segment jest jeszcze młody, ale już teraz widać, że może stać się kolejnym polem dla takiej praktyki.
  • Jakie wnioski wyciągnąć z analizy ukrytego indeksowania? W idealnym świecie rynek byłby jasno podzielony na tanie fundusze pasywne i rzeczywiście aktywne produkty z wyraźną przewagą kosztowo-wynikową. W rzeczywistości identyfikacja funduszy pasywnych jest łatwa, lecz ukrytych indeksatorów jest trudna. Potrzebna jest też większa transparentność, czyli publikowanie miar takich jak Active Share czy tracking error w dokumentach funduszy i materiałach dla inwestorów, co utrudnia bieżącą identyfikację ukrytych indeksatorów.

Wersja tekstowa

Czym jest ukryte indeksowanie?

Ukryte indeksowanie to praktyka stosowana przez niektóre firmy zarządzające aktywami. Najczęściej chodzi o fundusze inwestycyjne, ale nie tylko, bo może być stosowana także przez firmy zarządzające portfelami na zlecenie inwestorów czy przez inne typy funduszy, na przykład fundusze emerytalne. Praktyka ta polega na relatywnie pasywnym zarządzaniu portfelem przy jednocześnie deklarowanym, ewidentnie aktywnym podejściu do zarządzania.

I jednocześnie należy bardzo wyraźnie podkreślić, że wiąże się to z pobieraniem relatywnie wysokiej opłaty za zarządzanie — nieadekwatnej do faktycznie stosowanego, w dużej mierze pasywnego podejścia do inwestycji. Czyli pobierana jest opłata charakterystyczna dla zarządzania aktywnego, podczas gdy znaczna część portfela jest zarządzana w sposób pasywny.

Okej, czyli w skrócie: kupuję fundusz, który wydaje mi się aktywnie zarządzany, więc zakładam, że mam przynajmniej szansę osiągnąć wyższe wyniki niż szeroki rynek czy indeks giełdowy. W rzeczywistości jednak fundusz inwestuje w sposób pasywny. Jak ocenić to zjawisko – dobrze czy źle?

Trzeba na to spojrzeć z dwóch punktów widzenia. Najpierw z perspektywy firm zarządzających aktywami — choć pewnie mniej nas interesującej. Z ich punktu widzenia takie podejście jest zupełnie uzasadnione i naturalne, bo pozwala pobierać wyższe opłaty, a więc generować większe przychody z zarządzania. Jednocześnie konkurują one z firmami, które stosują jawne indeksowanie, czyli jasno deklarują i realizują strategię odwzorowywania określonych indeksów. Firmy stosujące ukryte indeksowanie mogą więc zwiększać swoje przychody bez ponoszenia porównywalnych nakładów czasu i energii.

Natomiast z punktu widzenia inwestorów — a to nas najbardziej interesuje — jest to sytuacja jednoznacznie negatywna, i to z wielu powodów. Dla inwestorów indywidualnych jest to po prostu niekorzystne.

Jak zidentyfikować, czy fundusz jest ukrytym indeksatorem? Czy są jakieś wskaźniki lub przesłanki, na których możemy się opierać?

Tutaj znów trzeba podejść do tematu z dwóch stron. Po pierwsze, należy określić poziom aktywnego zarządzania — zaraz wyjaśnię, co dokładnie mam na myśli i jak to mierzyć. Po drugie, trzeba ocenić wysokość opłat pobieranych przez fundusz. Z pierwszego punktu widzenia musimy sprawdzić, czy fundusz podejmuje aktywne zakłady względem rynku — bo tak należy definiować aktywne zarządzanie. Absolutnie nie należy go utożsamiać, jak czasem się robi, z częstotliwością transakcji czy rotacją portfela. Chodzi o to, jak bardzo skład portfela różni się od benchmarku — mówiąc prościej, jak daleko odbiega od niego.

Możemy tu wykorzystać dwa rodzaje miar. Pierwszy opiera się na stopach zwrotu funduszu — przykładem jest tracking error, czyli błąd odwzorowania, ale także współczynnik determinacji czy inne miary statystyczne. Drugi rodzaj miar opiera się na składzie portfela inwestycyjnego — porównuje się skład portfela funduszu ze składem benchmarku. Najczęściej stosowaną miarą jest tutaj wskaźnik Active Share, który pozwala ocenić, w jakim stopniu portfel funduszu pokrywa się z portfelem indeksu.

Im większe to pokrycie, tym niższy wskaźnik i tym większe prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z ukrytym indeksatorem — na tym etapie jeszcze potencjalnym. Następnie przechodzimy do drugiego elementu, czyli oceny kosztów. Jeśli fundusz, który zidentyfikowaliśmy jako potencjalnie pasywny, pobiera opłaty porównywalne z funduszami aktywnie zarządzanymi, to możemy już stwierdzić, że mamy do czynienia z ukrytym indeksowaniem.

Czyli takie fundusze udają aktywne, a w praktyce inwestują w sposób dość pasywny — w tym sensie, że ich portfel w niewielkim stopniu różni się od indeksu.  Pamiętam, że po raz pierwszy usłyszałem o tym pojęciu kilka lat temu – w 2019 roku – na jednej z konferencji rynku funduszy inwestycyjnych. Peter Scharl z BlackRocka powiedział wtedy, że zjawisko jest powszechne, ale że na rynku będzie coraz mniej miejsca dla takich funduszy. Że rosnąć będzie zapotrzebowanie albo na czyste fundusze pasywne, albo na fundusze faktycznie aktywne, wyraźnie odchylające się od benchmarku. Pytanie, czy dużo się od tego czasu zmieniło i jaka jest dziś skala ukrytego indeksowania w Polsce — wysoka czy niska?

Najpierw odniosę się do tej prognozy. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby rynek był wyraźnie podzielony na dwie kategorie: fundusze stosujące jawne indeksowanie — czyli fundusze indeksowe i ETF-y — oraz fundusze faktycznie aktywne, które starają się generować alfę poprzez odchylenia od benchmarku. Obawiam się jednak, że choć taka prognoza może być trafna dla rynków bardziej rozwiniętych, jak amerykański czy niektóre europejskie, to w Polsce jeszcze przez pewien czas — mam nadzieję, że niezbyt długi — będzie sporo miejsca dla ukrytych indeksatorów.

Jeśli chodzi o skalę zjawiska, to niestety moje badania — dość obszerne, obejmujące fundusze akcji polskich uniwersalnych oraz fundusze małych i średnich spółek w latach 2007–2022, a także fundusze dłużne skarbowe w latach 2018–2022 — pokazują, że ukryte indeksowanie jest bardzo powszechne. W przypadku funduszy akcji polskich uniwersalnych niemal dwie trzecie aktywów to aktywa funduszy stosujących ukryte indeksowanie. W segmencie małych i średnich spółek to około 50%, a w funduszach dłużnych skarbowych — ponad 60%. Dane te pokazują, że znaczna część środków inwestorów jest zarządzana przez podmioty, które deklarują aktywne podejście, ale w dużej mierze — na przykład w połowie portfela — są bardzo zbliżone do benchmarku.

Czy w większym stopniu problem dotyczy dużych czy mniejszych spółek? Czy są tu wyraźne różnice?

Tak, różnice są wyraźne. W przypadku funduszy małych i średnich spółek to około 50%, a liczbowo nawet bliżej 40%. Problem zdecydowanie najbardziej dotyczy funduszy akcji uniwersalnych, które inwestują w dużej mierze w duże spółki. Portfele tych funduszy, a także ich wyniki, są bardzo zbliżone do szerokiego rynku, na przykład indeksu WIG. Niestety jest to sytuacja typowa także dla innych rynków. W Polsce, jak powiedziałem, to ponad 60%, czyli prawie dwie trzecie aktywów. Liczbowo to jest niecałe 50%. To jednak duży problem, bo znaczna część środków ulokowanych w funduszach akcji polskich na naszym rynku to właśnie aktywa funduszy akcji polskich uniwersalnych.

Wydaje mi się też, że to zjawisko w większym stopniu dotyczy akcji niż obligacji. W przypadku rynku obligacji w Polsce jest on na tyle płytki, że trudno mówić o realnych alternatywach. Jeśli mielibyśmy za taką uznać inwestowanie indeksowe w obligacje, to możliwości są bardzo ograniczone — mamy jeden czy dwa indeksy, na które w ogóle istnieją produkty. W praktyce większość inwestowania w obligacje w Polsce to inwestowanie aktywne i dla tego segmentu, przynajmniej na razie, nie ma realnych alternatyw w postaci produktów pasywnych. I podejrzewam, że jeszcze długo nie będzie. Najczęściej spotykane fundusze to takie, które inwestują nie tylko w obligacje skarbowe, ale też korporacyjne czy inne papiery dłużne. W takim przypadku stworzenie sensownego produktu pasywnego jest trudne, więc alternatywy dla aktywnego inwestowania właściwie nie ma.

Masz rację. Ja tylko dodam, że analizowałem jedną grupę funduszy obligacyjnych — fundusze dłużne polskie skarbowe. Nie analizowałem funduszy mieszanych, które łączą obligacje skarbowe, korporacyjne czy komunalne. Więc twoje uwagi są jak najbardziej zasadne. Natomiast mogę powiedzieć kilka słów o portfelach, które analizowałem. Fundusze dłużne polskie skarbowe porównywałem z indeksem TBSP, który jest najbardziej reprezentatywny dla rynku polskich obligacji skarbowych.

Oczywiście były fundusze, których portfel był dość zbliżony do TBSP, ale było ich stosunkowo niewiele. Były też takie, które — zwłaszcza w okresie covidowym — posiadały w portfelu dodatkowe instrumenty, na przykład obligacje BGK emitowane w tym czasie. To już były składniki poza indeksem TBSP, więc wskaźnik Active Share w takich przypadkach był wysoki — często powyżej 70–80%. Teoretycznie wskazywało to na aktywne zarządzanie. W praktyce jednak były to nadal obligacje zabezpieczone przez Skarb Państwa, więc nie chodziło tu o aktywne poszukiwanie okazji inwestycyjnych, tylko raczej o pewną formalną dywersyfikację portfela.

Jak wyglądają zmiany tego zjawiska wraz z upływem czasu? Czy ono w Polsce się nasila, czy raczej słabnie?

Jeśli spojrzymy na fundusze akcji polskich — zarówno uniwersalne, jak i małych i średnich spółek — to w przypadku funduszy uniwersalnych zjawisko jest dość stabilne. Wskaźnik Active Share, który najczęściej się tutaj stosuje, waha się w przedziale 40–50%. Oznacza to, że w około 50–60% portfel pokrywa się z indeksem, na przykład WIG. W przypadku funduszy małych i średnich spółek widać lekko spadkową tendencję, ale nadal wskaźnik oscyluje wokół 50%. Nie ma jednak wyraźnych zmian w długim okresie. Na przestrzeni kilkunastu lat nie widać, żeby zarządzający zaczęli wyraźnie bardziej aktywnie odchylać się od rynku. Niestety nie mam tu dobrej wiadomości — podejście zarządzających pozostaje raczej konserwatywne i bezpieczne.

Można też spojrzeć na to w ten sposób, że te fundusze — ukryci indeksatorzy — inwestują częściowo pasywnie, a częściowo aktywnie. I sama strategia łączenia obu podejść nie jest niczym złym — wręcz przeciwnie, można ją uznać za sensowną. Problem polega jednak na tym, że płacimy pełne koszty aktywnego zarządzania zarówno za część aktywną, jak i pasywną. I to wydaje się sednem sprawy. Zresztą w twojej książce jest też rozdział o rzeczywistych kosztach zarządzania. Czy mógłbyś o tym powiedzieć kilka słów?

Oczywiście — i trafiłeś w sedno. Nie ma nic złego w tym, że inwestor — na przykład indywidualny — łączy w portfelu część aktywną i pasywną. Często wręcz rekomenduje się strategię core-satellite, gdzie część „core” jest pasywna, a „satellite” aktywna. Problem polega na tym, że deklaracje firm zarządzających nie odpowiadają rzeczywistości. Gdyby jasno komunikowały, że są to fundusze quasi-indeksowe czy benchmarkowe, sytuacja byłaby inna.

Natomiast pojęcie „funduszu benchmarkowego” jest nieprecyzyjne. Albo fundusz odwzorowuje indeks — i wtedy mamy jawne indeksowanie — albo jest aktywnie zarządzany i jego portfel w dużym stopniu różni się od benchmarku. Jeśli chodzi o koszty, to są one pobierane od całego portfela — również od tej części, która w praktyce jest zarządzana pasywnie. Tymczasem wiemy, że fundusze indeksowe i ETF-y pobierają wielokrotnie niższe opłaty niż fundusze aktywne. Logicznie rzecz biorąc, te koszty powinny być rozdzielone.

Istnieją odpowiednie miary — opisuję je w książce i wykorzystuję w badaniach — które pozwalają oszacować rzeczywisty koszt zarządzania tylko częścią aktywną. I tutaj pojawia się bardzo ciekawy wniosek: w funduszach akcji polskich uniwersalnych rzeczywisty koszt zarządzania częścią aktywną przekracza 7%, a w funduszach małych i średnich spółek przekracza 5%. To są poziomy zdecydowanie wyższe niż nawet maksymalne opłaty dopuszczane obecnie przez polskie prawo, które wynoszą około 2%.

Czy Polska jest pod tym względem ewenementem, czy podobnie jest też za granicą?

Analizowałem badania dotyczące kilkudziesięciu rynków — zarówno akademickie, jak i prowadzone przez firmy inwestycyjne oraz instytucje nadzorcze. W wielu krajach zjawisko ukrytego indeksowania ma stosunkowo niewielkie znaczenie. Najniższe jest w Stanach Zjednoczonych — tam wynosi od kilkunastu do około 30%, w zależności od metodologii. W Europie Zachodniej skala jest podobna lub nieco wyższa. Są jednak kraje, gdzie poziom jest zbliżony do Polski. Przykłady to Czechy, Szwecja, Hiszpania czy Republika Południowej Afryki. Tam również około 40–60% aktywów może być zarządzanych w sposób ukrycie indeksowy. Nie jest to więc wyłącznie polska specyfika. Podejrzewam, że na innych, mniej rozwiniętych rynkach w regionie wyniki byłyby podobne, choć brakuje badań, które by to potwierdzały.

Czyli może nie jest to pocieszenie, ale faktem jest, że w Europie zjawisko to występuje na większą skalę niż w USA.

Tak. W dużej mierze wynika to prawdopodobnie z wyższej świadomości inwestorów w Stanach Zjednoczonych. Tam inwestorzy częściej wybierają między dwoma skrajnymi opcjami: funduszami rzeczywiście aktywnymi — truly active — a funduszami indeksowymi. W Europie wciąż istnieje „środek”, czyli fundusze deklarujące aktywne zarządzanie, ale w praktyce w dużej mierze zachowujące się pasywnie. Częściowo wynika to z niższej świadomości inwestorów.

ETF-om i funduszom indeksowym często przypisuje się negatywną rolę — że zniekształcają rynek. Argument jest taki, że inwestują „na ślepo”: dostają kapitał i lokują go w spółkach z indeksu, co w czasie hossy może sztucznie pompować ceny, a w czasie bessy je pogłębiać. Czy jednak, biorąc pod uwagę, że duża część funduszy aktywnie zarządzanych to w praktyce ukryci indeksatorzy, nie należałoby tej tezy podważyć? Skoro one też inwestują podobnie jak indeks, to czy efekt nie jest w gruncie rzeczy taki sam — niezależnie od etykiety funduszu?

Zgadzam się, że działalność funduszy pasywnie zarządzanych — takich realnie pasywnych — ma wiele negatywnych konsekwencji dla rynku. Mimo że od lat opowiadam się za inwestowaniem pasywnym, dostrzegam te problemy i jestem ich świadomy, zwłaszcza dziś, gdy mamy do czynienia z bezprecedensowym wzrostem popularności tego podejścia.

Jednym z problemów jest to, że zdecydowana większość funduszy ETF opiera się na indeksach ważonych kapitalizacją. W efekcie w większym stopniu kierują kapitał do największych spółek, co może prowadzić do zawyżania ich wycen — zarówno w indeksach szerokiego rynku, jak i bardziej wyspecjalizowanych. To jest realny problem i trudno wskazać proste rozwiązanie. Wydaje się, że dopóki większej części rynku nie będą stanowiły ETF-y stosujące inne podejścia — na przykład strategie aktywne lub inne metody ważenia niż kapitalizacja — to ten efekt będzie się utrzymywał. Natomiast jeśli do ogromnych aktywów funduszy jawnie indeksowych dodamy jeszcze istotną część aktywów funduszy stosujących ukryte indeksowanie, to problem może się dodatkowo nasilać. Te fundusze, choć formalnie aktywne, w praktyce również koncentrują się na dużych spółkach, więc wzmacniają ten sam mechanizm.

Właśnie — w związku z tym moja teza byłaby taka, że przynajmniej na rynkach, gdzie ukryte indeksowanie ma dużą skalę, fundusze teoretycznie aktywnie zarządzane są w pewnym sensie współodpowiedzialne za to zjawisko.

Tomasz: Tak, zdecydowanie można tak na to spojrzeć. Wchodzimy tu na szerszy poziom analizy rynku, ale zgadzam się z tym wnioskiem. Myślę, że przekonamy się o tym również przy okazji dużych debiutów giełdowych. Na przykład przy głośnych IPO, takich jak SpaceX, fundusze indeksowe i ETF-y będą musiały szybko kupować akcje, aby odwzorować indeksy. Ale to samo będą robiły również fundusze deklarujące aktywne zarządzanie, jeśli stosują ukryte indeksowanie. One także będą musiały uwzględnić takie spółki w portfelach, więc efekt rynkowy będzie podobny.

ETF-y i fundusze indeksowe kojarzą się z pasywnym inwestowaniem. Ale obecnie obserwujemy coś w rodzaju „aktywnej rewolucji” — liczba aktywnie zarządzanych ETF-ów szybko rośnie, zarówno w USA, jak i w Europie. Czy miałeś okazję przyjrzeć się tym produktom? Czy przynoszą one standardy z rynku aktywnego do ETF-ów? Innymi słowy — czy ukryte indeksowanie może pojawić się także w ETF-ach?

Nie ma żadnego powodu, żeby takie zjawisko nie miało się pojawić również na rynku ETF-ów. Jeśli jest to w interesie finansowym zarządzających, to nie ma przesłanek, by działali inaczej niż w przypadku tradycyjnych funduszy inwestycyjnych. Takie zjawisko już zaczyna być widoczne. Morningstar określa takie produkty mianem „shy active ETFs”, czyli niejako „nieśmiało aktywnych” ETF-ów — takich, które deklarują aktywne zarządzanie, ale w praktyce są blisko indeksu.

Na razie jest to stosunkowo nowe zjawisko i brakuje jeszcze szerokich badań naukowych. W USA boom na aktywnie zarządzane ETF-y zaczął się dopiero po 2019 roku, po wprowadzeniu tzw. ETF Rule przez SEC. W Europie to jeszcze krótsza historia — właściwie ostatnie 2–3 lata. Według danych Morningstar aktywa takich ETF-ów w Europie w ostatnich dwóch latach niemal się potroiły, ale nadal stanowią tylko około 3% rynku. Można więc oczekiwać, że ukryte indeksowanie pojawi się również w ETF-ach, choć raczej nie we wszystkich segmentach. Te produkty są bardzo zróżnicowane — w przypadku strategii opartych na derywatach czy ETF-ów odwzorowujących pojedyncze spółki takie zjawisko raczej nie wystąpi.

Spróbujmy na koniec wyciągnąć praktyczne wnioski. Jakie zalecenia dla inwestorów byś wskazał? W idealnym świecie podzielilibyśmy fundusze na pasywne i aktywne, dobierali tanie pasywne jako bazę portfela i uzupełniali je wybranymi funduszami aktywnymi. Jak oceniasz takie podejście?

W zasadzie sam odpowiedziałeś na to pytanie i w pełni się z tym zgadzam. W idealnym świecie tak właśnie powinno to wyglądać. W praktyce nie ma problemu z identyfikacją funduszy pasywnych. Problem pojawia się przy funduszach deklarujących aktywne zarządzanie — nie zawsze wiadomo, czy faktycznie są aktywne, czy są ukrytymi indeksatorami. Obecnie nie ma prostych, powszechnie dostępnych narzędzi, które pozwalałyby inwestorowi łatwo to zweryfikować na podstawie danych z serwisów internetowych.

Dlatego najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie większej transparentności — na przykład publikowanie takich miar jak tracking error czy Active Share w dokumentach informacyjnych, prospektach, raportach czy materiałach marketingowych. Dzięki temu inwestorzy mogliby samodzielnie ocenić, czy fundusz rzeczywiście podejmuje aktywne decyzje inwestycyjne, czy tylko deklaruje takie podejście. To oczywiście wymaga również większej świadomości i edukacji inwestorów — muszą wiedzieć, czym jest ukryte indeksowanie i jakie ma konsekwencje. W swojej książce rekomenduję także zmiany regulacyjne, na przykład wprowadzenie obowiązku publikowania takich wskaźników w dokumentach typu KID. To byłoby bardzo pomocne dla inwestorów.

W pełni się z tym zgadzam. Dodałbym jeszcze, że portale analizujące fundusze również powinny prezentować takie wskaźniki, aby ułatwić inwestorom ocenę poziomu aktywnego zarządzania.

Zdecydowanie się pod tym podpisuję.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Na koniec polecam wszystkim książkę „Ukryte indeksowanie”. To być może nie jest najłatwiejsza lektura dla początkujących, ale zdecydowanie wartościowa dla bardziej zaawansowanych inwestorów. Dzięki wielkie za rozmowę.

Ja również bardzo dziękuję za zaproszenie i za rozmowę.

0 0 votes
Article Rating
Powiadomienia o nowych komentarzach
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Newsletter

Spis treści