GIEŁDA

Wyniki funduszy pasywnych nakręcają ich sprzedaż. Konrad Augustyński (TFI PZU)

konrad-augustynski-fudnusze-indeksowe-inpzu

1 października minął rok od startu platformy inPZU, oferującej fundusze indeksowe. Przy tej okazji rozmawiam z Konradem Augustyńskim, zarządzającym TFI PZU, odpowiedzialnym za fundusze pasywne. W pierwszej części Konrad opowiada pokrótce czym są i jak działają fundusze indeksowe oraz podsumowuje pierwszy rok ich funkcjonowania. W drugiej części odpowiada na pytania moich czytelników – lekkie nie były, więc wyszedł z tego bardzo interesujący materiał. Zapraszam do lektury 😉

Rok temu wystartowała wasza platforma inPZU. Odpowiadasz za zarządzanie funduszami pasywnymi, które są na niej dostępne. Czym zajmowałeś się wcześniej? Nie mogło to być inwestowanie pasywne, bo tego segmentu w Polsce do tej pory właściwie nie było. 

Zgadza się. Mam background bardzo matematyczny. Tym zajmowałem się na początku swojej kariery. Do grupy PZU trafiłem prawie 12 lat temu. Na początku zarządzałem produktami strukturyzowanymi, później funduszami obligacyjnymi aktywnie zarządzanymi, m.in. funduszem Polonez, który jest naszym flagowym produktem. Od 2 lat jestem odpowiedzialny za fundusze pasywne – zostałem poproszony, żeby rozwinąć tę działalność. Bardzo dobrze odnajduję się w tym obszarze, ponieważ mogę lepiej wykorzystywać swoje predyspozycje matematyczne.

Czy podjąłeś się stworzenia tego produktu, bo podejście pasywne „masz w swoim DNA” czy po prostu takie są trendy, firma złożyła Ci propozycję i tyle?

To była wspólna decyzja członków zarządu i moja. Raz, że pracowałem już w grupie i mam doświadczenie w obrębie aktywnie zarządzanych funduszy. Z drugiej strony miałem w zespole największy background matematyczny, techniczny, który jest niewątpliwie potrzebny przy zarządzaniu tego typu instrumentami. Powrót do „cyferek” mnie pociągał, to był dobry wybór.

Czy mógłbyś w skrócie wyjaśnić, na czym polegają fundusze pasywne?

Przede wszystkim fundusze pasywne to nie są fundusze, które „nic nie robią” – z taką opinią często się spotykam. Przeanalizowałem ostatni rok mojej aktywności na tych funduszach i miałem więcej transakcji, niż na niektórych funduszach aktywnie zarządzanych. Jednak cel tych transakcji jest inny. I stąd pasywność tych funduszy, która polega na tym, że zadaniem zarządzającego nie jest pobicie benchmarku, lecz dostarczenie stopy zwrotu najbardziej zbliżonej do tego benchmarku. W przypadku funduszy aktywnie zarządzanych obstawiamy, co będzie rosło szybciej a co wolniej. Jednak możemy się pomylić i na tym stracić. W podejściu pasywnym moim celem jest jedynie odwzorowanie rynku. Nasza codzienna praca polega na tym, żeby sprawdzać, jak ekspozycja naszego portfela różni się od portfela rynkowego i systematycznie ją dostosowywać. Mamy w tym momencie 6 funduszy: 2 akcyjne i 4 fundusze obligacyjne.

Skąd się wzięło to podejście? Przecież mamy całą gamę funduszy aktywnie zarządzanych, których celem jest pobicie benchmarku. Po co więc próbować jedynie naśladować rynek?

Bo fundusze aktywnie zarządzane często niestety nie pobijają rynku. Mało któremu zarządzającemu udaje się systematycznie ta sztuka. Oczywiście statystyki zmieniają się w czasie. Są okresy, gdy fundusze aktywnie zarządzane pobijają benchmarki, ale w zasadzie, 20-30 proc funduszy nie pobija swojego benchmarku. W PZU nie dajemy klientom gotowej odpowiedzi na pytanie, które podejście jest lepsze. Oferujemy produkty aktywne oraz pasywne i pozwalamy im zdecydować. Podam przykład. W tym roku nasze fundusze obligacyjne aktywnie zarządzane zachowują się najlepiej na rynku. „Polonez” zarobił dużo więcej niż produkt pasywnie zarządzany. Z kolei w przypadku funduszy akcyjnych ta relacja jest obecnie odwrotna. To jednak zmienia się z roku na rok. My rekomendujemy połączenie obydwu podejść, ale ostatecznie klienci powinni zdecydować sami.

Czyli podejście pasywne w skrócie polega na tym, aby nie próbować ścigać się z rynkiem, lecz jedynie go naśladować, pobierając przy tym niższe opłaty…

Dużo niższe opłaty są ściśle związane z tym produktem. Żeby zarządzać aktywnie, trzeba zatrudniać rzeszę ekspertów, analityków, mieć dostęp do różnych źródeł danych, zewnętrznych analiz, itd. To wszystko generuje koszty. A na koniec dnia nie mamy 100% pewności, że przewidywania zarządzającego okażą się trafne. W przypadku zarządzania funduszami pasywnymi potrzebuję dużo mniejszej ilości zasobów, informacji. Koszty wtedy są niższe, więc TFI pobiera też niższe opłaty.

W co inwestują fundusze pasywnie zarządzane w porównaniu z aktywnie zarządzanymi?

Właściwie w te same instrumenty, które są składnikami benchmarków. W przypadku funduszy akcyjnych są to akcje, a obligacyjnych – obligacje. Czasami posiłkujemy się innymi instrumentami, np. kontraktami terminowymi na indeks czy ETF-ami. Jednak udział ich jest bardzo mały i często wynika z tego, że mamy problemy z rozliczeniem jakiegoś rodzaju transakcji. Klasycznym problemem jest, w przypadku funduszu obligacji rozwiniętych, że nie możemy inwestować w obligacje japońskie – żaden z banków, który może być naszym depozytariuszem nie jest w stanie rozliczyć tego rodzaju transakcji. Rozwiązujemy go inwestując właśnie w kontrakty terminowe lub ETF-y na japońskie obligacje.

Na polskim rynku akcji od kilku lat płynność nie jest zbyt wysoka. Jak wygląda płynność Waszych funduszy?

Do tej pory nie mieliśmy problemu z płynnością przy zarządzaniu tymi funduszami. Aczkolwiek są rynki, które są mniej płynne. Najpłynniejsze są rynki zagraniczne. W funduszu akcji rynków rozwiniętych jest 1600 najbardziej płynnych spółek na świecie. Podobnie jest z obligacjami rynków rozwiniętych. Nie ma też problemów na obligacjach polskich. Pewnych problemów, chociaż niedużych, można by się doszukać w funduszu akcji polskich. Gdy ruszaliśmy z tym produktem, ekspozycję na 2 czy 3 spółkach z mWIG40 budowaliśmy przez 2-3 dni. Ale przy obsłudze dziennych napływów/odpływów, nawet większych, nie mielibyśmy teraz problemu.

Kiedy startowaliście z platformą rok temu, rynek przyjął was dość entuzjastycznie. Jednak można było spotkać obiekcje, że nie wiadomo jak to wszystko wam wyjdzie w praktyce – fundusze nie miały jeszcze historii. Wiele osób mówiło, że daje sobie rok na sprawdzenie was. Jaki był dla was ten rok?

Jak wiesz, nie staramy się pobić rynku. Wyniki funduszy są dobre, bo rynek był sprzyjający. Na rynku obligacji miały miejsce spadki rentowności, więc fundusze obligacyjne wypadły bardzo dobrze. Fundusz akcji rynków rozwiniętych też ma znakomite wyniki, dzięki bardzo dobremu zachowaniu akcji amerykańskich. Trochę słabiej zachowują się akcje polskie, ale tragedii nie ma. Ale podkreślę jeszcze raz, my rynku nie staramy się „ogrywać”, lecz go odzwierciedlić. A z tego, powiem nieskromnie, jesteśmy bardzo zadowoleni. Mamy małe różnice między zachowaniem naszych funduszy a benchmarków. Jeśli chodzi o sprzedaż też jesteśmy zadowoleni – idzie ona zgodnie z planem. A plan był ambitny. Rynek funduszy w Polsce to nie jest rynek, gdzie się sprzedaje przez Internet. Na początku marketingowo pomogła grupa PZU, ale od tego roku produkt w zasadzie sprzedaje się sam i sprzedaje się wynikami.

Powiedziałeś, że ciężko wam oceniać wyniki bezwzględne, bo nie macie na nie wpływu – one zależą od tego „ile rynek da”. A jak wyglądają te wyniki na tle konkurencji?

W Polsce nie ma jeszcze zbyt wielu funduszy pasywnych, żeby móc się z nimi porównywać. Możemy próbować porównywać wyniki z funduszami aktywnie zarządzanymi. Ale to jest tak naprawdę bardziej ocena zarządzających aktywnymi funduszami niż nas, bo my jedynie odzwierciedlamy indeksy. Podejrzewam, że nasi klienci te wyniki obserwują i też napędza to sprzedaż.

Jeżeli chodzi o wyniki po pierwszym roku, wasze pasywne fundusze obligacji są w ścisłej czołówce. Podobnie fundusz akcji rynków rozwiniętych, jedynie akcje polskie są gdzieś w środku stawki. Jak byś to skomentował?

Analizujemy te wyniki, ale w trochę innym kontekście. Porównanie naszych funduszy z grupą porównawczą da nam odpowiedź na pytanie, co nasza grupa porównawcza robi. Sukces funduszu obligacji polskich wynika z tego, że benchmark, który staramy się odwzorować, czyli BondSpot, składa się z obligacji o dłuższym terminie zapadalności niż w przeciętnym funduszu. A to był rok, gdzie rentowności spadały, co przy obligacjach o wyższej duracji daje lepsze wyniki.

W przypadku akcji polskich, jeżeli prześledzisz, w co inwestują te, które były najlepsze, zobaczysz że jest tam sporo komponentu zagranicznego, zwłaszcza spółki z USA, które w tym roku zachowywały się dużo lepiej niż polskie. Znaczenie ma więc to, czy grupa porównawcza jest jednorodna.

Czy rok to wystarczający okres, żeby oceniać waszą pracę?

Coraz więcej funduszy funduszy (fund of funds) zaczyna interesować się naszymi produktami. Wyniki są badane w okresach: 1 rok, 3 lata, 5 lat i od początku działalności. Podejrzewam, że tak samo to wygląda w przypadku funduszy aktywnie zarządzanych. Aczkolwiek w przypadku tych, pewnie dużo większy nacisk w procesach due dilligence jest położony na stabilność zespołu, ponieważ to zespół generuje alfę. U nas tej alfy ma nie być, tylko beta na rynek. A tę betę na rynek gwarantuje odpowiedni proces inwestycyjny i narzędzia.

Jak w tym roku zmieniały się portfele waszych funduszy i co sprawiło wam najwięcej kłopotów?

Uruchomiliśmy te fundusze mniej więcej pół roku przed powstaniem platformy. Chcieliśmy dać klientowi produkt, co do którego mamy pewność, że działa. W przypadku większości funduszy nie zmieniły się ani instrumentarium ani proces. Ponieważ przy każdej decyzji inwestycyjnej, którą podejmujemy, staramy się zwiększać dywersyfikację, to ona się jedynie w praktyce zmieniła. Gdy fundusze były małe, ta dywersyfikacja była niekiedy trudna do osiągnięcia, lecz z czasem, gdy aktywa rosły, mogliśmy tę dywersyfikację zwiększać. Przykładem są Obligacje Rynków Wschodzących i Akcje Rynków Rozwiniętych. Na początku ETF-y stanowiły ok 50%, a obecnie ok 20%. Liczba spółek i obligacji, które są w portfelu, rośnie.

Dziękuję. Teraz możemy przejść do pytań moich czytelników. Pierwsze pytanie: Fundusze inPZU pobierają 0,5% opłaty za zarządzanie. Dlaczego miałbym kupować te fundusze zamiast funduszy ETF, które często pobierają jeszcze mniej?

Słuszne pytanie, ale nie wiem, czy twój czytelnik ma rachunek maklerski i sprawdził dostępność tychże ETF-ów. W zasadzie nie postrzegamy ETF-ów jako naszej konkurencji. Jedyną realną konkurencją są w tym momencie ETF-y na WIG20 i mWIG40. Ale taką samą konkurencją dla nich są kontrakty terminowe. Inne ETF-y nie są dla nas konkurencją.

Dlaczego?

Nawet jeżeli one są na aktywa zagraniczne, to są one na aktywa w innej walucie. Na rynkach w Strefie Euro czy USA można kupić ETF-a, ale on jest denominowany w USD. Klient, który ma PLN i chciałby zainwestować w takiego ETF-a musi się liczyć z tym, że kurs wymiany waluty będzie raz poprawiał a raz psuł tę inwestycję. Nasze fundusze dostarczają stopy zwroty światowych, dolarowych indeksów bez ryzyka walutowego. ETF-y na S&P i DAX notowane na GPW też mają ten kurs walutowy „wszyty”. To są fundusze, które są notowane nie tylko na GPW, ale też na kilku innych rynkach. ETF-y są denominowane w EUR i USD. Ktoś kto płaci złotówkami wystawia się na ryzyko zmian kursowych. Oprócz tego trzeba pamiętać, że w przypadku zakupu i sprzedaży ETF każdorazowo płaci się prowizje maklerskie. W przypadku aktywnej strategii (wiele transakcji) te koszty potrafią być całkiem spore i znacząco przewyższyć opłatę za zarządzanie na naszych funduszach, na których nie pobieramy opłaty za nabycie czy umorzenie.

Pytanie drugie. Większość funduszy aktywnie zarządzanych nie pokonuje benchmarków. Czy na takie fundusze nie ma już miejsca na rynku?

Myślę, że jest. Natomiast w przypadku funduszy pasywnych mamy większą pewność, że dostaniemy stopę zwrotu, którą oferuje rynek. Wybierając aktywnie zarządzane fundusze trochę wybieramy proces inwestycyjny i zespół zarządzających w danym TFI. Są takie okresy, kiedy ci zarządzający mają doskonałe wyczucie, potrafią dobrze przewidzieć rynek, w szczególności w okresach dużych bess. Także wydaje mi się, że jest miejsce na rynku dla obu rodzaju inwestycji. Jeden jest ekspozycją na rynek, drugi już trochę bardziej na zespół zarządzających.

Na ostatnim Fund Forum Peter Scharl z BlackRock przedstawił prognozę, że na rynku będzie coraz mniej miejsca dla benchmarkowych funduszy aktywnie zarządzanych na rzecz funduszy pasywnych oraz funduszy aktywnych o bardziej wyszukanych strategiach. Jak oceniasz tę wizję?

Zgadzam się w 100% z taką tezą – też uważam, że rynek zmierza w tym kierunku. Ciężko jest, żeby jeden zarządzający lub nawet jeden zespół mógł znać się na wszystkim. Ja mam w MSCI ponad 1600 spółek w benchmarku. Jeśli miałbym mieć zespół, który by analizował każdą z tych spółek, ile spotkań musielibyśmy odbyć, żeby dobrze poznać spółki, zarządy itp. Ciężko jest wygenerować alfę, czyli tę dodatkową stopę zwrotu. Dlatego powstają i będą powstawać fundusze aktywnie zarządzane, które specjalizują się w jakiejś branży lub obszarze rynku. Natomiast największe spółki będą zapewne zarządzane pasywnie. Popularność tych funduszy bierze się m.in. stąd, że instytucje chcą mieć ekspozycję na dobrze zdywersyfikowane indeksy bez ryzyka, że dany zespół zarządzający się pomyli.

Pytanie trzecie. Dlaczego zdecydowaliście się na hedging walutowy?

My tak naprawdę zarządzamy pozycją walutową. Czasami jest to hedging, czasami jest to otwieranie pozycji walutowej. To wynika z celu, jaki przyświeca naszym funduszom. Często nazywamy nasze fundusze „performance trackerami”. To oznacza, że chcemy dać klientowi stopę zwrotu jak najbliższą temu, co daje benchmark. A to oznacza, że musimy odzwierciedlić jego ekspozycję w akcje czy obligacje, ale również ekspozycję, którą posiada w walucie. Jesteśmy przekonani, że to, czego klient szuka, to jest stopa zwrotu. Jak zobaczy, że S&P urosło 5%, to on chce żeby jego fundusz też urósł 5%. Dlatego powiedziałem, że taki ETF na S&P500, notowany na GPW, nie jest naszą konkurencją. W jego przypadku jeśli indeks S&P wzrośnie 5%, ETF może zyskać np. 10% albo 0%, w zależności jak zachowa się kurs walutowy.

Pytanie czwarte – o fundusz Akcje Polskie. Dlaczego nie zdecydowaliście się na utworzenie osobnych funduszy naśladujących WIG20 i mWIG40?

Chcieliśmy stworzyć fundusz, który daje ekspozycję na polskie akcje. Polskie akcje z WIG20 i mWIG40 pokrywają z punktu widzenia kapitalizacji ok 90% rynku. Nie widzę potrzeby, żeby tworzyć mniejsze fundusze jak WIG20 czy mWIG40, ponieważ dla klienta ekspozycja na tego typu inwestycje może sobie łatwo zbudować za pośrednictwem kontraktów terminowych, które są bardzo płynnym instrumentem. Po co miałby kupować fundusz na WIG20, skoro kontraktem terminowym może dostać dokładnie to samo. Trochę też baliśmy się płynności na mniejszych spółkach. Stąd brak w benchmarku indeksu sWIG80.

Pytanie piąte – również o Akcje Polskie. Dlaczego w przypadku polskich produktów za benchmark przyjęliście indeks cenowy a nie dochodowy?

Mamy dwa fundusze akcyjne i benchmarki obu są indeksami cenowymi. Szczerze powiedziawszy, ja dla oceny swojego procesu, badam stopy zwrotu funduszy względem indeksów dochodowych, czyli z uwzględnieniem dywidend. Rozważamy zmianę tych indeksów na dochodowe. Widzimy, że znacząco pokonujemy te benchmarki cenowe, a naszym celem jest jednak je odzwierciedlać.

Myślę, że byłby to ruch w dobrym kierunku. Wydaje mi się, że w przypadku funduszy pasywnie zarządzanych, które przecież otrzymują dywidendy, dobrą praktyką byłoby stosowanie benchmarków będących indeksami dochodowymi.

Tak, myślę, że to dotyczy nie tylko funduszy pasywnie ale też aktywnie zarządzanych. Niestety na rynku w dalszym ciągu większość funduszy ma benchmarki cenowe, a nie dochodowe. Ale zaczyna to być dostrzegane, również przez KNF i być może TFI zostaną poproszone o dostosowanie benchmarków. Zresztą zachęcam też ciebie do śledzenia tego i zabiegania o to również wśród innych podmiotów. My z tytułu dywidend w pierwszym roku od powstania platformy uzyskaliśmy ok 2,6% na funduszu akcjach polskich, co powiększyło wynik funduszu w stosunku do benchmarku.

Skoro jesteśmy przy dywidendach, kolejne pytanie właśnie ich dotyczy. Niektórzy pytają, co fundusz z nimi robi: „czy są one dodatkowym, ukrytym źródłem zysku dla funduszu”? 

Nie ma takiej możliwości. Jeżeli fundusz ma w swoich aktywach akcje, to dywidendy z nich są własnością funduszu, nie towarzystwa. U nas zwiększają one aktywa funduszu i są reinwestowane, a konsekwencją tego jest podwyższanie wyceny jednostki uczestnictwa. Dywidendy w Polsce są wypłacane w stosunkowo krótkim czasie, mniej więcej w okresie wakacyjnym. Jeżeli ktoś analizował krótki okres, kiedy dywidendy nie „wpadały”, mógł odnieść wrażenie, że odzwierciedlamy indeksy cenowe a nie dochodowe. Ale jak przeanalizuje się cały rok, to już widać, że dywidendy podnoszą performance funduszu względem indeksu cenowego.

Niektóre wasze benchmarki składają się w 90% z indeksu oraz 10% poduszki płynnościowej (gotówki). W przypadku funduszy ETF alokacja w indeks wynosi 100%, co w długim terminie robi dużą różnicę. Czy rozważacie zwiększenie alokacji do 100%? 

Tak, rozważamy. Co więcej, jesteśmy na to nawet gotowi. Jeszcze nie ma decyzji, więc ciężko mówić o terminach. My, tworząc fundusze pasywne, trochę się ich uczyliśmy. Baliśmy się sytuacji, że mielibyśmy w portfelu 100% akcji i nagle pojawiłby się duży odpływ, którego nie będziemy mogli obsłużyć. Konwersje między funduszami są realizowane w terminie krótszym niż standardowe rozliczenie transakcji na giełdzie. Dla inwestora detalicznego byłoby to nieakceptowalne, by takie odkupienie lub konwersja z powodów braku gotówki się nie dokonała. Stąd pomysł, aby benchmark, jak w przypadku naszych aktywnych funduszy, uwzględniał 10% depozyt. Ale już wiemy, że jesteśmy w stanie zagospodarować tę poduszkę płynnościową w inny sposób, np. dzięki budowie części ekspozycji za pomocą kontraktów terminowych. Wydaje mi się, że taka decyzja jest przed nami i nastąpi raczej szybciej niż później.

Kolejne pytanie. Fundusze indeksowe i ETF inwestują w aktywa bez względu na ich cenę. Czy może to doprowadzić do wydłużania hossy lub bardziej gwałtownego przebiegu bessy? W czasie gwałtownej bessy mogłoby się okazać, że fundusze indeksowe i ETF wcale nie są takie płynne.

Ciężko mi na takie pytanie odpowiedzieć. W prasie pojawiają się różne teorie spiskowe, że ETFy czy ogólnie fundusze pasywne odpowiadały za grudniowe przeceny w USA. Ciężko mi się jednak do tego ustosunkować. Bazując jednak na własnych obserwacjach, mogę śmiało stwierdzić, że przez te „zblendowane” indeksy (90% akcje, 10% depozyt) im bardziej się akcje przeceniają, tym więcej muszę ich dokupić, a im bardziej rosną, tym więcej sprzedać. Więc działam tak na prawdę antycyklicznie. To by trochę przeczyłoby tej tezie.

Teraz ostatnich kilka pytań o stronę biznesową i plany na przyszłość. Czy fundusze inPZU dopuszczają wypożyczanie posiadanych akcji innym podmiotom? Czy jest to źródło zysku funduszu?

Jeszcze tego nie robimy, ale jest to też działalność, którą chcemy podjąć. Również po to, aby zwiększyć poduszkę płynnościową jak będzie taka potrzeba i zagwarantować te 100% indeksu akcyjnego.

Jak wam idzie dystrybucja poza grupę, czyli na zasadach czysto komercyjnych?

Nasze fundusze na platformie są stricte dedykowane klientom spoza grupy. Najwięcej aktywów cały czas ma grupa, ale to pieniądze, które grupa PZU zainwestowała przed startem platformy. Trzeba było stworzyć taką masę, którą dałoby się sprawnie zarządzać, bo na niektórych rynkach, posiadając 10-20 mln zł, byłoby to niemożliwe. Trzeba było mieć co najmniej 100 mln. A częściowo dlatego, że grupa ma też swoje środki, które my w ramach TFI zarządzamy w różnych strategiach i sama zdecydowała, że te środki chce mieć w takiej a nie innej strategii. Ale od czasu uruchomienia platformy koncentrujemy się na klientach detalicznych. W połowie roku otworzyliśmy też możliwość inwestowania przedsiębiorstwom i widzimy, że coraz więcej udziałów w naszych aktywach mają właśnie firmy. Również wśród funduszy funduszy (fund of funds). Jedno TFI stworzyło ostatnio produkt, chwaląc się, że część pieniędzy chce inwestować za pośrednictwem naszej platformy.

Jaki macie target jeśli chodzi o klientów i aktywa. Do jakich klientów kierujecie ofertę i kiedy uznacie, że osiągnęliście sukces?

Już osiągnęliśmy sukces. Szczerze powiedziawszy, to nie jest do końca pytanie do mnie. Ja odpowiadam za proces inwestycyjny i wielkość funduszy nie ma specjalnie dla mnie znaczenia. Płynność rynków, które pokrywamy jest tak duża, że procesowi inwestycyjnemu nie przeszkodzi, aby te fundusze zwiększyły się kilkukrotnie.

Jakie są wasze plany na przyszłość? Czy planujecie wprowadzić nowe fundusze, np. akcji rynków wschodzących?

Co do funduszu akcji rynków wschodzących – nie wiem, kiedy planujesz publikację tego wywiadu, ale jest spora szansa, że do tego czasu taki fundusz już się pojawi. Pracę nad nim są zaawansowane. W tym roku powstaną jeszcze dwa inne fundusze, też akcyjne.

Wcześniej mieliście plany oferowania inPZU w ramach kont IKE/IKZE. Czy są one nadal aktualne?

Ja sam chciałbym, abyśmy udostępnili ofertę w ramach IKE/IKZE. Jednak uruchomienie nowego produktu musi być decyzją, która bierze pod uwagę szeroką ofertę Grupy PZU. Jako grupa oferujemy już IKZE w PZU PTE i w PZU Życie oraz w PZU TFI jako element tzw. kaskady.

Dziękuję za rozmowę.

Tagi

Artur Wiśniewski

Redaktor naczelny ;) Makler Papierów Wartościowych (2370), inwestor indywidualny. Interesuje się rynkiem akcji, obligacji, funduszy, ETF i inwestycji alternatywnych. Lubi piłkę nożną, rower i góry.

Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia o nowych komentarzach  
Powiadom o