FINANSE OSOBISTE

Dzieci i pieniądze: czego uczą nas wyniki Badania Edukacji Finansowej Dzieci?

Inwestycyjny paraliż w polskich domach! 83% rodziców uważa edukację finansową za ważna, lecz tylko 20% rodziców rozmawia z dziećmi o inwestowaniu. Takie wnioski płyną z Badania Edukacji Finansowej Dzieci przeprowadzonego przez FinKids.pl. Serdecznie zapraszam do rozmowy z Dorotą Wiśniewską, autorką badania i założycielką FinKids.pl, która przedstawi wyniki badania oraz wnioski co do tego, jak edukować dzieci finansowo. Dowiecie się między innymi, czy rodzice uważają edukację finansową dzieci za ważną, kto za nią powinien odpowiadać, kto w rodzinie najczęściej się tym zajmuje, kiedy zaczynamy ją prowadzić, jakie metody edukacji stosujemy, jak rozmawiamy z dziećmi oraz co przysparza nam największych trudności.

Szybka runda pytań (odpowiada Dorota Wiśniewska)

  • Największy mit edukacji finansowej: Edukacja finansowa to to samo co matematyka finansowa.
  • Szkoła czy rodzice – czyją rolą jest edukacja finansowa dzieci: Przede wszystkim rodzice.
  • Kiedy zacząć: Już na etapie przedszkola.
  • Największa trudność: Strach rodziców, że nie dadzą rady.
  • Jak często rozmawiać z dziećmi o pieniądzach: Przynajmniej raz na miesiąc.
  • Gdybyś miała wybrać tylko jedną metodę edukacji finansowej, co by to było: Dawanie dobrego przykładu.
  • Jak rozmawiać z dziećmi o pieniądzach, żeby słuchały: Prostym językiem na zrozumiałych przykładach.
  • Skąd dzieci powinny brać pieniądze? Kieszonkowe i praca.
  • Najważniejsza zasada kieszonkowego: Najpierw należy sprawdzić potrzeby dziecka.
  • Gdyby twoje dziecko miało wykonywać tylko jedną pracę, co by to było: Stoisko z lemoniadą

Wideo

Spis treści:

  • 01:42 – Kiedy jest dobry czas na edukację finansową dzieci?
  • 02:55 – Czy edukacja finansowa dzieci jest dla rodziców naprawdę ważna czy tylko wypada tak deklarować?
  • 03:49 – Jakich korzyści spodziewają się rodzice po edukacji finansowej dzieci?
  • 04:52 – Dlaczego edukacją dzieci najczęściej zajmuje się kobieta?
  • 07:36 – Szkoła, rodzice, instytucje finansowe – kto powinien być odpowiedzialny za edukację?
  • 10:44 – Kiedy zacząć edukację finansową?
  • 15:46 – Jak często rozmawiać z dziećmi o pieniądzach?
  • 22:06 – Które formy edukacji są najlepsze?
  • 26:52 – Jak rozmawiać z dziećmi, aby chciały słuchać?
  • 29:27 – Na jakie problemy najczęściej napotykają rodzice i jak je rozwiązywać?
  • 24:20 – Jak zacząć edukować dzieci finansowo?

Podcast

Słuchaj też na: Apple PodcastsSpotifyiHeartRadioAmazon MusicCastBoxDeezerPodcast AddictPodchaser

Wersja tekstowa (skrócona)

Artur: Cześć, dzień dobry. Dzisiaj moim gościem jest Dorota Wiśniewska, autorka Finkids.pl oraz Badania Edukacji Finansowej Dzieci, a prywatnie moja żona i mama czwórki naszych dzieci. Dzięki, że przyjęłaś zaproszenie do rozmowy na moim kanale.

Dorota: Dziękuję za zaproszenie.

Artur: Okazją do rozmowy jest wspomniane Badanie Edukacji Finansowej Dzieci, które pokazuje, z czym, z jakimi problemami mierzą się rodzice oraz jaki jest stan edukacji finansowej w Polsce. Z jednej strony będę chciał cię zapytać o to, co to badanie pokazało a z drugiej jakie płyną z tego wnioski. Przede wszystkim zanim zaczniemy, jako że jest środek wakacji, to zapytam cię: kiedy jest dobry czas na edukację finansową dzieci? Wydaje się, że wakacje to najgorszy na to moment, bo to jest czas, kiedy leżymy plackiem na plaży, nic nie robimy i najchętniej wydajemy pieniądze na gofry i lody.

Dorota: Mhm. Przez cały rok jest dobry czas na edukację finansową. Może nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że te wakacje są tym bardziej dobrym czasem, bo właśnie dziecko jest bardziej odciążone od tych bieżących obowiązków. W momencie, jeżeli jesteśmy na tej plaży z dzieckiem, też mamy chwilę na to, żeby móc spokojnie porozmawiać. Czy podczas kupowania gofrów albo lodów możemy zadać dziecku pytanie, czy na przykład wie, ile taki sprzedawca może zarobić, albo zapytać, czy widzi różnicę w cenie między tym, ile teraz kosztują te lody i gofr, a ile kosztowały 2 lata temu. Także jest dużo więcej wolnego czasu, żeby o tym na spokojnie porozmawiać.

Artur: O tym, jak rozmawiać z dziećmi o pieniądzach, porozmawiamy więcej za chwilę. Zacznijmy od tego, że według badania edukacji finansowej dzieci 83% rodziców uważa tę edukację finansową za ważną lub bardzo ważną. Według mnie to bardzo wysoki wynik, aż wydaje mi się nienaturalnie wysoki. Czy rodzice naprawdę tak myślą, czy może tylko tak deklarują, bo wypada tak mówić, że to jest dla nich ważne?

Dorota: Przede wszystkim zacznijmy od tego, że badanie edukacji finansowej dzieci było badaniem anonimowym na próbie reprezentatywnej, przeprowadzonym przez panel badawczy. Także respondenci odpowiadali w pełni anonimowo, nie mieli potrzeby, żeby się w jakikolwiek sposób pokazywać. Myślę więc, że deklarowali to, co naprawdę uważają.

Artur: A jakich korzyści spodziewają się według wyników badania rodzice po tej edukacji finansowej? Jakie cele chcieliby dzięki temu osiągać?

Dorota: Najwięcej odpowiedzi dotyczy spraw związanych z bieżącą konsumpcją, czyli związanych z tym, żeby dziecko umiało podejmować mądre decyzje zakupowe, żeby umiało oszczędzać, żeby umiało mądrze wydawać. I to jest połowa odpowiedzi. Natomiast co też mnie bardzo cieszy, jest sporo odpowiedzi, które pokazują, że już wchodzimy w to myślenie w dłuższym horyzoncie czasowym. Na przykład, żeby dziecko było zaradne, żeby rozumiało konsekwencje swoich decyzji finansowych, i to jest jakieś 40% odpowiedzi. Także spora grupa rodziców już myśli dalej niż tylko o bieżącej konsumpcji.

Artur: W większości przypadków, bo aż 57% rodzin, edukacją finansową dzieci zajmuje się kobieta, mama. Jednocześnie kobiety częściej deklarują, że mają problem z oceną swojej wiedzy finansowej, czują się mniej pewnie w tym obszarze. To czy w związku z tym może lepiej, żeby edukacją finansową zajmowali się panowie? I dlaczego akurat to mamy się zajmują, a nie tatusiowie?

Dorota: No prawdopodobnie dlatego, że w większości polskich rodzin jednak to kobieta w większej mierze zajmuje się domowymi dziećmi. Tym samym też więcej czasu jest z tymi dziećmi i więcej czasu po prostu może z nimi rozmawiać, i jest więcej interakcji, więcej sytuacji, które prowokują tego typu rozmowy. Idealnie by oczywiście było, jakby ojcowie też w większej mierze się zaangażowali. Natomiast podejrzewam, że też może być tak, że po prostu ojcowie w jednych tematach częściej rozmawiają z dziećmi, tam gdzie czują się pewniej. Z kolei mamy w innych tematach, tam gdzie one czują się pewnie, i to jest naturalne, tak że rozmawiamy o tym, gdzie czujemy się mocniejsi. Natomiast fajnie by było, gdyby nawet w tych obszarach, teraz tak stereotypowo powiem, bo no wychodzi z badania wyraźnie, że mężczyźni czują się pewniej na przykład w obszarze inwestowania, tak? to 62% versus kobiety 39%. Tam gdzie to są odpowiedzi, gdzie czujemy się raczej dobrze bądź dobrze w tym obszarze. I nawet w takich tematach dobrze by było, gdyby ta mama też uczestniczyła w rozmowie. Raz, że dlatego, że właśnie częściej z tymi dziećmi z reguły przebywa, lepiej umie dostosować język komunikacji do potrzeb dziecka, podawać lepsze, trafniejsze przykłady, tak żeby dziecko to zrozumiało. Po drugie, dzięki temu, że oboje rodziców są obecni podczas tej rozmowy, mogą też obserwować, że to jest temat, który dotyczy tak samo mężczyzn jak i kobiet i potem mają taką bazę na przyszłość, że nie mają zakodowanego, że o inwestowanie to tylko dla mężczyzn i kobiety lepiej, żeby się nie dotykały. Oni też wtedy dzieci tak rozumieją, że to jest temat i dla mężczyzn, i dla kobiet, i oboje mogą się czuć w tym temacie pewnie.

Artur: Szkoła, rodzice, a może instytucje finansowe. Kto powinien być odpowiedzialny za edukację finansową dzieci? Badanie edukacji finansowej dzieci pokazuje ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, że 90% rodziców uważa, że to oni są głównie odpowiedzialni za tę edukację finansową. Czy w takim razie można powiedzieć, ja stawiam taką może trochę kontrowersyjną tezę, że wszystkie te pozarodzinne, pozadomowe formy edukacji finansowej są bez sensu? Bo przecież nawet jeżeli dziecko pójdzie na jakieś zajęcia z tego zakresu w szkole i usłyszy o tym, że warto oszczędzać, a potem wróci do domu, jeżeli jego rodzice są rozrzutni, no to przecież będzie czerpać wzorce z domu, z mamy i taty i będzie rozrzutny, i wcale nie będzie realizować tego, co usłyszy w szkole.

Dorota: Mhm. Tak. Z jednej strony to jest prawda, są nawet badania, które pokazują, że wpływ nas rodziców na postawy finansowe dziecka jest silniejszy niż szkoły i pracy razem wziętych. Więc mamy bardzo duży wpływ na właśnie te postawy finansowe dzieci. Natomiast z drugiej strony, jeżeli to dziecko jest w tym rozrzutnym domu, to powiedziałabym, że tym bardziej ważne jest, żeby miało okazję usłyszeć o tym, że można inaczej gdzieś indziej. Jeżeli nie w szkole, no to gdzie? Może się okazać, że to będzie dla niego jedyna okazja w życiu, żeby właśnie usłyszało o tym, że może to wyglądać inaczej. Ja podam bardzo ciekawy przykład mojego znajomego, który opowiedział w naszej rozmowie, że u nich w domu się nie rozmawiało w ogóle o pieniądzach. Rodzice mieli raczej taką lekką rękę do pieniędzy. Natomiast on się w pewnym momencie zakochał w podróżowaniu i chcąc podróżować musiał zacząć kombinować, skąd te pieniądze znaleźć. I w ten sposób zaczął czytać o oszczędzaniu, następnie o inwestowaniu, a teraz sam edukuje innych, jak to robić. I właśnie u niego ta edukacja pozaszkolna, pozadomowa, te zewnętrzne blogi, kanały na YouTubie i tak dalej, to był game changer. Dzięki temu jego postawa się zmieniła i właśnie do tego stopnia, że nawet uczy innych. I druga rzecz, którą tu mamy, to ta edukacja just in time, czyli tam, gdzie jest potrzeba. Nie chodzi o to, żeby my teraz będziemy dzieci uczyć, nie wiem, jak wygląda budżet państwa, kiedy one ich to w ogóle nie interesuje, tylko żeby tę edukację opierać na tych potrzebach, tych konkretnych problemach, które dzieci mają aktualnie i z którymi mogą się identyfikować.

Artur: Przykład, który podałaś, myślę, że jest bardzo fajny i pokazuje, że nie tylko od rodziców możemy się uczyć, ale sens może mieć też edukacja poza domem. To dobrze, ale gdybyśmy mieli skupić się na tej edukacji domowej, czyli tej z udziałem rodziców, to kiedy zacząć? Co wynika z badania? Kiedy jest dobry moment na to, żeby rozpocząć tę naukę, jak zarządzać pieniędzmi? oraz czy to jest w oczach rodziców prawidłowy wiek, albo inaczej: czy te założenia rodziców względem twojej opinii albo być może względem badań są zbieżne z tym, co można uznać za rozsądne?

Dorota: Rodziców deklaruje, że odpowiednim wiekiem na rozpoczęcie edukacji finansowej jest przedział między 7 a 11 lat, w zależności od tego, czego to dotyczy. Te proste tematy typu wydawanie, oszczędzanie, właśnie to jest tak 7 i 5, te bardziej złożone typu inwestowanie na przykład to jest nawet po 11 roku życia. Moim zdaniem zdecydowanie wcześniej należy rozpocząć, bo badania pokazują, że wiele nawyków finansowych zaczyna się kształtować już przed siódmym rokiem życia. Więc jeżeli my zaczynamy dopiero rozmawiać koło siódmego roku życia, to w tym momencie dziecko tak naprawdę już część swoich nawyków ma ukształtowanych. Nadal mogą się kształtować nawyki, natomiast jest już trudniej. I są też badania, które pokazują, że dzieci koło czwartego roku życia już reagują na pieniądze tak samo jak dorośli. Jeszcze inne, że dzieci koło piątego roku życia już różnią się poziomem materializmu, czyli tego, jak postrzegają dobra materialne, jak ich pożądają. To są dzieci pięcioletnie i one już się różnią tym poziomem. Także 7 lat to już jest późno jak na te pierwsze rozmowy. Zawsze oczywiście lepiej, żeby one były późno niż wcale, tak? Ale już u dzieci, które są w przedszkolu, możemy rozmawiać o tym na przykład, dlaczego wybieramy ten jogurt czy tę bluzkę, dlaczego jedziemy w to miejsce na wakacje, a nie w inne, dlaczego niektórzy się śmieją z innych, że mają gorsze ubrania? Takie proste tematy zdecydowanie wcześniej już można podejmować.

Artur: No dobrze, ale dzieciństwo jest tylko jedno. No rozmawiać ze siedmiolatkiem o edukacji finansowej, kradniemy jego dzieciństwo.

Dorota: No to zależy, jak się rozumie tę edukację finansową dzieci, bo jeżeli postrzegamy ją jako jakieś nudne, długie wykłady albo jak matematykę finansową, no to faktycznie to byłby kolejny obowiązek nasz i dziecka. No i mogłoby to nas obciążać. Natomiast to, co ja postuluję, to są takie krótkie, codzienne dygresje typu właśnie na przykład jesteśmy w sklepie i zapytać się dziecka, które płatki lepiej wziąć, te w większym opakowaniu czy te w mniejszym opakowaniu. Tak, żeby zobaczyło sobie, że oprócz takiej standardowej ceny jest coś takiego, jak cena za kilogram. Jak wychodzimy ze sklepu, żeby spojrzeć na chwilę na paragon i pokazać dziecku, zobacz, tu jest coś takiego, jak podatek VAT. I co to jest? Więc jeżeli dbamy o takie codzienne, krótkie, dosłownie pięciominutowe rozmowy, to w żaden sposób nas nie obciąża, ani dziecka, a jest cały czas to wzmocnienie, wzmocnienie, wzmocnienie, które się właśnie najlepiej koduje. Druga rzecz, że wiele aktywności może być naprawdę też fajną przygodą po prostu dla dziecka, jak takie standardowe sprzedawanie lemoniady. Dla dziecka to jest świetna przygoda. Często robi to dziecko też nie samo, tylko z jakimiś kolegami, koleżankami. Są tu jest wiele elementów edukacji finansowej, bo jest i planowanie, jest i matematyka finansowa, jest marketing, jest obsługa klienta, potem zliczanie zysku i obliczanie kosztu krańcowego. Naprawdę przeróżne rzeczy można wokół tego omawiać. A dziecko też czuje, że zdobyło te pieniądze, jest z siebie dumne, rośnie w nim poczucie sprawczości, zaradności, więc same korzyści.

Artur: Rozmowy z dziećmi o pieniądzach to tylko jeden ze sposobów edukacji finansowej. Tych metod jest oczywiście więcej. Bez względu na to, które stosujemy, jaka częstotliwość edukacji finansowej jest najlepsza?

Artur: Badanie pokazuje, że około połowy osób edukuje swoje dzieci raz w miesiącu lub częściej. Niektórzy robią to nawet kilka razy w tygodniu, ale druga połowa robi to rzadziej, kilka razy w roku albo w ogóle. Jak ocenić te wyniki — to obraz optymistyczny czy pesymistyczny? I jaka jest właściwa odpowiedź: jak często zabiegać o edukację finansową, jak często podejmować działania?

Dorota: Jeżeli założymy, że edukacją finansową jest każda, nawet drobna aktywność związana z finansami i pieniędzmi, to fakt, że 50% rodziców nie edukuje swoich dzieci regularnie, jest raczej pesymistyczną informacją. Z drugiej strony cieszy mnie, że druga połowa jednak to robi, a to, że 15% rodziców edukuje dzieci nawet kilka razy w tygodniu, naprawdę robi wrażenie. Sama zajmuję się edukacją finansową, a mimo to wydaje mi się, że aż tak często nie rozmawiam z naszymi dziećmi, więc wielki ukłon dla tych rodziców.

Dorota: Jeśli chodzi o częstotliwość, to te rozmowy powinny odbywać się przynajmniej raz w miesiącu. I nie musi to być długa rozmowa — może to być wspólna gra finansowa albo przeczytanie książeczki. Jeśli tylko połowa rodziców robi to regularnie, trudno potem oczekiwać, że dziecko będzie czuło się pewnie w obszarze finansów.

Dorota: Rozwiązanie to właśnie krótkie, codzienne wstawki. Tak jak dbamy o zęby dziecka i znajdujemy te 3 minuty na mycie wieczorem, tak samo możemy znaleźć 3 do 5 minut na rozmowę o pieniądzach. Jeśli potraktujemy edukację finansową nie jako długie wykłady, tylko jako krótkie dygresje, to większość z nas jest w stanie robić to choćby raz w miesiącu. A te małe kroki z czasem bardzo się sumują — dokładnie jak procent składany.

Artur: Dlaczego tak rzadko spora część osób edukuje swoje dzieci finansowo, mimo że zdecydowana większość ankietowanych uważa tę edukację za ważną? Może jednak wcale tak nie uważają.

Dorota: Ja skłaniam się ku temu, że jednak uważają, skoro były to odpowiedzi anonimowe. Natomiast problem polega na tym, że wielu z nas nie wyniosło edukacji finansowej z domu, więc spora część rodziców obawia się, że ma za małą wiedzę. Inni nie wiedzą, jak się za to zabrać, albo mówią wprost, że nie mają czasu. A najczęściej pojawia się odpowiedź, że dziecko nie słucha — to była aż około jedna czwarta wskazań.

Dorota: Dlatego trzeba rozmawiać krótko, ale często, i mówić językiem zrozumiałym dla dziecka. Jeśli zaczniemy mówić o rzeczach abstrakcyjnych, dziecko szybko się wyłączy. Ale jeśli pokażemy coś na konkretnym przykładzie, to od razu łatwiej je zainteresować. Najważniejsze jest to, żeby dziecko zobaczyło, że problem dotyczy właśnie jego.

Artur: Dużo mówisz o prowadzeniu rozmów z dziećmi, ale jest to tylko jedna z wielu metod prowadzenia edukacji finansowej. Rodzic może też grać z dzieckiem w gry, prowadzić „mama-bank” uczący oszczędzania, korzystać z książek, kursów albo zajęć w szkole. Po jakie formy edukacji finansowej rodzice sięgają najczęściej i czy to są właściwe, najbardziej efektywne formy?

Dorota: Badania pokazują, że my, rodzice, mamy większy wpływ na dzieci niż szkoła i praca razem wzięte. To sugeruje, że najważniejszy jest nasz przykład i codzienne zachowanie. I rzeczywiście, badanie pokazuje, że częściej sami rozmawiamy z dziećmi o pieniądzach niż korzystamy z zewnętrznych pomocy.

Dorota: To bardzo dobrze, bo oprócz budowania kompetencji finansowych budujemy też relację z dzieckiem i wzmacniamy swój autorytet. Dziecko widzi wtedy, że rodzic „coś wie”, że jego decyzje nie są przypadkowe. Regularne rozmowy pozwalają też lepiej zobaczyć, na jakim etapie jest dziecko i gdzie realnie możemy mu pomóc.

Dorota: Kiedy jednak brakuje nam czasu albo cierpliwości, warto korzystać z zewnętrznych pomocy: gier, książek, kursów czy szkolenia. Oferta takich materiałów rośnie z roku na rok. W badaniu wyszło też, że większość dzieci nigdy nie brała udziału w żadnym kursie, a tylko niewielka część regularnie korzysta z książek, gier planszowych czy komputerowych. To naprawdę mało, bo takie pomoce są wartościowe i warto z nich korzystać.

Artur: Jak prowadzić rozmowy z dziećmi, żeby chciały słuchać i zapamiętywały to, co do nich mówimy?

Dorota: Przede wszystkim trzeba mówić prostym językiem i na przykładach, z którymi dziecko może się identyfikować. Nie omawiamy abstrakcyjnie, czym jest inflacja i jakie ma skutki gospodarcze, tylko pokazujemy to na czymś bliskim dziecku. Możemy zapytać, ile lizaków kupi dziś za swoje kieszonkowe, ile kupiłoby ich 5 lat temu, a ile za 5 lat. Wtedy dziecko samo zaczyna rozumieć mechanizm.

Dorota: Podobnie z podatkami — zamiast mówić o nich ogólnie, lepiej wziąć paragon ze sklepu i pokazać, co oznacza VAT. Przy inwestowaniu można używać porównań, na przykład akcji do kupowania pizzy albo ETF-ów do sałatki z różnymi składnikami. Jeśli dziecko ma poczucie, że to dotyczy jego życia, dużo łatwiej utrzymać jego uwagę.

Artur: Utrzymanie uwagi podczas rozmów z dziećmi to tylko jeden z możliwych problemów. Gdybyśmy mieli podsumować to badanie, to jakie są największe trudności, na jakie napotykają rodzice w edukacji finansowej, oraz jak je rozwiązywać?

Dorota: Najczęstsza trudność to właśnie to, że dziecko nie słucha podczas rozmów o finansach albo ekonomii. Ale za tym stoi coś głębszego: nasz mózg lepiej zapamiętuje to, co uznaje za ważne i potrzebne. Dlatego najpierw musimy pokazać dziecku, że problem dotyczy jego, że jest dla niego ważny i praktyczny.

Kolejny problem to brak poczucia kompetencji — zarówno jeśli chodzi o wiedzę, jak i o to, jak uczyć. Często rodzice mówią też, że nie mają czasu. Ja sama to rozumiem, dlatego korzystam z krótkich, 3–5 minutowych dygresji i zadaję dzieciom proste pytania: dlaczego tak jest, co o tym sądzisz, jak można by to zrobić inaczej. To nie musi być od razu wykład, chodzi o pobudzenie dziecka do myślenia.

Jeśli chodzi o wiedzę, badanie pokazało coś ciekawego: osoby z wykształceniem podstawowym i wyższym bardzo podobnie oceniają swoje braki. To znaczy, że nie trzeba czekać, aż poczujemy się ekspertami. I tak wiemy dużo więcej niż nasze dzieci, bo mamy doświadczenie z własnych zakupów, błędów, żalów i decyzji finansowych. To wszystko można dziecku przekazać.

Gdy nie wiemy, jak się za to zabrać, warto korzystać z pomocy zewnętrznych, takich jak gry planszowe czy książki. One ułatwiają rozmowę, inspirują do pytań i często same prowokują dziecko do zadania pytania. Dzięki temu cała edukacja staje się łatwiejsza i bardziej naturalna.

Artur: To już zupełnie na sam koniec: dla osób, które albo w ogóle nie edukują dzieci finansowo, albo robią to bardzo rzadko, jak zacząć? Jaką jedną rzecz mogą zrobić dziś, żeby rozpocząć edukowanie swoich dzieci?

Dorota: Spróbuj. Naprawdę nie trzeba zaczynać od wielkich planów. Najłatwiej zacząć od codziennych sytuacji: zakupów, wydawania, wyboru produktów w sklepie. Zapytaj dziecko, dlaczego jakiś produkt jest na wysokości oczu przy kasie, dlaczego wybieramy ten jogurt, a nie inny, dlaczego chodzimy do tego sklepu, a nie do innego. Wystarczy pytać dziecko, co sądzi, co by zmieniło, jakie ma pomysły. To samo nakręci rozmowę i pomoże zacząć.

0 0 votes
Article Rating
Powiadomienia o nowych komentarzach
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Newsletter

Spis treści