Portfel

Portfel „mieszany”

W długim terminie akcje dają zarobić najwięcej, ale mają jedną nieznośną cechę: strasznie nimi buja. Alternatywnie można wybrać obligacje. Z nimi głowa jest spokojna, ale zyskać można niewiele. Można też wybrać drogę pośrednią i zbudować portfel mieszany. Biorąc pod uwagę, że przeciętny inwestor ma co najwyżej umiarkowaną tolerancję ryzyka, jest to dobry pomysł dla całej masy osób. W tym materiale pokażę Wam, czym są portfele mieszane, jak taki portfel zbudować z zaledwie jednego składnika oraz kiedy warto zdecydować się na 2 składniki.

Czym są portfele mieszane?

Czym są portfele mieszane? To strategie inwestycyjne, które łączą różne klasy aktywów w celu dywersyfikacji ryzyka. Najczęściej składają się z akcji i obligacji. Akcje oferują wysoki potencjał wzrostu, ale są też bardziej zmienne. Obligacje stabilizują portfel – dzięki nim spadki są płytsze. Ale ten komfort trzeba najczęściej okupić niższymi stopami zwrotu. Taki portfel może też zawierać inne klasy aktywów, np. surowce, nieruchomości czy nawet kryptowaluty. Ale to temat na osobną okazję, w tym materiale skupimy się wyłącznie na akcjach i obligacjach. Ich udziały w portfelu mogą być różne. Klasyczne proporcje to: 80/20, 60/40, 40/60 i 20/80. Przykładowo, portfel 80/20 składa się w 80% z akcji, a 20% z obligacji. A 40/60 – w 40% z akcji, a 60% z obligacji.

Jak zbudować portfel mieszany za pomocą jednego składnika?

Jak zbudować portfel mieszany? Podobnie jak portfel „Globalne akcje” i „Bezpieczna przystań” może on się składać z zaledwie jednego funduszu. Jest to możliwe dzięki ETF-om multi-asset, które inwestują jednocześnie w akcje i obligacje. Niektóre inwestują też w inne aktywa, ale dziś się nimi nie zajmujemy. Dzięki „multi-assetom” nie musimy się za bardzo znać na akcjach i obligacjach. Zarządzający wybiera je za nas i zarządza nimi. Wykonuje za nas rebalancing, co jest wygodne i efektywne kosztowo oraz podatkowo. Takie fundusze są powszechnie dostępne – przez IKE i IKZE oraz rachunki zwykłe, czyli standardowo opodatkowane. Coraz łatwiej też zautomatyzować inwestowanie w nie. Pomagają w tym między innymi zlecenia cykliczne, które są dostępne np. w Interactive Brokers. Szczegóły znajdziecie w moich Rankingach Brokerów.

Rodzina funduszy multi-asset, która jak na razie odniosła największy sukces to Vanguard Life Strategy. Tworzy ją 8 ETF-ów, składających się z akcji i obligacji globalnych w różnych proporcjach: w wersji akumulującej i dystrybuującej dywidendy. Największy sukces, gdyby go mierzyć zebranymi aktywami, osiągnął jak na razie Vanguard LifeStrategy 80% Equity UCITS ETF (EUR) Accumulating. Chociaż po piętach depcze mu Vanguard LifeStrategy 60% Equity UCITS ETF (EUR) Accumulating. O względy inwestorów w ostatnim czasie zabiega też iShares, który stworzył podobną rodzinę funduszy, chociaż póki co cieszą się one mniejszym powodzeniem. Tego typu fundusze w palecie mają też Xtrackers, Amundi czy VanEck. Po szczegółowe porównanie zapraszam Was do rankingu ETF multi-asset na atlasETF.pl.

Ile portfel mieszany może zarobić? To zależy od konkretnego przypadku. Historia ETF-ów multi-asset niestety jest krótka, więc ciężko o sensowne analizy. ETF-y od Vanguard powstały raptem w 2020 roku. Możemy jedynie testować portfele o podobnym składzie na danych, które oferują dłuższą historię. Weźmy przykład portfeli składających się z akcji i obligacji USA za ostatnie 100 lat (1924 – 2024)  i spójrzmy na wyniki w USD w ujęciu nominalnym. Portfel 60/40 zarabiał średniorocznie 8,9%, czyli mniej niż portfel czysto akcyjny (10,4%). Ale maksymalne obsunięcie kapitału było niższe: -63,6% zamiast -83,7%. To oznacza, że ból, który inwestor musiał znieść podczas spadków, był mniejszy. Jeżeli ten ból, mimo wszystko, byłby nie do zniesienia, można wybrać portfel z jeszcze większą ilością obligacji. Portfel 20/80 potrafił zanurkować jedynie o -27,8%, czyli połowę płycej. Ale trzeba się było też liczyć z jeszcze niższymi zyskami – średniorocznie 6,3%.

Jak wyglądają wyniki w złotych? Dopóki patrzymy na wyniki w dolarze, wszystko jest proste. Ogólna zasada, że “im więcej obligacji w portfelu, tym mniejsze ryzyko”, sprawdza się bardzo dobrze. Ale, z perspektywy inwestorów z Polski, znaczenie mają wyniki w złotych. A one mogą się mocno różnić od tych w dolarze. We wpisie Ryzyko walutowe – jak waluty wpływają na inwestycje w ETF? mogliście się przekonać, że waluty mają ograniczony wpływ na akcje, bo te i tak są zmienne. Co więcej, waluty czasem potrafią poprawiać wyniki. Natomiast obligacjami waluty potrafią mocno bujać. Jeżeli w portfelu jest ich dużo, wpływ na wyniki całego portfela może być duży, niestety negatywny.

Ponownie weźmy przykład portfeli składających się z akcji i obligacji USA o różnych proporcjach. Ale, skoro interesują nas wyniki z PLN, spojrzymy na krótszy okres – 2001-2024. Porównując wyniki portfeli w USD i PLN widać, że stopy zwrotu były zbliżone. Im mniej akcji, tym portfele były mniej zyskowne, czyli „jesteśmy w domu”. Ale reguła „im więcej obligacji, tym mniejsze ryzyko” nie sprawdziła się. Jedynie portfel 80/20 był najbardziej zyskowny i jednocześnie najbardziej zmienny – zarówno w USD jak i w PLN. Natomiast, portfele z większą ilością obligacji wcale nie były dużo mniej zmienne. Różnice w maksymalnym obsunięciu kapitału w USD i PLN dla portfela 60/40 można jeszcze przełknąć. Ale spójrzcie na portfele 40/60 i 20/80, które składają się w większości z obligacji i powinny być „spokojne”. Maksymalne obsunięcie w USD wynosiło ok. -20%, w a PLN prawie -40%. To dwukrotna różnica. Różnice te wynikają właśnie z ryzyka walutowego, a konkretnie zmienności kursu złotego względem dolara.

Wniosek płynie taki, że multi-assety są dobrym rozwiązaniem, dopóki mówimy o portfelach, które w większości składają się z akcji, np. 80/20. W ostateczności można też rozważyć 60/40. Zwłaszcza, że ETF-y multi-asset część obligacyjną mają hedżowaną do euro, dzięki czemu zmienność wyrażona w PLN jest nieco mniejsza (bo EUR i PLN zachowują się trochę podobnie). Natomiast, dla ostrożnego inwestora z Polski, czyli takiego, który miałby mieć w większości obligacje, jeden ETF typu multi-asset może się okazać złym pomysłem. W takim wypadku warto rozważyć inne opcje.

Jak zbudować portfel mieszany za pomocą 2 składników?

Portfel składający się z jednego ETF-u typu multi-asset jest piękny w swojej prostocie. Jednak, jak już wiecie, dla osób które chciałyby mieć portfel składający się w dużej mierze z obligacji, są one nieefektywne. Aby uniknąć ryzyka walutowego warto rozważyć portfel składający się z dwóch osobnych instrumentów na akcje i obligacje. Tak, aby w części obligacyjnej móc sięgnąć po instrumenty bez ryzyka walutowego. Poza tym, część osób chce samodzielnie wybrać aktywa do części akcyjnej. Niektórzy zamiast akcji całego świata wolą np. akcje amerykańskie. Ale w ten wątek nie będziemy się teraz zagłębiać, skupimy się na części obligacyjnej.

Z góry trzeba zaznaczyć, że swoboda wyboru aktywów do portfela ma swoją cenę. Decydując się na 2 osobne instrumenty zyskujemy co prawda elastyczność. Bo mamy bezpośredni dostęp do jednego i drugiego elementu. Możemy przykładowo wypłacić pieniądze tylko z części obligacyjnej lub tylko akcyjnej. Ale zarządzanie portfelem spoczywa na naszych barkach. Dużo trudniej automatyzować inwestowanie. Rebalancing najczęściej trzeba wykonywać samodzielnie, co generuje koszty transakcyjne i podatkowe. Wydaje Wam się to zbędne? To spójrzcie na przykład portfela 50/50 za ostatnie 20 lat. Gdyby nie był rebalansowany, na koniec okresu przyjąłby proporcje 80/20. Zmienność takiego portfela jest dużo większa. Mogłoby się okazać, że inwestor by z nim zwyczajnie nie wytrwał i rzucił ręcznikiem w jednym z kryzysowych momentów. A jeżeli rebalancing wykonuje się nieumiejętnie, można dużo stracić na podatkach. Po szczegóły odsyłam Was na bloga System Trader do artykułu „Metody rebalancingu pasywnego portfela a podatki„.

Jakie instrumenty wybrać do części obligacyjnej, aby uniknąć ryzyka walutowego? Przede wszystkim warto rozważyć polskie obligacje skarbowe. Może w nie wygodnie inwestować np. na pomocą ETF. Dzięki temu oba instrumenty możemy mieć na jednym rachunku, co ułatwia pilnowanie proporcji. Warto wybrać brokera, który oferuje niskie prowizje – szczegóły w moich Rankingach Brokerów. Aktualnie dostępne są Beta ETF TBSP na polskie obligacje o stałym oprocentowaniu oraz Beta ETF Obligacji 6M na polskie obligacje o zmiennym oprocentowaniu powiązane z WIBOR-em 6-miesięcznym. Są też np. detaliczne obligacje skarbowe, w tym moje ulubione – indeksowane inflacją. Tylko pamiętajmy, że zarządzanie nimi jest mniej wygodne. Można je kupić tylko w PKO BP lub Pekao SA. Jeżeli w część akcyjną inwestujecie gdzie indziej, czekają Was przelewy między rachunkami oraz opłaty umorzeniowe przy sprzedaży obligacji. A gdybyście chcieli realizować taką strategię przez rachunki emerytalne – jedyna opcja to IKE w PKO BP, które -jak na razie- nie bryluje w rankingach. A IKZE nie jest tu w ogóle dostępne.

Jak polskie obligacje sprawdzają się w portfelu? Weźmy przykład portfeli o tych samych proporcjach, co wcześniej. W części akcyjnej pozostaniemy przy USA, natomiast obligacje amerykańskie zastąpimy polskimi. Aby uzyskać jak najdłuższy okres badania, zastosujemy dziesięcioletnie detaliczne obligacje indeksowane inflacją, czyli EDO. Ponownie startujemy w 2001, inwestujemy jednorazową kwotę, kończymy 2024 i sprawdzamy wyniki w PLN. Okazuje się, że w porównaniu z portfelem zawierającym obligacje amerykańskie, stopy zwrotu były porównywalne. Nawet nieco wyższe, ale nie o to nam chodziło. Natomiast w aspekcie poziomu ryzyka wróciliśmy z piekła do nieba! Dla portfela 80/20 maksymalne obsunięcie było nadal wysokie – prawie -40%, bo to portfel z dużą ilością akcji. Ale już np. dla portfela 20/80 maksymalne obsunięcie wyniosło -6,5% zamiast -38,3%. Dzięki polskim obligacjom zysk znów idzie w parze z ryzykiem.

A jaki byłby efekt, gdybyśmy EDO zamienili na ETF obligacyjny? Sensownej analizy nie da się zrobić, bo historia polskich ETF-ów jest krótka. Ale możemy porównać EDO z indeksem polskich obligacji o stałym oprocentowaniu TBSP (za tym indeksem podąża ETF od Bety). Jego historia sięga 2006 roku, więc tu zacznie się nasza analiza, a skończy w 2024. W części akcyjnej pozostawiamy S&P 500, a wyniki porównamy w PLN. Co mówią liczby? Stopy zwrotu są podobne, z lekką przewagą portfela zawierającego EDO. Poziom ryzyka też był bardzo zbliżony. Jedynie portfel 20/80 zawierający EDO okazał się wyraźnie lepszy – maksymalne obsunięcie wyniosło zaledwie -6,4%, podczas gdy portfel oparty o TBSP zanurkował o -17%. Wniosek, który się nasuwa jest taki, że EDO zrobiły różnicę jedynie w przypadku portfela 20/80. Dla pozostałych portfeli wyniki były podobne, może z nieznaczną przewaga z EDO w składzie. Jednak weźcie pod uwagę 2 rzeczy. Po pierwsze zarządzanie portfelem zawierającym EDO może oznaczać drogę przez mękę z powodu transferów, a inwestowanie przez konta emerytalne stoi w ogóle pod znakiem zapytania. Po drugie, historia nie jest gwarancją na przyszłość. W ostatnich kilkunastu latach przez większość czasu wyższe stopy zwrotu osiągał TBSP, dopiero od 2022 EDO wyszły na prowadzenie. Co przyniesie przyszłość tego nie wiadomo.

Na koniec warto dodać, że decydując się na polskie obligacje skarbowe tracimy atut rozproszenia ryzyka emitenta, którym w tym przypadku jest Skarb Państwa. Co prawda, aktualnie nic nie zapowiada, aby Polska miała mieć problemy z wypłacalnością, ale historia pokazuje, że nawet renomowanym agencjom ratingowym nie zawsze udawało się przewidzieć problemy zadłużeniowe. Dlatego zawsze warto mieć z tyłu głowy, że wybierając polskie obligacje z jednej strony unikamy zmienności, ale z drugiej “wpadamy” w ryzyko emitenta. Wniosek jest taki, że jesteśmy skazani na jakieś ryzyko. Pytanie brzmi, które z nich jest nam łatwiej przełknąć.

Podsumowanie

Portfele mieszane najczęściej zawierają zarówno akcje jak i obligacje. Dzięki temu można uzyskać portfel o umiarkowanym poziomie zysku i ryzyka. Biorąc pod uwagę profile inwestorów, to może być świetne rozwiązanie dla masy osób. Finalny dobór aktywów to sprawa indywidualna. Jeżeli będzie trochę więcej akcji, będzie bujać trochę bardziej, a jeżeli więcej obligacji – to mniej.

Portfel mieszany może się składać z zaledwie jednego ETF-u multi-asset, czyli takiego, który inwestuje jednocześnie w akcje i obligacje. Jest on genialny w swojej prostocie. Możemy wybrać portfel o takich proporcjach, które nam pasują, ale wpływu na jego szczegółową zawartość już nie mamy. Dobrym wyborem są portfele składające się w większości z akcji, jak 80/20 czy 60/40, które dedykowane są osobom o nieco większej tolerancji ryzyka. Ze względu na ryzyko walutowe portfele z dużą ilością obligacji, np. 20/80 lub 40/60, mogą okazać się nieefektywne. W takim przypadku ja osobiście rozważyłbym inne opcje.

Jeżeli zależy Wam na tym, aby w portfelu mieć inne aktywa niż te, które są umieszczone w „gotowcu”, jakim jest ETF multi-asset, możecie wybrać 2 osobne instrumenty na akcje i obligacje. To może być dobry pomysł na przykład, gdy ktoś chce mieć w części akcyjnej nie cały świat, ale akcje USA. Albo gdy ktoś jest inwestorem konserwatywnym i w części obligacyjnej chce sięgnąć po instrumenty bez ryzyka walutowego. Można w tym celu wykorzystać detaliczne obligacje skarbowe czy ETF-y na polskie obligacje. Elastyczność takiego portfela jest większa, jednak ciężej nim zarządzać. Trudniej zautomatyzować zakupy i rebalancing pozostaje na naszej głowie.

5 4 votes
Article Rating
Powiadomienia o nowych komentarzach
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kuba
Kuba
6 miesięcy temu

Super

Newsletter

Spis treści