Jak wprowadzić mądre kieszonkowe dla swojego dziecka? Nadszedł Nowy Rok, czyli tradycyjnie okres postanowień, kiedy kreślimy plany na przyszłość i podejmujemy nowe wyzwania. Ten odcinek jest skierowany przede wszystkim do rodziców, którzy chcą zadbać o edukację finansową swojego dziecka. Serdecznie Was zapraszam na rozmowę z Dorotą Wiśniewską, autorką Finkids.pl – headhunterką, przedsiębiorczynią i edukatorką finansową dzieci, a prywatnie…moją żoną. 🙂 Będziemy rozmawiać o tym, dlaczego warto wprowadzić kieszonkowe dla swojego dziecka oraz jak to zorganizować, aby dziecko efektywnie uczyło się zarządzać swoimi pieniędzmi. Będziemy Was zachęcać, abyście podjęli noworoczne wyzwanie, aby przygotować mądre kieszonkowe, skrojone dla Waszego dziecka. Jeżeli je podejmiecie, zachęcamy do skorzystania z materiałów Doroty, które w 4 krokach pomogą Was przeprowadzić przez cały proces. Aby uzyskać do nich bezpłatny dostęp, wystarczy zapisać się na newsletter finkids.pl.
Agenda rozmowy
- 01:08 – Kim jest Dorota Wiśniewska?
- 03:19 – Czy warto edukować dzieci finansowo?
- 06:42 – Jak edukować dzieci finansowo?
- 09:17 – Czym jest wyzwanie „Mądre kieszonkowe”?
- 12:30 – Czy w ogóle dawać kieszonkowe?
- 14:04 – W jakim wieku zacząć dawać kieszonkowe dziecku?
- 17:37 – Jak ustalić kwotę kieszonkowego?
- 20:21 – W jakiej formie wypłacać kieszonkowe?
- 27:17 – Kiedy i jak często wypłacać dziecku pieniądze?
- 28:05 – Na co kieszonkowe powinno dziecku starczyć?
- 30:31 – Czy dziecko powinno na kieszonkowe zarobić?
- 34:25 – Czy warunkować wypłaty zachowaniem, ocenami lub obowiązkami domowymi?
- 38:03 – Czy rodzic powinien ingerować w to, jak dziecko wydaje kieszonkowe?
- 43:02 – Co zrobić, aby dziecko przestrzegało zasad kieszonkowego?
- 46:10 – Czy do prowadzenia kieszonkowego wystarczy opierać się na pamięci czy stosować jakąś dokumentację?
- 49:08 – Czy dawać dziecku okresową „podwyżkę” kieszonkowego?
- 51:52 – Jakie błędy rodzice popełniają najczęściej i jak ich uniknąć?
Wersja wideo
Podcast
Słuchaj też na: Apple Podcasts, Spotify, iHeartRadio, Amazon Music, CastBox, Deezer, Podcast Addict, Podchaser
Linki odcinka
Tekst – wersja skrócona
Artur: Cześć Dorota, witam Cię serdecznie na moim kanale. Bardzo się cieszę, że przyjęłaś zaproszenie do rozmowy. Będziemy dzisiaj rozmawiać o edukacji finansowej, a w szczególności o tym, jak zbudować mądre kieszonkowe dla swojego dziecka. Chcemy też rzucić naszym widzom wyzwanie, aby spróbowali stworzyć taki system razem ze swoimi pociechami. Z wprowadzenia część osób już wie, że jesteś moją żoną, ale dla wielu pozostajesz postacią tajemniczą. Powiedz proszę, czym się zajmujesz i czy edukacją finansową interesowałaś się od zawsze?
Dorota: Obecnie faktycznie zajmuję się edukacją finansową dzieci w ramach projektu Finkids.pl, jednak nie zawsze tak było. Moja ścieżka zawodowa zaczęła się od rekrutacji – byłam headhunterką, głównie w obszarze finansów. Później, gdy pojawiły się dzieci i potrzebowałam bardziej elastycznej pracy, prowadziłam własną firmę zajmującą się sprzedażą odzieży ekskluzywnej. Docelowo jednak zawsze ciągnęło mnie do finansów, które w mojej rodzinie są obecne od pokoleń – to dla mnie najbardziej intuicyjna branża. Połączenie pasji do finansów i miłości do dzieci zaowocowało właśnie projektem Finkids.
Artur: Zanim przejdziemy do szczegółów, muszę zadać fundamentalne pytanie: czy warto w ogóle edukować dzieci finansowo? Często można spotkać się z opinią, że dzieci powinny mieć po prostu beztroskie dzieciństwo, a na naukę o pieniądzach przyjdzie czas, gdy staną się nastolatkami lub wejdą w dorosłość.
Dorota: To prawda, że dzieci powinny mieć czas na zabawę i popełnianie błędów, ale edukacja finansowa wcale tego nie wyklucza, a wręcz pomaga. Idealnym przykładem jest właśnie kieszonkowe, dzięki któremu dziecko może uczyć się na własnych pomyłkach, wydając oszczędności na „głupoty” i wyciągając z tego cenne lekcje na przyszłość. Warto obalić mit, że edukacja finansowa to nudne wykłady o ekonomii czy wzorach makroekonomicznych. To raczej krótkie, regularne powtórki, podobnie jak nauka higieny – nie robimy wykładów o bakteriach, tylko codziennie przypominamy o myciu rąk. Celem jest nie tylko umiejętność oszczędzania czy zarządzania własnym budżetem, ale także obniżenie poziomu materializmu u dzieci, aby postrzegały pieniądze jako narzędzie do osiągania celów, a nie cel sam w sobie.
Artur: Jeśli więc uznamy, że warto, to jak edukować dzieci finansowo?
Dorota: Kieszonkowe jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi, ponieważ oferuje naukę w praktyce, co działa lepiej niż czysta teoria. Musi ono jednak być elementem większej całości; samo w sobie nie zadziała. Niezbędne są regularne rozmowy – na przykład w sklepie warto zapytać dziecko, czy dany przedmiot jest realną potrzebą, czy tylko zachcianką. Kluczowe jest dawanie dziecku zdrowej autonomii, czyli pozwolenie na wydawanie pieniędzy według własnego uznania, nawet jeśli rodzic uważa to za bezsensowne. Pamiętajmy też o własnym przykładzie – badania pokazują, że jako rodzice mamy silniejszy wpływ na zachowania finansowe dzieci niż szkoła i praca razem wzięte.
Artur: Przejdźmy do konkretów. Czy w ogóle dawać dzieciom kieszonkowe? Sam go nie dostawałem – gdy czegoś potrzebowałem, po prostu prosiłem rodziców o pieniądze. Przeżyłem i jestem osobą oszczędną.
Dorota: Od każdej zasady są wyjątki, ale badania wyraźnie pokazują zależność: dzieci, które były uczone oszczędzania za młodu, zdecydowanie częściej robią to jako dorośli. Kieszonkowe po prostu skutecznie kształtuje te zdrowe nawyki.
Artur: W jakim wieku najlepiej zacząć? Intuicja podpowiada, że małe dzieci nie rozumieją jeszcze wartości pieniądza. Ponadto, czy to prawda, że dzieci przed 13. rokiem życia nie mogą same robić zakupów?
Dorota: Zacznę od kwestii prawnej: choć dzieci poniżej 13. roku życia nie mają pełnej zdolności do czynności prawnych, Kodeks cywilny (art. 14 § 2) pozwala im na zawieranie umów w drobnych, codziennych sprawach, jak zakup lizaka, soku czy bluzeczki. Jeśli chodzi o wiek, dobrym momentem jest zazwyczaj szósty rok życia. Dzieci w tym wieku umieją już liczyć w podstawowym zakresie, rozumieją, że pieniądze wymienia się na towary, i zaczynają kształtować swój system moralny. Oczywiście wszystko zależy od indywidualnej gotowości – rodzic musi zaobserwować, czy dziecko odróżnia już wczoraj od jutra i czy nie traktuje banknotów wyłącznie jak zabawek.
Artur: Kolejna ważna kwestia: jak ustalić kwotę kieszonkowego? Częstym pomysłem jest metoda „tyle złotych, ile dziecko ma lat”.
Dorota: To niestety błąd, choć często powielany przez brak rzetelnych źródeł. Wysokość kieszonkowego powinna wynikać z oszacowania realnych wydatków dziecka. Należy prześledzić typowy tydzień: czy dziecko kupuje gorącą czekoladę po basenie, czy dajemy mu na bajgla w szkole, czy ma samo opłacać klasowe mikołajki. Musimy zdecydować, co finansujemy my, a co ma pokrywać kieszonkowe. W moim wyzwaniu udostępniam specjalne arkusze, w których wystarczy wpisać te wydatki, a system sam wylicza sugerowaną kwotę.
Artur: Kiedy już ustalimy kwotę, pozostaje pytanie: kiedy, jak często i w jakiej formie wypłacać środki? Czy w XXI wieku karta nie jest najlepszym rozwiązaniem?
Dorota: Forma elektroniczna jest wygodna dla nas, ale dla dzieci przed dziesiątym rokiem życia zdecydowanie rekomenduję gotówkę. Dzieci w tym wieku rzadko potrafią myśleć abstrakcyjnie, a pieniądze na koncie to dla nich tylko niejasne cyferki. Fizyczne obcowanie z bilonem i banknotami pomaga w nauce liczenia, sortowania i ćwiczy motorykę małą. Co więcej, płatność kartą sprzyja impulsywności – badania pokazują, że płacąc bezgotówkowo, jesteśmy w stanie wydać nawet dwa razy więcej. Płatność kartą pobudza układ nagrody w mózgu i produkcję dopaminy, co u dzieci z niedojrzałą jeszcze korą przedczołową (odpowiedzialną za samokontrolę) może prowadzić do utraty kontroli nad wydatkami. Na formę elektroniczną warto przechodzić stopniowo, gdy widzimy, że dziecko radzi sobie z planowaniem budżetu. Co do częstotliwości – im młodsze dziecko, tym krótszy powinien być horyzont czasowy, więc najlepsze są tygodniówki. Nastolatki mogą już otrzymywać wypłaty raz w miesiącu.
Artur: Na co dokładnie powinno starczyć kieszonkowe?
Dorota: Powinno pokrywać wszystkie potrzeby i podstawowe zachcianki. Dzięki temu kieszonkowe nie jest kolejnym kosztem dla rodzica, tylko przesunięciem środków, które i tak byśmy wydali. Zamiast samemu kupować dziecku czekoladę po basenie, dajemy mu na to pieniądze, by samo zdecydowało: kupić teraz, czy zaoszczędzić na droższą zabawkę.
Artur: A co, jeśli dziecko marzy o czymś bardzo drogim, np. dużym zestawie Lego?
Dorota: Wtedy warto pobudzić przedsiębiorczość dziecka. Możemy pozwolić mu na dodatkowe zarobkowanie przy drobnych pracach, które mu zlecimy lub które wykona poza domem. Możemy też stymulować oszczędzanie, oferując „bonusy” – np. dołożymy 2 złote do każdych uzbieranych 10 złotych lub ustalimy stawkę procentową (odsetki) dla starszego dziecka. Ważne, by kieszonkowe nie starczało na wszystkie marzenia, bo to rodzi postawę roszczeniową i lenistwo.
Artur: Czy wypłatę należy warunkować zachowaniem, ocenami lub obowiązkami domowymi? Przecież dawanie pieniędzy dziecku, które ma bałagan w pokoju, wydaje się niemoralne.
Dorota: To kolejna ślepa uliczka. Głównym celem kieszonkowego jest nauka zarządzania pieniędzmi – jeśli je odbierzemy za karę, dziecko traci możliwość nauki, bo nie ma czym zarządzać. Ponadto modelujemy wtedy motywację zewnętrzną: dziecko jest miłe dla rodzeństwa lub uczy się tylko dla pieniędzy, a nie z poczucia wspólnoty czy własnego interesu w przyszłości. Kieszonkowe powinno pozostać bezwarunkowe, a do wychowania należy szukać innych metod.
Artur: Czy rodzic powinien ingerować w to, jak dziecko wydaje kieszonkowe?
Dorota: Co do zasady – nie, to są pieniądze dziecka. Lepiej, by teraz popełniło błąd i „straciło” 500 złotych na karty piłkarzy, niż jako dorosły wydało 5000 na zbędny luksus. Błędy są trampoliną do sukcesu; nauka płynąca z poniesienia konsekwencji (np. konieczność życia o chlebie i wodzie do końca miesiąca) jest najskuteczniejsza. Wyjątkiem są sytuacje niebezpieczne, jak zakup alkoholu – wtedy mamy obowiązek zainterweniować, ale pamiętajmy, że to zazwyczaj tylko objaw głębszych problemów, których nie rozwiąże samo odebranie pieniędzy. Zamiast moralizować, rozmawiajmy z dzieckiem: „Czy po czasie jesteś zadowolony z tego zakupu?”.
Artur: Co zrobić, aby dziecko przestrzegało zasad kieszonkowego samo z siebie?
Dorota: Kluczem jest zaproszenie dziecka do współtworzenia systemu. Podobnie jak w pracy chętniej przestrzegamy zasad, które z nami skonsultowano, tak dziecko chętniej zaakceptuje reguły, które z nami wynegocjowało. Niezbędne jest też spisanie umowy. Taka kartka określająca wysokość wypłaty, jej częstotliwość i zakres odpowiedzialności buduje powagę tematu i pozwala uniknąć konfliktów wynikających z zawodnej pamięci.
Artur: Czy do prowadzenia kieszonkowego wystarczy pamięć, czy potrzebna jest jakaś dokumentacja?
Dorota: W ramach mojego wyzwania oferuję komplet arkuszy: do wyliczania kwoty, ustalania zakresu odpowiedzialności (kto za co płaci) oraz wzór samej umowy. Nie jest tego dużo, ale ta dokumentacja pomaga, by wszystko miało „ręce i nogi”. Dodatkowo przygotowałam „ściągę” dla rodziców, jak prowadzić rozmowy o oszczędzaniu i dzieleniu się z innymi.
Artur: Czy robić dziecku okresową „podwyżkę” kieszonkowego?
Dorota: Nie polecam automatycznego indeksowania o inflację czy wiek bez analizy potrzeb. Najlepiej zainspirować dziecko, by to ono przyszło do nas i spróbowało wynegocjować podwyżkę. To świetna okazja, by poprosić o prowadzenie zapisków przez kilka tygodni i pokazanie, na co konkretnie brakuje środków. Dzięki temu uczymy dziecko argumentacji i unikamy bierności.
Artur: Podsumowując, jakie błędy rodzice popełniają najczęściej i jak ich uniknąć?
Dorota: Najczęstsze to: błędne ustalanie kwoty na podstawie wieku, niewłaściwa forma (zbyt wczesna karta lub zbyt długa gotówka), traktowanie kieszonkowego jako jedynego elementu edukacji oraz warunkowanie go zachowaniem. Bardzo ważne jest też to, kto pamięta o wypłacie. To rola rodzica (płatnika), a nie dziecka. Opóźnienia niszczą zaufanie, które jest podstawą relacji. Z drugiej strony, nie róbmy „przyspieszeń” – jeśli dziecko się spłukało, musi poczekać do kolejnej wypłaty, by poczuć konsekwencje. W sytuacjach pilnych (np. bilet na wycieczkę) możemy spisać umowę pożyczki pod zastaw dodatkowych prac domowych.
Artur: Dorota, bardzo dziękuję za tę dawkę wiedzy. Zachęcam wszystkich do podjęcia wyzwania na stronie finkids.pl, gdzie przez cztery tygodnie w ramach newslettera otrzymacie bezpłatne wskazówki i materiały pomocne w budowaniu zdrowych nawyków finansowych u Waszych dzieci.
Dorota: Również bardzo dziękuję. Pamiętajcie, że choć stworzenie mądrego kieszonkowego wymaga trochę czasu, to wspaniała przygoda i okazja do konstruktywnych rozmów z dziećmi, które wykraczają daleko poza tematykę kreskówek.

