FUNDUSZE

Jak działają fundusze indeksowe inPZU? Konrad Augustyński (TFI PZU)

konrad-augustynski-fudnusze-indeksowe-inpzu

Fundusze pasywne czy aktywnie zarządzane – to coraz bardziej aktualny dylemat, bo na naszym rynku przybywa rozwiązań pasywnych. Z jednej strony jedynie fundusze aktywnie zarządzane dają szansę na pokonanie rynku. Jednak większości zarządzających ta sztuka się nie udaje. Z drugiej strony mamy fundusze pasywne, które rynku nigdy nie pobiją, ale opłata za zarządzanie jest w ich przypadku znacznie niższa. Kilka miesięcy temu zadebiutowały fundusze indeksowe inPZU, które pobierają opłatę za zarządzanie 0,5%, podczas gdy w fundusze aktywne (akcyjne) – średnio 3,5%. O to, jak działają fundusze indeksowe inPZU, zapytałem Konrada Augustyńskiego, Dyrektora Biura Zarządzania Metodami Ilościowymi TFI PZU, który zarządza tymi funduszami. Z wywiadu dowiesz się m.in.:

  • W co inwestują fundusze inPZU – w jaki sposób naśladują rynek?
  • Jaka jest ich płynność?
  • Jak wygląda dokładność odwzorowania i z czego mogą wynikać ewentualne odchylenia?
  • Czy klienci ponoszą ryzyko walutowe?
  • Czy lepiej inwestować w fundusze pasywne czy aktywnie zarządzane?

Od lat mówiło się, że Polska to za mały rynek na ETF. Na fundusze indeksowe jest wystarczający?

Fundusz indeksowy to nie to samo, co ETF. Wydaje mi się, że jeśli na rynku jest miejsce na aktywnie zarządzane, to tym bardziej na pasywne.

Tylko rola zarządzającego jest inna?

Moja praca jest bardzo podobna do tego, co robią zarządzający w funduszach aktywnych. Oni muszą jednak benchmark, czyli indeks, pobić, a ja mam zrobić wszystko co możliwe, aby osiągnąć jak najbardziej do niego zbliżoną stopę zwrotu. Niezależnie jednak czy chce się pobić, czy odwzorować indeks, trzeba go umieć jednoznacznie określić i policzyć jak dużo należy kupić/sprzedać danego instrumentu, aby zrobić „zakład”, który pozwoli osiągnąć zamierzony cel.

Zarządzanie funduszem pasywnym jest łatwiejsze?

Ja bym powiedział, że trudniejsze. Jeśli w funduszu aktywnie zarządzanym jest przeważenie w dajmy na to akcje KGHM, to nie ma wielkiego znaczenia, czy różnica wyniesie 1,5 czy 2% powyżej pozycji „neutralnej”. Bo jeśli dobrze wybrałeś spółkę, to zarabiasz w obu przypadkach, tylko czasem zarobisz trochę więcej, a czasem mniej. I napływ nowych środków może zmniejszyć twoje przeważenie, ale cały czas zakład możesz mieć otwarty. W funduszu pasywnym moim celem jest trafić w punkt. Więc to, czy jestem neutralny, czy przeważony bądź niedoważony ma duże znaczenie. Nie robię „zakładów” z rynkiem. Nie oceniam czy np. KGHM będzie się teraz zachowywał lepiej lub gorzej. Mam dać klientowi dokładną ekspozycję na rynek.

Posłużyłeś się przykładem akcji. W jakie instrumenty inwestują wasze fundusze indeksowe?

Mamy w tym momencie 6 subfunduszy tworzących fundusz parasolowy. Dwa bazujące na indeksach akcyjnych, cztery na indeksach obligacyjnych w tym jeden skoncentrowany na bardzo krótkich obligacjach. Na wszystkich stosujemy 3 rodzaje replikacji: pełną, częściową (stratified sampling, metoda doboru próby) oraz syntetyczną.

Na czym one polegają?

Pierwsze dwie metody polegają na tym, że kupujemy wyłącznie instrumenty „benchmarkowe”. Czyli jeśli jest to fundusz akcyjny, to kupujemy akcje wchodzące w skład indeksu. Jeśli fundusz obligacyjny, to analogicznie obligacje. Czasami mogą się zdarzyć obligacje czy akcje spoza odwzorowywanego indeksu, ale taka sytuacja wynika najczęściej z tego, że wypadły one z benchmarku albo pojawiły się w nim w wyniku np. przejęć lub łączenia się spółki, której akcje już posiadamy w portfelu z firmą spoza indeksu.

A trzecia metoda?

W przypadku trzeciej metody – syntetycznej – wykorzystujemy ETF’y i kontrakty terminowe na indeksy lub jego składowe. Obecnie w żadnym z funduszy w zasadzie nie ma kontraktów terminowych, jedynie w funduszu akcji polskich jest ich symboliczna ilość. W przeszłości korzystaliśmy też z kontraktów na akcje rynków rozwiniętych. ETF’y wykorzystujemy znacznie częściej.

Jaką część funduszy stanowią ETF’y?

Najwięcej jest ich w funduszu akcji rynków rozwiniętych – ok. 20%. Tam mamy ETF na cały indeks oraz na jego podindeksy, w tym na dwa rynki, których nie jesteśmy w stanie kupić samodzielnie (Singapur i Hongkong) z uwagi na limity inwestycyjne wynikające z ustawy u funduszach. Na początku ETFy stanowiły ponad 40%, ale to było w chwili, gdy dopiero ruszaliśmy z projektem. Z biegiem czasu utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że nasze metody działają i możemy wykorzystywać inne, tańsze instrumenty. Obecnie fundusz inwestuje głównie bezpośrednio w akcje spółek – jest ich ok. 450, co stanowi ok. 30% wszystkich pozycji benchmarku. Czasami korzystamy również z kontraktów terminowych na indeks, i to zarówno jeśli chodzi o budowanie długiej pozycji jak i krótkiej, gdy dajmy na to mam za dużo akcji (np. 90,5%) i muszę zredukować ich udział.

W innych funduszach udział ETF’ów jest mniejszy?

ETF’y w dużym stopniu wykorzystujemy w funduszu obligacji rynków rozwiniętych (też ok. 20%). Konkretnie ETF na japońskie obligacje.

Dlaczego?

Głównie ze względu na trudności operacyjne w bezpośrednim dostępie do tego rynku. Banki rozliczające transakcje muszą uzyskać specjalną certyfikację na lokalny rynek. Z tego co nam wiadomo, żaden depozytariusz w Polsce nie udostępnia takiej możliwości. Musieliśmy więc znaleźć rozwiązanie zastępcze, żeby uzyskać tę ekspozycję, chociaż obecnie ich brak w portfelu nie byłoby dużym ryzykiem, bo dają mały zysk, co wynika z poziomu japońskich stóp procentowych. Znaleźliśmy ETF, którym jesteśmy w stanie je dobrze zreplikować.

Co do zasady kupujecie czyste akcje lub obligacje. W którym funduszu macie najwięcej innych instrumentów?

Najwięcej „pozabenchmarkowych” instrumentów mamy w funduszu inwestycji bezpiecznych – 100%. Z tej prostej przyczyny, że sam benchmark jest niereplikowalny – nie da się kupić miesięcznego depozytu rolowanego codziennie. Na pozostałych funduszach pozycji pozabenchmarkowych praktycznie nie ma.

Czy napływy macie głównie do obligacji czy do akcji?

Ostatnimi dniami największe napływy są do funduszy obligacji rynków rozwiniętych i obligacji polskich. Wcześniej było różnie. Niektórzy inwestorzy próbują aktywnie grać, przenosząc co kilka dni/tygodni środki pomiędzy funduszami obligacji i akcji. Ukierunkowanie napływów jest w dużej mierze pochodną tego, jak się zachowują klasy aktywów, na których oparte są fundusze.

Klientów przeważnie interesuje, czy fundusz zarobi więcej czy mniej, niż dany indeks. Jednak na funduszach akcyjnych benchmarkiem nie jest cały indeks, lecz 90% indeksu, a pozostałe 10% to aktywa płynne. Skąd taka postać benchmarku?

Bardzo dobre pytanie [śmiech]. To jest kwestia wyłącznie płynnościowa – żeby nieoczekiwany większy odpływ pieniędzy nie sprawił, że nie będziemy w stanie go zrealizować, albo wymusi na nas pogorszenie dopasowania portfela do benchmarku. Jeśli miałbym zainwestowane 100% aktywów, a ktoś zechciałby wyciągnąć dzisiaj pieniądze, to mogę oczywiście sprzedać akcje, ale gotówki i tak nie dostarczyłbym na dziś, ze względu na czas rozliczenia. Obecnie mogę w tym celu wykorzystać aktywniej kontrakty terminowe, aby stworzyć sobie w ten sposób tę poduszkę płynnościową. Zmieniliśmy zresztą z tego powodu statut funduszu. Tak czy inaczej, chciałbym, aby w przyszłości indeks stanowił 100% benchmarku i niewykluczone, że to się uda.

Zależało nam na maksymalnym skróceniu okresu oczekiwania na umarzane środki. Sprzedaż akcji standardowo rozlicza się w ciągu co najmniej trzech dni roboczych. Poduszka płynnościowa pozwala nam na wypłacenie środków bez konieczności czekania na rozliczenie transakcji na rynkach giełdowych.

fundusze-indeksowe-inpzu

Z obligacjami nie było obawy o płynność?

Nie, w ich przypadku nie mam takich obaw. Jeśli doszłoby do odpływu kapitału, jestem w stanie sprzedać obligacje z rozliczeniem na dzisiaj. A nawet jeśli nie, to mogę pożyczyć pieniądze w zastaw za obligacje.

Czy, w odniesieniu do funduszy inwestujących za granicą, płynność jest wyższa w porównaniu z polskim rynkiem?

Tak. Weźmy fundusz inPZU Akcje Rynków Rozwiniętych. W skład jego benchmarku wchodzi ponad 1600 największych spółek z całego świata. Płynność jest tam ogromna. Gdyby Polska była sklasyfikowana jako rynek rozwinięty i znalazła się w tym benchmarku, to nie wiem czy nawet PKO BP by się znalazł w tym gronie.

Czy dostępność tych rynków jest jednakowa?

Tak, ale jest kilka wyjątków, wynikających głównie z naszych lokalnych ograniczeń bądź ustawowych, bądź rozliczeniowych, np. Hongkong. Tu brak dostępności wynika z tego, że jest to kraj nie należący do OECD. Mamy też problemy z kupieniem tamtejszej waluty.

Z obligacjami rynków zagranicznych nie ma problemu?

W funduszu inPZU Obligacji Rynków Rozwiniętych nominały obligacji są bardzo małe. Obligacje niemiecką można kupić już za 1 EUR. To są najpłynniejsze rynki świata. Mamy problem jedynie z obligacjami japońskimi, o którym już wspomnieliśmy, oraz, z podobnych powodów, kanadyjskimi. Ale to są problemy wyłącznie o charakterze operacyjnym, a nie płynnościowym – bo to są najbardziej płynne instrumenty na świecie.

Gdyby wszyscy uczestnicy funduszu jednego dnia złożyli dyspozycje umorzenia, ile czasu zajęłaby sprzedaż aktywów wszystkich funduszy?

W przypadku każdego z funduszy inPZU jestem w stanie sprzedać wszystkie aktywa tego samego dnia, aby za dwa, trzy dni mieć transakcje rozliczone. Najmniejsza płynność jest na obligacjach rynków wschodzących, ale generalnie one też są płynne. To jest tylko kwestia ceny. Obniżając ją, dajmy na to o 1%, nawet na tych rynkach mógłbym sprzedać wszystko od ręki. Jednak, aby m.in. uniknąć ryzyka płynności, nie odwzorujemy dokładnie benchmarku obligacji rynków wschodzących. Omijamy obligacje o niewystarczającej wiarygodności kredytowej. To niestety sprawia, że mam największe trudności z dopasowaniem stopy zwrotu do indeksu, ale przynajmniej nie obawiam się, że nie będę mógł czegoś sprzedać. Zresztą historia pokazuje, że nawet obligacje państw, które zbankrutowały wciąż są handlowane, np. obligacje argentyńskie.

Powiedziałeś, że w przypadku obligacji rynków wschodzących bywają trudności z dopasowaniem. ETFy mają czasem problem z odzwierciedleniem indeksu. Jak u was wygląda dokładność odwzorowania?

To nie wynika z trudności z odzwierciedleniem indeksu przez ETF. Weźmy na przykład ETF na indeks akcji rynków rozwiniętych (MSCI World) notowany w Londynie – to dokładnie ten sam indeks, który jest naśladowany przez nasz fundusz inPZU akcji rynków rozwiniętych. Zdarzały się dni, kiedy różnica w stopie zwrotu w pojedynczym dniu wynosiła nawet 3 punkty procentowe. A kolejnego dnia mieliśmy do czynienia z wahnięciem w drugą stronę. Nie wynikało to ze złego dopasowania, tylko z prozaicznych, wycenowych powodów. Indeks jest wyceniany na koniec amerykańskiej sesji, a ETF jest notowany na giełdzie w Londynie, która zamyka się wcześniej, niż amerykańska. I wszystko co się wydarzy po jej zamknięciu sprawia, że powstaje wspomniana różnica na cenach zamknięcia. My napotykamy te same problemy. Dodatkowo reguluje nas ustawa o funduszach inwestycyjnych, która mówi, że wszystkie instrumenty w walucie obcej musimy wyceniać używając kursów walut z fixingu NBP z godz. 11:00. To jest zdecydowanie inna wartość niż ta, którą przyjmują dostawcy indeksu i dodatkowo powoduje jednodniowe odchylenia. Jednak w przypadku wspomnianych ETFów następnego dnia te różnice się odwracają, a w dłuższych okresach są w zasadzie nieistotne i stanowią jedynie „szum”.

Które fundusze najłatwiej i najtrudniej odwzorować?

Najłatwiej odwzorować  inPZU Obligacje Polskie, podobnie zresztą jak inPZU Akcje Polskie. Jednak w tym drugim przypadku jest to akurat o tyle łatwe do zrobienia, bo inwestujemy tam we wszystkie 60 akcji z indeksu. Codzienna aktywność wynika z ruchów rynku, bo jeśli ceny akcji rosną, każda zaczyna przeważać w portfelu, i trzeba reagować, sprzedając trochę akcji, żeby wrócić do alokacji na poziomie 90%. Zarówno z poziomu dopasowania jak i wyników jestem bardzo zadowolony.

Zajmuje się tym jakiś automat?

Zajmuje się tym 3 osobowy zespół, którym kieruję. Wspomagamy się oczywiście narzędziami, które sami zbudowaliśmy, a które pomagają nam podjąć decyzję jakie ruchy wykonać, ale na koniec dnia ostateczna decyzja zawsze należy do człowieka. Czasami zamiast sprzedać np. 10 tys. akcji spółki X i 10 tys. spółki Y lepiej sprzedać 20 szt. tylko jednego papieru i ponieść niższy koszt transakcyjny.

Z którymi funduszami jest najtrudniej o dokładną replikację?

Najtrudniej jest dopasować fundusz inwestycji ostrożnych – z tej przyczyny, że jego benchmark jest nieinwestowalny. Od chwili uruchomienia platformy inPZU.pl, fundusz bije benchmark o ok. 20 pipsów. Ale możliwe, że niedługo te wyniki się do siebie zbliżą.

Odchylenia zdarzały się też w funduszu obligacji rynków rozwiniętych i rynków wschodzących, ale od września wszystko wygląda tam bardzo dobrze. Zresztą odwzorowanie stopy zwrotu benchmarku funduszu InPZU Obligacji Rynków Rozwiniętych to w ogóle jest majstersztyk, ponieważ składa się on z ponad 800 obligacji, a w naszym portfelu jest ich niecałe 40. Po prostu można mądrzej kupić ekspozycję na indeks. Przy 10 mln aktywów nie byłbym w stanie kupić 800 obligacji.

Ze względu na koszty?

Tak – są koszty transakcyjne, depozytariusza, rozliczeniowe. Najistotniejsze koszty występują dla funduszu akcji rynków rozwiniętych – nieumiejętne zarządzanie może spowodować, że będą stanowiły prawie drugie tyle, co opłata za zarządzanie.

A odchylenia w funduszu obligacji rynków wschodzących?

Są niewielkie, ale się zdarzają. Benchmark jest tam dobrze zdywersyfikowany. Jest w nim ponad 600 obligacji z ok. 60 krajów. My mamy ich w portfelu oczywiście dużo mniej.

Dlaczego?

W przypadku 70% tych emisji minimalna jednostka transakcyjna wynosi 200 tys. dolarów, czyli – doliczając kupony – prawie 800 tys. zł. Stąd też na samym początku było nam bardzo trudno cokolwiek kupić. Mając 10 mln zł, jeśli kupiłbym 5 takich obligacji, to złamałbym ustawę o funduszach inwestycyjnych, która wymusza odpowiednią dywersyfikację. Fundusz mógł w ogóle rozpocząć działalność, gdy został zasilony pieniędzmi Grupy PZU. Strata w stosunku do benchmarku z jego pierwszych miesięcy działania wynikała wyłącznie z tego powodu oraz z kosztów hedgowania.

Czy ryzyko kursu walutowego jest wyeliminowane w przypadku wszystkich funduszy rynków zagranicznych?

Staramy odzwierciedlić stopę zwrotu równą zmianie wartości indeksu. Klienci wpłacają złotówki, a ja je muszę zamienić na dolary, euro, jeny, aby kupić odpowiednie instrumenty. Pojawia się „koszt” hedgingu, który muszę ponieść. Nie chodzi tu bynajmniej o jakieś marże bankowe i opłaty, a o różnicę w stopach procentowych, które sprawiają, że kursy forwardowe wymiany walut są raz mniejsze a raz większe od kursu bieżącego. Dla przykładu: w tym momencie hedging ekspozycji dolarowych odejmuje od wyniku ok. 0,8% w skali roku. Dla ekspozycji eurowych czy jenowych z kolei dodaje ok. 2%. W dłuższym terminie ten koszt powinien być neutralny. Raz będzie powiększać, a raz pomniejszać wynik. Moglibyśmy skorygować benchmark o te „koszty” hedgingu, ale nie chcemy komplikować statutów mało przejrzystymi formułami.

ETF na S&P500, notowany na GPW, posiada ekspozycję walutową, więc inwestorzy nie ponoszą kosztów zabezpieczenia przed zmianą kursu (USDPLN)…

Tak, ale w zamian dostają ekspozycję na dolara. Co z tego, że S&P500 zarobi dajmy na to 10%, jeśli dolar się w tym czasie osłabi do złotego o 10% i fundusz zarobi zero. To raczej nie będzie to, czego klient oczekiwał. Kupując ETF’a na S&P500 liczysz, że zarobisz na amerykańskich akcjach a nie na dolarze. Kurs dolara może popsuć całą stopę zwrotu.

Czy wszystkie fundusze jest tak samo łatwo zabezpieczyć przed ryzykiem kursowym?

Tak, chociaż wyjątkiem jest fundusz akcji rynków rozwiniętych. W jego przypadku naśladowany indeks – MSCI World – już sam posiada ekspozycję walutową

Co to znaczy?

Jest to indeks liczony w dolarze, ale są tam też akcje japońskie, niemieckie itd. Indeks ma więc ekspozycję na EURUSD, JPYUSD, AUDUSD, itd. My, żeby odwzorować stopę zwrotu z indeksu musimy odzwierciedlić zarówno ekspozycję wynikającą z akcji, jak i z tej pozycji walutowej. Zarządzamy nie tylko akcjami, ale też pozycją walutową.

Wśród waszych funduszy indeksowych nie ma funduszy mieszanych – popularnych w Polsce stabilnego wzrostu lub zrównoważonych. Na zachodzie nie cieszą się one takim powodzeniem jak u nas. Czy polski rynek zaczyna odchodzić od nich?

W przypadku funduszy aktywnie zarządzanych produkty mieszane mają rację bytu. Powierzając zarządzającemu pieniądze liczysz na to, że nie tylko będzie wybierał lepsze czy gorsze spółki, ale też rozpozna czy rynek jest w hossie czy w bessie i „zagra” alokacją.

W przypadku funduszy pasywnych nie ma żadnej korzyści z posiadania funduszu mieszanego. Dla mnie ta część depozytowa w funduszu akcyjnym jest tylko utrudnieniem. Muszę codziennie dbać o to, żeby ekspozycja akcyjna wynosiła 90%, co jedynie generuje koszty. Przy funduszach pasywnych inwestor sam decyduje o alokacji i okresowo może dostosować sobie udziały akcji i obligacji samemu, konwertując jeden fundusz na drugi.

Z akcji zagranicznych macie jedynie fundusz rynków rozwiniętych. Wydaje mi się, że dla osoby, która chce inwestować pasywniedługoterminowo lepszy byłby fundusz inwestujący globalnie, czyli również na rynkach rozwijających się. Nie uważasz?

Co jest lepsze, ciężko mi się wypowiadać. Przez ostatnie 10 lat fundusz globalny (inwestujący również w rynki wschodzące) akurat zachowałby się gorzej niż fundusz rynków rozwiniętych. Nie utworzyliśmy funduszu inwestującego w akcje rynków wschodzących,  bo w przypadku MSCI Emerging Markets ponad 70% indeksu stanowią rynki spoza OECD, a polskie ustawodawstwo jest bardzo restrykcyjne w tej kwestii i wymaga odpowiedniej zgody KNF na każdy konkretny rynek, którą bardzo trudno uzyskać. Do tego dochodzą ograniczenia związane z walutami i rozliczeniami. To nie jest łatwy produkt, żeby nim zarządzać z Polski. Musi być zarządzany bardziej syntetycznie. Wiemy, że to naturalny kierunek rozwoju oferty, więc może uda się go kiedyś wprowadzić.

Kogo traktujecie jako swoją konkurencję? ETF’y notowane na GPW? ETF’y zagraniczne dostępne w domach maklerskich? Fundusze aktywnie zarządzane?

Według mnie alternatywą dla funduszu pasywnego byłyby fundusze aktywne. Pytanie tylko czy te aktywnie zarządzane pobiją benchmark i zrekompensują wyższe koszty. A poza funduszami aktywnymi – kontrakty terminowe, bo to jest czysta ekspozycja na rynek. ETF’y zagraniczne – pewnie trochę tak, ale ich dostępność jest ograniczona i tak naprawdę nie znajdziesz ETF’a, który miałby dokładnie tę samą ekspozycję, co my. W przypadku ETF’ów, które są w Polsce notowane, dochodzi ryzyko kursowe, o którym wspomnieliśmy, a chcąc handlować na giełdach zagranicznych nie znajdziesz ETF-a notowanego w polskim złotym – także też trzeba kupić walutę. Ekspozycja walutowa według mnie przekreśla ten produkt.

Dlaczego?

Bo jeśli miałbym w to zainwestować, to muszę mieć pogląd nie tylko na S&P500, ale też na dolara (USD/PLN). A podejrzewam, że tam korelacja często jest nawet ujemna. Więc to, co się zarobi na indeksie, zostanie „zjedzone” przez zmianę kursu walutowego. Oczywiście są też plusy ETF-ów – możesz kupić i sprzedać choćby co 5 minut. My zaoferowaliśmy fundusz otwarty, nabycia i umorzenia możliwe są codziennie, a ich rozliczenie trwa 1 czy 2 dni robocze.

sp500-usdpln

A opłaty?

To też jest mit, że ETF’y są mniej kosztowne. Owszem, mają niższy koszt zarządzania, ale dodatkowo masz opłaty brokerskie za wejście i wyjście, a u nas ich nie ma. I oczywiście, rzadko który daje ci ekspozycję w złotówce. A my tą ekspozycję dajemy.

inPZU jest funduszem parasolowym, więc nie trzeba płacić podatku przenosząc środki miedzy funduszami (dopiero przy wyjściu). Ale ETF notowany na giełdzie można kupić w ramach IKE i optymalizować podatki. Co się bardziej opłaca?

Ciężko mi się wypowiadać, bo nie analizowałem nigdy tego od tej strony. Pewnie najlepiej byłoby mieć IKE z naszymi funduszami, i może w przyszłości takie produkty pojawią się w ofercie. Z tego co wiem, trwają prace nad wprowadzeniem nowych funkcjonalności, aby platforma była jeszcze bardziej przyjazna użytkownikom.

Spotkałem się z opinią, że na rynkach dużych (płynnych) dobrze sprawdzają się rozwiązania pasywne. A na mniejsze (mało płynne) ciężko je wprowadzić więc tam lepiej sprawdzają się rozwiązania aktywne. Zgadzasz się?

Na niepłynnym rynku żadna strategia się nie sprawdza. Im rynek jest mniej płynny, tym zarządzanie jest trudniejsze. Ale to nie jest funkcja tego czy fundusz jest pasywny, czy niepasywny, tylko tego czy masz duże możliwe napływy/odpływy. Najczęściej problem dotyczy zagospodarowania odpływu i od kilku lat dotyka np. polskich MiŚ’ów. Co z tego, że niektóre spółki dobrze wyglądają z fundamentalnego punktu widzenia, jak jest permanentna podaż i sprzedajesz swoją pozycję przez kilka miesięcy czy lat. Niektóre TFI zawiesiły wypłaty z funduszy, bo nie były w stanie spieniężyć posiadanych akcji. Przy wielkości naszych funduszy nie mamy takich trudności. Jak budowałem fundusz akcji polskich i musiałem zainwestować 20 mln zł w spółki z mWIG40, na niektórych spółkach realizacja trwała 2-3 dni, aby nie wpłynąć za bardzo na ich wycenę. To pokazuje, że ten rynek nie jest specjalnie płynny. Przy obecnej skali robienie dopasowań oznacza naprawdę małe transakcje. Napływ lub odpływ musiałby być rzędu 50 mln zł, żeby stał się dla nas wyzwaniem. Największe odchylenia mogą się pojawiać w dniu rebalansowania indeksów, czyli 4 razy w roku – gdy coś do indeksu wchodzi lub z niego wychodzi. Można powiedzieć, że na chwilę obecną płynność polskiego rynku akcji nam nie dokucza, a obligacje są bardzo płynne. Gdy zarządzałem jeszcze portfelami PZU czy naszymi aktywnymi funduszami obligacyjnymi, zdarzyło mi się jednego dnia obracać miliardem złotych i naprawdę nie było to żadne wyzwanie od strony płynności rynku. Pozostałe nasze fundusze, bazujące na aktywach zagranicznych, operują na najpłynniejszych rynkach świata.

Czy lepiej kupować fundusze pasywne inPZU czy fundusze aktywnie zarządzane PZU?

Myślę, że na wszystkich rynkach są okresy, kiedy fundusze pasywne są lepsze, niż aktywne, i na odwrót. Aktywni managerowie zarabiają często wtedy, gdy rynek nie zmierza w jednym kierunku i selekcja ma znaczenie. Były kiedyś robione badania na dużej próbie funduszy aktywnych i pasywnych pokazujące, ilu zarządzających aktywnych biło benchmark. I to się zmieniało w czasie od 20% do 80% i z powrotem. A pasywne będą zawsze gdzieś przy benchmarku. Dla nas jest to uzupełnienie oferty.

Do kogo fundusze pasywne są skierowane? Do osoby, która nie ma wiedzy i czasu na inwestowanie i chce sobie odkładać regularnie na emeryturę? Czy dla osoby doświadczonej, która próbowała inwestować aktywnie, zrozumiała że nie jest łatwo pokonać rynek i nabrała pokory?

To ciekawe pytanie. Nawet w naszym zespole mamy rozbieżne opinie na ten temat [śmiech]. Grupa PZU otwierając te fundusze zakładała, że to będzie produkt oszczędnościowy dla wszystkich. Chociaż wydaje mi się, że nie wszystkim może być łatwo go zrozumieć.

Dlaczego?

W przypadku funduszu aktywnego dajesz zarządzającemu pieniądze i oczekujesz, że ci powie, który rynek jest lepszy, a który gorszy, że będzie śledził rynki i podejmował decyzje jak najlepsze dla twoich pieniędzy. A my w produktach inPZU dajemy ci ekspozycję na rynek. Jeśli kupiłeś fundusz akcji polskich, to dostaniesz tyle, ile rynek pozwoli. Nie obronimy cię przed spadkiem. Odpowiedzialność za alokację bierze na siebie klient.

To według mnie świetny produkt dla osoby, która jest świadoma tego w co inwestuje i która wie, że chce mieć akcje polskie, a nie amerykańskie albo na odwrót. Dzięki konstrukcji parasolowej może inwestować aktywnie, przenosząc środki między funduszami (klasami aktywów) bez podatku.

Jest to również dobry produkt dla osoby, która inwestuje długoterminowo, np. na swoją emeryturę, bo większość tych rynków w długim terminie jednak zarabia, a różnica w kosztach ma kolosalne znaczenie. Na naszych rozwiązaniach akcyjnych w okresie 10 lat oszczędzasz nawet do 40% – przez mniejsze opłaty. A do tego  wystarczy zaledwie 100 zł kapitału, aby mieć ekspozycję na akcje amerykańskie czy na obligacje, których sam nigdy byś nie kupił. Wpłacając regularnie niwelujesz też długoterminowe rozbieżności z trendem wzrostowym. To produkt, który niskim kosztem i przy niewielkim wymaganym kapitale daje ci naprawdę bardzo szeroki poziom dywersyfikacji. Daje ci praktycznie dostęp do całego globalnego rynku kapitałowego.

Dziękuję za rozmowę.

Tagi

Artur Wiśniewski

Redaktor naczelny ;) Makler Papierów Wartościowych (2370), inwestor indywidualny. Interesuje się rynkiem akcji, obligacji, funduszy, ETF i inwestycji alternatywnych. Lubi piłkę nożną, rower i góry.

Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia o nowych komentarzach  
Powiadom o