ANALIZA FINANSOWA

Analiza rachunku zysków i strat – co jest najważniejsze? Dr Andre Helin (BDO Polska)

Andre_Helin-analiza-rachunku-zyskow-i-strat

Rachunek zysków i strat może przyjmować różne formy, a na poszczególne pozycje mogą się składać różne elementy. To powoduje, że ich porównywanie ze sobą, może czasem prowadzić do błędnych wniosków. Poza tym, w oparciu o pozycje rachunku zysków i strat oblicza się szereg wskaźników rentowności (marże), więc rodzi się pytanie, na które zwracać największą uwagę. O tym, co powinna uwzględniać analiza rachunku zysków i strat, opowie dr Andre Helin, audytor, prezes BDO Polska. W wywiadzie szukam odpowiedzi na m.in. poniższe pytania:

  • Ile swobody spółki mają w kształtowaniu rachunku zysków i strat?
  • Jaka jest porównywalność rachunków?
  • Jakie różnice występują między rachunkami sporządzonymi według MSR i polskich standardów
  • Które marże są najważniejsze? Jaką mają wagę?
  • W jaki sposób spółki mogą zawyżać lub zaniżać wskaźniki?

Rachunek zysków i strat może występować w dwóch wariantach – kalkulacyjnym i porównawczym. Czy polskie standardy mocno różnią się od MSR czy USGAAP?

W międzynarodowych systemach rachunkowości układ rachunku zysków i strat nie jest tak mocno zdefiniowany, jak w przypadku polskiej ustawy o rachunkowości. Polska ustawa oparta jest na dyrektywie Unii Europejskiej i to jest układ stosowany w większości krajów UE. Dano spółkom elastyczność, ale chciano też zachować porównywalność sprawozdań finansowych.

Czy spółki mają swobodę wyboru?

Tak, spółki same dokonują wyboru.

W jakich wypadkach spółka może preferować jeden wariant lub drugi?

Spółki, które mają własne produkty i wartość tych produktów składa się z wielu pozycji kosztowych (np. zakłady produkcyjne) stosują rachunek kalkulacyjny. Ten najbardziej odpowiada ich kalkulacji kosztu własnego. Znajdziemy tam koszty wytworzenia sprzedanych produktów, koszty ogólnego zarządu i koszty sprzedaży. Czyli koszty są przypisane funkcjonalnie. A to wymaga prowadzenia szczegółowej rachunkowości. Przykładowo trzeba się zastanawiać, jaka część np. kosztów wynagrodzeń jest związana z produkcją, jaka ze sprzedażą, a jaka z administracją. Jest on stosowany przez jednostki, które mają bardzo rozbudowaną rachunkowość.

A jak wygląda i dla kogo „uszyty” jest układ porównawczy?

W drugim wariancie koszty są grupowane według rodzaju (np. wynagrodzenia, materiały, energia, amortyzacja). Przykładowo wynagrodzenia będą ujęte tylko w jednej pozycji – wynagrodzenia. Te koszty nie są alokowane według funkcji – nie zastanawiamy się, jaka część związana z wytworzeniem, jaka ze sprzedażą, jaka z administracją. To jest zazwyczaj system zarezerwowany np. dla jednostek handlowych czy usługowych, które nie potrzebują tak rozbitej kalkulacji kosztów. Jednostka może sobie wybrać taki wariant rachunku, który najbardziej odpowiada jej rachunkowości zarządczej. Suma kosztów w jednym i drugim układzie jest ta sama – różnica tkwi jedynie w sposobie grupowania.

RZiS może występować w dwóch wariantach. Poza tym niektóre branże mają odrębne wzory rachunku. Czy tak duże zróżnicowanie form nie powoduje zamieszania?

Jestem dużym zwolennikiem budowania sprawozdawczości finansowej ukierunkowanej na branże. W polskich przepisach to ukierunkowanie występuje, ale tylko odnośnie sektora usług finansowych. Ustawa o rachunkowości wyróżnia banki, zakłady ubezpieczeń czy domy maklerskie – one mają specjalne wzory rachunku zysków i strat, a wszystkie pozostałe są w jednym „worku”. I te pozostałe operują rachunkiem zysków i strat w układzie kalkulacyjnym lub porównawczym.

Dlaczego jednolita rachunkowość (dla firm pozafinansowych) jest zbyt „ciasna”?

Weźmy przykład firmy leasingowej. Ona funkcjonuje praktycznie jak bank. Ona finansuje jakiś zakup, żyjąc tak na prawdę z pożyczki. Bierze pan samochód w leasing, firma leasingowa udziela panu pożyczki, pan płaci raty, a na końcu samochód należy do pana. Dla takiej działalności nie ma odpowiedniej formuły rozliczenia. Firma leasingowa musi stosować albo układ kalkulacyjny albo porównawczy. Są one niedostosowane do większości branż. A przecież w ten sposób musi rozliczać się 95% wszystkich jednostek. Ten wzór jest niepraktyczny, więc wiele jednostek dla swoich celów sporządza własne sprawozdania (rachunkowość zarządcza). Jednostkom brakuje wzorca sprawozdania finansowego, który lepiej odzwierciedlałby ich model biznesowy.

Jak rozwiązać problem niedostosowania wzoru sprawozdania do modelu biznesowego?

Pierwsza możliwość to poszerzenie sprawozdania o kolejne branże.  W takim kierunku idą na przykład standardy amerykańskie (US GAAP). Tam firmy IT mają swoje specjalne sprawozdanie, firmy farmaceutyczne swoje, itd. Jest też inna możliwość – stosowana w ramach MSR – w notach do sprawozdania finansowego prezentowana jest informacja o segmentach działalności. W Polsce, co prawda nie mamy obowiązku, aby pokazać segmenty działalności, ale w MSR’ach ten obowiązek już występuje.

Dlaczego warto porównywać firmy na poziomie segmentów działalności?

Weźmy za przykład moją firmę. BDO ma 5 linii biznesowych – audyt, usługowe prowadzenie ksiąg rachunkowych i doradztwo rachunkowe, doradztwo podatkowe, doradztwo transakcyjne i działalność szkoleniowa. Każdy z tych biznesów ma swoje własne marże i specyfikę. Gdyby chciał pan porównać taką firmę jak BDO z inną firmą audytorską, która ma mniej działów biznesowych, to byłoby jak porównywanie jabłek i kartofli. Dlatego uważam, że rachunek zysków i strat powinien odzwierciedlać specyfikę branży, w jakiej się działa. I tego nie ma dzisiaj w ustawie – poza instytucjami finansowymi. Jedynie banki, ubezpieczyciele czy fundusze inwestycyjne zadbały o swoje interesy.

Porównywanie na poziomie segmentów ma sens, bo koncentruje się pan na tym, jaka jest marża w stosunku do jednostek, które zajmują się tą samą działalnością. W ogólnym rachunku zysków i strat tak na prawdę nie wiadomo na co patrzymy – ta informacja jest syntetyczna, zbyt ogólna. „Złoto” leży dopiero na poziomie segmentów.

W wariancie kalkulacyjnym od przychodów odejmuje się najpierw bezpośrednie koszty wytworzenia. Z różnicy powstaje zysk brutto na sprzedaży, który odniesiony do przychodów stanowi marżę brutto na sprzedaży. Jak ważna jest to marża?

Jestem gorącym zwolennikiem marży liczonej po kosztach zmiennych (bezpośrednich). Koszty zmienne to te koszty, które są proporcjonalne w stosunku do obrotu. Kosztów stałych można się pozbyć – można znaleźć tańsze biuro lub inne rzeczy, ale tych pierwszych kosztów – nie. Te pierwsze decydują tak na prawdę o modelu generującym przychody.

My jako firma audytorska, uczestnicząc w procesach due dilligence, widzimy też o, co pytają inwestorzy – właśnie o marżę brutto (z czego ona się składa, ile wynoszą koszty zmienne). A spółki niechętnie pokazują te informacje. Przykładowo ze sprawozdania Apple pan się nie dowie, ile zarabiają na nowym iPhone, ile na starym, ile na iPad, itd.

Nie chcą się odkrywać konkurencji?

Tak. Spółka toczy wieczną walkę – jak przekazać inwestorom informacje, ale z drugiej strony nie pokazać wszystkich kart konkurencji.

Nie jestem zwolennikiem technicznego kosztu wytworzenia, w którym koszty bezpośrednie są rozliczane według wstępnie ustalonych kluczy. W wielu przypadkach tak rozdzielone koszty są fikcją. Rachunkowość w Polsce idzie w kierunku łączenia kosztów zmiennych i kosztów ogólnych. Problem w tym, że koszty ogólne są rozliczane szacunkowo.

Na czym polega problem z rozliczaniem szacunkowym?

Weźmy firmę, która produkuje dżinsy i tenisówki. Koszty bezpośrednie sprowadzają się do materiału, który trzeba użyć i robocizny ludzi, którzy siedzą przy maszynach. Do tego dochodzi energia, która zasila wszystkie maszyny. Chcąc policzyć, ile takie spodnie kosztują, z materiałami i robocizną nie będzie problemu. Ale rozliczenie energii, którą wykorzystujemy do różnych linii biznesowych jest kłopotliwe, bo pojawia się pytanie jak podzielić koszty i alokować do danego produktu. Zaczyna się „dzielenie włosa na czworo”. Ciężko to skontrolować, bo wymagałoby to bardzo drobiazgowej analizy. Rachunkowość kiedyś próbowała to robić – nazwała to rachunkiem kosztów abc (activity based costing). Ale to nie ma za bardzo sensu. Dlatego wiele krajów zachodnich w ogóle nie chce mieszać tych kosztów i stosuje tzw. pośrednie koszty produkcji. Dlatego, dla mnie, ta marża brutto jest podstawowym wskaźnikiem sprawozdania finansowego. Szczególnie w przedsiębiorstwach handlowych i usługowych.

Dlaczego szczególnie w tych branżach?

Handel polega na tym, że kupujesz coś tanio, a sprzedajesz drożej. Na tym polega cała ich wartość dodana. W innych branżach bywają bardzo duże wydatki np. na reklamę. Przykładowo w cenie pasty do zębów jej koszty stanowią 40-50%.

Zwracam tak dużą uwagę na koszty bezpośrednie również dlatego, że tymi kosztami trudniej manipulować.

Jak dużą dowolność spółki mają w uznawaniu, które koszty są bezpośrednio związane z wytworzeniem?

Jest jedna zasada – one mają charakter proporcjonalny. Jak rośnie przychód, to one również. Najprostszy przykład – produkcja kabli elektrycznych. 80% kosztu kabla stanowi miedź. Jak rośnie produkcja kabla, to rośnie zapotrzebowanie na określoną ilość miedzi. Jakby pan zaprzestał produkcję, to pan tych kosztów w ogóle nie ma. W przeciwieństwie do kosztów stałych, z którymi nic pan nie może zrobić, np. czynsz za lokal.

Są spółki, które nie pokazują w sprawozdaniu zysku brutto na sprzedaży. Dlaczego? Jak duże pole wyboru mają spółki?

Po części wynika to z pewnej dowolności. Nadrzędnymi zasadami polskich standardów i MSR’ów są zasady prawidłowości i rzetelności. To oznacza, że jednostka ma trochę swobody w dostosowaniu sprawozdawczości do swojej specyfiki. Ale czasem jest to celowy zabieg – jednostki nie chcą pokazywać szczegółów, bo te informacje mogliby wykorzystać konkurenci. Amerykańskie standardy wymagają, aby zdefiniować, co jest kosztem zmiennym, co przychodem, więc wiadomo z czego marża się składa. Nie wszystkie jednostki definiują koszty jednolicie. Marża brutto generalnie jest najważniejsza, ale trzeba podkreślić, ze każda branża ma też swoje kluczowe wskaźniki.

Jakie to mogą być wskaźniki?

W działalności hotelarskiej liczy się stopień obłożenia – jaki procent pokoi, w określonym czasie, jest wynajęty.

W przypadku banków kluczowa jest marża stopy odsetkowej (różnica między oprocentowaniem depozytów i kredytów). Ważne są też odpisy na kredyty wątpliwe. To są 2 najbardziej interesujące pozycje z całego sprawozdania.

Po obliczeniu zysku brutto na sprzedaży odejmujemy koszty ogólne zarządu i koszty sprzedaży. Czy one są mniej ważne, niż bezpośrednie koszty wytworzenia?

To też jest trudny temat. Po pierwsze, nie mają one swojej ścisłej definicji, jaką mają koszty zmienne.

Po drugie, wielkość kosztów ogólnego zarządu zależna jest od struktury organizacyjnej i modelu biznesowego. Koszty ogólne zarządu często zawierają koszty operacyjne. W mniejszych podmiotach szereg osób wykonuje zarówno funkcję operacyjną jak i zarządczą – sam jestem tego przykładem. Jestem prezesem firmy, ale pomagam też obsługiwać niektórych klientów. I takich przykładów można by znaleźć więcej.

Jaką dużą wagę mają koszty ogólne zarządu przykładowo w pana branży?

W mojej branży 50% przychodów to są koszty wynagrodzeń (koszty bezpośrednie), a 35% to wszystko pozostałe (lokale, ubezpieczenia, IT, itd.). To co mnie odróżnia od konkurentów, to moi klienci i pracownicy (których nie mają moi konkurenci). Tu tworzy się zysk. Cała reszta jest standardowa. Więc gdyby ktoś chciał oceniać rentowność takiej firmy jak moja – to tylko za pomocą marży brutto. Najważniejsze to zrozumieć na czym polega dany biznes, pomijając  w ogóle rachunkowość – zrozumieć, co tworzy zysk w danej jednostce.

Czy zysk na sprzedaży (po odliczeniu kosztów bezpośrednich i ogólnych) to jest zdecydowana większość kosztów, a pozostałe koszty to przeważnie drobne pozycje?

Tak, te pozostałe to drobne rzeczy. Szczególnie jeśli rozmawiamy o pozostałych przychodach i kosztach operacyjnych – w wielu przypadkach jest to przysłowiowy „koszt na śmieci”. Księgowi umieszczają tu niewielkie koszty, dla których nie ma miejsca gdzie indziej.

Zanim pójdziemy dalej, cofnijmy się na chwilę do przychodów. Do jakiego stopnia można nimi manipulować? Zdaje się, że w branży wierzytelnościowej są takie możliwości.

Przychodami można czasem manipulować. W branży wierzytelnościowej też, ale klasycznym obszarem, gdzie manipulacja przychodami stanowi największe zagrożenie dla sprawozdania finansowego jest branża deweloperska.

Dlaczego akurat deweloperzy?

Powiedzmy, że deweloper buduje panu dom, co ma zająć 3 lata. Co do zasady, w rachunkowości fakturę wystawia się, gdy produkt jest gotowy. W tym wypadku nastąpiłoby to dopiero po 3 latach (wtedy zostałby wykazany przychód). Ale wtedy, czytając sprawozdanie finansowe, nie byłoby widać żadnej aktywności przez 3 lata. Podobnie jest ze stoczniami. Dlatego w takich pracach długookresowych przyjęto zasadę, że przychody ujmuje się proporcjonalnie do wykonanej pracy. To, czym się manipuluje, to stopień zaawansowania prac.

Na czym to polega?

Dla przykładu, budujemy wieżowiec który ma 10 pięter. Do tej pory zbudowaliśmy 4 piętra. Czy to oznacza, że ukończyliśmy 40% prac? A może 50% procent? Czy 7 piętro kosztuje tyle samo, co fundament? Takie elementy są bardzo podatne na subiektywną ocenę. Często po prostu nie wiemy, jaka jest prawda, bo opieramy się na subiektywnej ocenie.

Generalnie, przychodami łatwo jest manipulować tam, gdzie ujmowany jest pewien szacunek albo gdy rozliczamy jakiś kontrakt w czasie. Ale jest jedna pozycja w sprawozdaniu finansowym, którą bardzo trudno manipulować – to są przepływy pieniężne.

Dobrze, że chociaż jedna 😊

Powiedzmy, że prowadzi pan bank i udzielił pan kredytu na rzecz GetBack’u na 100 mln zł. Jakby ich sytuacja była mniej dramatyczna, niż jest, to pytając 10 audytorów i 20 księgowych o wysokość straty na tej należności (na ile utworzyć rezerwę), każdy z nich będzie miał odrębną ocenę. Natomiast przepływy pieniężne są w tych wszystkich przykładach te same – zero. To jedyny element sprawozdania finansowego, który jest wolny od szacunku. Przepływy operacyjne warto porównywać z zyskiem brutto. Są one trzecim elementem, po marży brutto i segmentach, na którym skupiam się najbardziej.

Przejdźmy do zysku operacyjnego. Zgodnie z UoR powstaje on przez dodanie pozostałych przychodów i kosztów operacyjnych do zysku ze sprzedaży. Czy MSR definiują go podobnie?

Trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Jeden element to są pozostałe przychody i koszty operacyjne, a inna rzecz to zyski czy straty nadzwyczajne. Według międzynarodowych standardów nadzwyczajne zyski i strat nie są w prezentowane jako osobna pozycja. Przestały one być ujmowane, bo jednostki na siłę umieszczały tytuły kosztów czy przychodów jako nadzwyczajne (zwłaszcza koszty). Niski wynik miał być tłumaczony nadzwyczajnymi zdarzeniami.

Z kolei ustawa o rachunkowości dopuszcza to, ale w przypadku dużej pozycji powinno się uzasadnić, co to jest. Aby czytelnik mógł sam ocenić tą „nadzwyczajność”. Natomiast pozostałe przychody i koszty operacyjne (inne niż zyski i straty nadzwyczajne), co do zasady, powinny być i małe i nietypowe. Jakby były i duże i typowe, to powinny być ujęte w podstawowych kosztach operacyjnych.

Czy zatem zysk operacyjny według polskich standardów nie jest porównywalny z tym, który jest zgodny z MSR?

MSR dają znacznie większą swobodę jednostce budowania rachunku zysków i strat. One bezwzględnie wymagają od jednostki pokazania jedynie kilku pozycji. UoR narzuca większą standaryzację, co jest trochę bez sensu – widać to na przykładzie firm leasingowych, którym trudno jest „zmieścić” się w tych standardowych układach.

Dlaczego firmie leasingowej trudno stosować polskie standardy?

Ich głównym źródłem przychodów są odsetki, które występują na samym końcu rachunku zysków i strat. Skoro jest to ich podstawowe źródło przychodów, to powinno występować na samej górze RZiS, a nie na samym dole. I to jest moje zastrzeżenie do UoR. Mi się bardziej podobają MSR, gdzie jednostka ma nie tylko prawo, ale i obowiązek tak zbudować RZiS, aby najlepiej odzwierciedlić swój biznes. To oczywiście wymaga więcej dyscypliny od jednostki. Jest też trochę trudniejsze dla czytelnika sprawozdania, bo musi on najpierw zapoznać się z zasadami rachunkowości jednostki, zanim przejdzie do analizy rachunku i bilansu. Ale za to dostanie on bardziej, moim zdaniem, rzetelne i wspierające informacje.

Skoro MSR dają tyle swobody, skąd wiadomo co się kryje pod poszczególnymi pozycjami w rachunku?

W zasadach rachunkowości powinniśmy znaleźć opis, jakie elementy zawierają się w danej pozycji.

Czyli w przypadku MSR, zysk operacyjny jednej spółki może zawierać inne elementy, niż drugiej?

Tak. Różnice dotyczą szczególnie takich rzeczy, które nie są do końca uregulowane, czyli pozostałych przychodów i kosztów operacyjnych. W UoR ujęto 2 grupy przychodów i kosztów – przychody i koszty operacyjne oraz zyski i straty nadzwyczajne. Jak wspomniałem, MSR w ogóle nie operują pozycją zysków i strat nadzwyczajnych. One po prostu lokują to w innych pozycjach. W MSR wliczone są one do przychodów i kosztów, które w RZiS występują przed zyskiem operacyjnym. Mogą one być wliczane np. do kosztów wytworzenia, administracji czy sprzedaży – tam, gdzie pasują najbardziej.

Podobnie wygląda sytuacja z pozostałymi przychodami i kosztami operacyjnymi. Jeżeli to są małe koszty, to one też (w MSR) nie są ujmowane odrębnie. Pozostałe przychody operacyjne jednostka często pokazuje w „innych przychodach” – pod przychodami z działalności podstawowej (a przed kosztami). Zatem pozostałe przychody i koszty operacyjne wchodzą w zysk z działalności operacyjnej. Nie zawsze są pokazywane odrębnie – zależy czy są one duże i regularne. Jeżeli są duże i regularne, wykazywane są w odrębnej pozycji. Natomiast w UoR są one zawsze prezentowane odrębnie – poniżej zysku ze sprzedaży.

Może Pan to pokazać na przykładzie?

Weźmy nieruchomość inwestycyjną – w MSR przeszacowanie jej wartości, w niektórych przypadkach, jest na równi z przychodami ze sprzedaży. Jeżeli jednostka żyje z wynajmu nieruchomości, to przeszacowanie wartości nieruchomości do aktualnej wartości rynkowej nie będzie, tak jak w Polsce, w pozostałych przychodach i kosztach operacyjnych, lecz będzie na równi z przychodami z najmu.

Ale to jest chyba specyficzna sytuacja, bo gdyby chodziło o spółkę, która np. produkuje mleko, sytuacja byłaby inna…

Dokładnie tak! To właśnie zależy od tego, o czym powiedziałem. Pytanie, czy pozostałe przychody operacyjne (w MSR), są regularne i duże. W przypadku firmy wynajmującej nieruchomości – są regularne. W przypadku mleczarni – nie, więc mogłyby być pokazane jako odrębna pozycja. Dlatego w MSR trzeba sprawdzić jak opisane są zasady rachunkowości, które grupują te przychody. W Polsce natomiast przyjęto takie mechaniczne podejście, że co do zasady przychody i koszty operacyjne wykazywane są odrębnie. Z jednej strony jest to dobre, bo czytelnik to widzi. Ale z drugiej strony czasami jest to bez sensu, bo jest to oderwanie całkowicie od działalności przedsiębiorstwa. A gdy przychody i koszty operacyjne są duże i regularne to wręcz zaczyna to być absurdem. Bo co to są wtedy za pozycje „pozostałe” – to są przecież pozycje podstawowe.

Czym się różni EBIT od zysku operacyjnego?

EBIT i zysk operacyjny w zasadzie powinny być sobie równe. Spójrzmy na Załącznik nr 1 do UoR – pozostałe przychody i koszty operacyjne występują ponad zyskiem operacyjnym (zawierają się już w nim).

Został nam podatek dochodowy. Podatek wykazany w sprawozdaniu finansowym nie musi być równy podatkowi, który spółka faktycznie płaci do Urzędu Skarbowego. Z czego to wynika?

Definicja przychodów i kosztów w ustawie o rachunkowości nie jest tożsama z definicją przychodów i kosztów w prawie podatkowym. Fiskus nie uznaje niektórych kosztów, a niektóre uznaje, ale w innym okresie sprawozdawczym. Fiskus nie pozwala odejmować np. kosztów reprezentacji (np. służbowy obiad) czy mandatów za złe parkowanie.

Zdarza się też, że koszty lub przychody są inaczej ujmowane w sprawozdaniu finansowym, a inaczej w rozliczeniach podatkowych, np. różnice kursowe.

Stosunek podatku do zysku brutto bywa większy lub mniejszy, niż 19%. Z czego to wynika?

Po pierwsze, dlatego, że w prawie podatkowym mamy 100 pozycji, mówiących o tym czego nie można uznać za koszty uzyskania przychodów. Fiskus nie uznaje części kosztów, które są ujmowane w rachunku zysków i strat. To oznacza, że zysk do opodatkowania będzie większy.

Po drugie, fiskus pozwala odpisać pewne koszty, ale w późniejszym okresie – to nazywamy podatkiem dochodowym odroczonym. W sprawozdaniu finansowym w nocie do podatku dochodowego, podatek zazwyczaj będzie się składał z 2 pozycji (obecny oraz odroczony). Suma tych dwóch pozycji powoduje, że obciążenie podatkowe jest większe lub mniejsze w stosunku do zysku brutto, niż oczekiwane 19%. Jednak prędzej czy później ta różnica zostanie zniwelowana. Gdyby sprawozdawczość nie była podzielona na okresy, a sprawozdanie sporządzane byłoby np. raz na 5 lat, to podatki byłyby takie same.

Czy podatek faktycznie płacony urzędowi skarbowemu przeważnie będzie wyższy, niż wykazywany w rachunku zysków i strat?

Zazwyczaj tak, bo w rozliczeniu podatkowym nie mogą uwzględnić niektórych kosztów. Czasami może też odwrotnie – w przypadku rozliczania strat z przeszłości. Ale co do zasady, w zdrowych przedsiębiorstwach, faktyczny podatek zazwyczaj będzie wyższy, niż w sprawozdaniu finansowym.

Dziękuję za rozmowę.

Artur Wiśniewski

Redaktor naczelny ;) Makler Papierów Wartościowych (2370), inwestor indywidualny. Interesuje się rynkiem akcji, obligacji, funduszy, ETF i inwestycji alternatywnych. Lubi piłkę nożną, rower i góry.

Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia o nowych komentarzach  
Powiadom o